Wielkimi krokami zbliża się Tłusty Czwartek. Dla mnie bez pączka i faworków, bo jakoś nigdy za nimi nie przepadałam. Jak zgrzeszyć, to najlepszą szarlotką na świecie, z dużą ilością jabłek i cynamonu. Mam na nią zwykle ochotę jesienią i zimą. Wtedy smakuje mi najlepiej!
Jeśli macie akurat na taką ochotę, to dzielę się z Wami sprawdzonym przepisem, który jest szybki, prosty i zawsze wychodzi.


Ciasto:
2,5 szklanki mąki*
20 dkg masła
20 dkg serka homogenizowanego waniliowego
pól szklanki cukru pudru*
1 opakowanie cukru waniliowego*
1 łyżeczka proszku do pieczenia. 

dodatkowo:
8 dużych jabłek (najlepsza będzie szara reneta)
cynamon.

*Zamiast białej mąki można użyć razowej, zamiast białego cukru ksylitol, zamiast cukru waniliowego laskę wanilii).



Jabłka obieramy, przekrawamy na pół wycinając gniazda nasienne. Z wymienionych składników zagniatamy ciasto. Dzielimy je na 2 części. Blachę wykładamy papierem do pieczenia.
Pierwszą część ciasta rozwałkowujemy i wykładamy na spód blachy. Na cieście układamy jabłka odwrócone okrągłą częścią do góry i prószymy cynamonem. 
Drugą część ciasta rozwałkowujemy i przykrywamy nią jabłka. Ciasto nakłuwamy widelcem i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 180 stopni i pieczemy 60 minut.

I gotowe! Smacznego Tłustego Czwartku.


Ubiegły rok był dla nas łaskawy i obfitował w proste, miłe chwile, które chcielibyśmy zapisać w swojej pamięci na dłużej. Staramy się dostrzegać małe codzienności każdego dnia i cieszyć się nimi. 2015 to też czas wytężonej pracy, co niestety spowodowało mniejszą obecność tutaj. Jak to się mówi: najpierw obowiązki, później przyjemności. Mimo wielu zobowiązań udało się nam trochę podróżować. Były to bardzo udane wypady :) 
Ale od początku...

Pierwsza podróż wczesną wiosną to kierunek Szkocja. Ilekroć mamy okazję, to bez wahania z niej korzystamy. Lubimy ten kraj.



Wiosną udało nam się także odwiedzić Toruń. Pogoda była w kratkę, raz słońce, raz deszcz. Okropnie wymarzliśmy, a mimo to chcę tam wrócić w bardziej sprzyjających warunkach.


Na zwiedzanie Torunia wybraliśmy się oczywiście starym parowozem - takie wycieczki z Poznania, Wolsztyna i Gniezna organizowane są non stop przez - Turystyka kolejowa
 


Gdy zrobiło się znacznie cieplej, każdą wolną chwilę wykorzystywaliśmy na spacer bądź rower. Nie mam pojęcia ile kilometrów przeszłam w tamtym roku, ale w samym maju było ich 135!



Nasza Neli miała 11 słodkich szczeniaków. Wszystkim znaleźliśmy szczęśliwy dom :)


W wakacje urodził się malutki Rudolfik, który pojechał do moich rodziców i z nimi zamieszkał.


A w nowym domu od razu zaanektował kilka fajnych miejsc ;)


Gdy odwiedzam rodziców mam wiernego towarzysza pracy.


Latem uciekając przed upałami dotarliśmy nad morze. Było cudnie :)


Pierwszy raz udało nam się wstać i oglądać wschód słońca nad morzem - o czym pisaliśmy tu



Pod koniec wakacji wyruszyliśmy w nasze ukochane Bieszczady. 



Po wielogodzinnych wędrówkach wieczorami przesiadywaliśmy w "Bieszczadzkiej Legendzie" w Ustrzykach Górnych. Dają tu dobrze zjeść i panuje iście wakacyjny klimat :)

 W "Bieszczadzkiej Legendzie" jest prosto, smacznie, mega kolorowo i na luzie. Nie ma tu tego nadęcia spotykanego w niektórych karczmach. Można przyjść ze zwierzakiem i nikomu to nie przeszkadza. Niech Was nie zwiodą te pustki na zdjęciach. Zostały zrobione rano, gdy turystów bardziej zajmuje planowanie trasy wędrówki niż przesiadywanie w knajpie.


Jesienią było również mnóstwo spacerów.


I odwiedziliśmy mokry, deszczowy Tarnów.



Weszliśmy też pierwszy raz na wieżę Ratusza, mimo iż Pani z muzeum zapewniała, że z góry przy takiej pogodzie nic nie będzie widać. Na szczęście się myliła ;)



Spadł już śnieg, a my dalej spacerujemy i nie zamierzamy przestać.


A na koniec chciałam podziękować Marcinowi, że mimo upływu lat nadal się o mnie troszczy i przynosi niezliczone ilości kwiatów, które lubię. Mam nadzieję, że się nie zmieni.


Dziękujemy, że tu zaglądacie!