Wschód słońca nad polskim morzem chciałam zobaczyć od lat. Niestety jestem śpiochem i  gdy wiem, że mogę pospać, to nie ma mocnych :) I tak od lat przekładałam ten piękny moment na "za rok". Wiecie co to oznacza, prawda?
W tym roku podczas naszego pobytu nad morzem nic nie wskazywało na to, by plan udało się zrealizować.  Pomyślałam sobie - no trudno.
Jednak ostatniego dnia postanowiliśmy wstać skoro świt. Byłam zmotywowana by w końcu przeżyć wschód słońca nad morzem, przecież wyspać mogę się w domu ;)



Z każdym krokiem zrobionym na plaży szczęście było coraz większe. Co tam sen, co tam zmęczenie po krótkiej nocy. To wszystko nic. Nigdy nie widziałam takich kolorów, ani tak spokojnego morza.




Piasek rano był lekko zimny i wilgotny, a na nim widać było odciski zrobione przez mewy.


Zapowiadał się piękny słoneczny dzień. Już wcześnie rano było czuć na naszych twarzach ciepłe muśnięcie promyków słońca.


Było w tym coś pięknego, ulotnego i dodało nam energii na cały dzień.



Wyjazd w Bieszczady był najbardziej wyczekanym ze wszystkich. Ostateczna decyzja została podjęta spontanicznie, ale w głębi serca "zaplanowany" był już dawno. Nic nie sprawia mi takiej przyjemności, jak powrót w moje ukochane góry. Pokochałam je od pierwszego wejrzenia i zawsze gdy wracam, miłość do nich i tęsknota za nimi jest coraz silniejsza. I choć coraz bardziej denerwują mnie ilości ludzi dreptających po górach, szczególnie w sezonie wakacyjnym (lubię wypoczywać w spokoju), to przymykam na to oko i staram się to akceptować. Na szczęście da się znaleźć miejsca, gdzie nie trzeba się przepychać na szlaku i można w spokoju cieszyć się naturą.  

Ten wpis chciałabym dedykować najbardziej malowniczemu miejscu w Bieszczadach jakim jest Bukowe Berdo.


Najkrótszy szlak wiedzie z Mucznego, ale nie proponuję tędy wchodzić. Jeśli z niego skorzystamy znajdziemy się pomiędzy Bukowym Berdem, a piękną Połoniną Dydiowską. Najfajniejszy szlak wiedzie ze wsi Bereżki (8 km na północ od Ustrzyk Górnych) przez tzw. Widełki. Dwie godziny drogi przez las i wchodzimy na piękną połoninę, idąc dalej dochodzimy do masywu Bukowe Berdo. Później schodzimy szlakiem na Przełęcz Sioło pod Tarnicą, szlakiem w dół po schodach do Wołosatego.


Z kolei najbardziej wymagającym i malowniczym szlakiem jest droga z Ustrzyk Górnych przez Szeroki Wierch na Tarnicę, stamtąd schodzimy na Przełęcz Goprowską i udajemy się w prawo na Halicz. Z Halicza wracamy tą samą drogą na przełęcz i skręcamy tym razem w lewo, by przez masyw Bukowe Berdo zejść do Widełek. Trasa zajmuje 10 godzin według mapy. W praktyce proponuję zarezerwować ok 11-12 aby spokojnie podziwiać widoki.




Trasa jest tak malownicza, że zapiera dech w piersiach, a wychodnie skalne znajdujące się na trasie szlaku dodają mu uroku.




Z góry, szczególnie z najwyższego wierzchołka, rozciąga się rozległy widok na tereny ukraińskie.



Najładniejszy według mnie jest odcinek, gdy już schodzimy ze szczytu Bukowego Berda w stronę Widełek, ponieważ widać całą trasę znajdującą się poniżej wędrującego.



Bukowe Berdo to nie tylko samotny szczyt, ale tak naprawdę kilka szczytów górskich i trzy połoniny (Dźwiniacka, Łokiecka, Dydiowska).




O tej porze roku czerwienią się jarzębiny, żółkną liście olchy, zaczynają się magiczne rudości (borówczyska zmieniają swój kolor) oraz żółcą suche trawy. Aż nie chce się schodzić, chciałoby się usiąść i delektować widokiem!






Połoniny to wysokogórskie łąki. Powstałe na szczytach gór częściowo naturalnie, częściowo dzięki działalności człowieka. Obecnie tworzą niesamowicie piękne i malownicze przestrzenie :)





Latem napotkamy na nich borówczyska, czyli tereny pokryte krzaczkami borówek.



Połoniny to idealne miejsce na relaks blisko nieba, pośród wysokich traw.




Tu pośpiech jest niewskazany.


A droga jest przyjemnością...





Będąc w Bieszczadach mam zawsze wrażenie, jakbym przechadzał się nie po łące, ale po pięknym, gęstym owczym futrze. Połoniny są dla mnie niczym mityczne złote runo.