Pięćdziesiąt twarzy Greya

/
27 Comments
Film obejrzeliśmy w Walentynki. Tak jak pół Polski i świata.
W czasie seansu dwa razy omal nie zasnąłem, w sześciu miejscach ziewałem, trzy sceny mi się podobały, a pod koniec zgodnie wybuchnęliśmy śmiechem (nie - inni się nie śmiali). Tyle w skrócie.


W detalu będzie tak.
W kategorii - Gra aktorska:
Anastasia - grała najlepiej ze wszystkich.
Młoda dziewczyna,  jak się później okazało, jeszcze dziewica. Te ładne, duże oczka wpatrzone w Greya jak w obrazek, ten posłuszny, intrygująco-cielęco-spokojny wzrok, cichy głosik, szepczący słowa, jakby ze wstydem. Wieczny rumieniec na twarzy.
Wypisz wymaluj taka nieuświadomiona (jeszcze) nimfetka. Kobiety będą taką obsmarowywały, odsączały od czci i wiary np. za głupotę, za to, że jest płaska i jeszcze inne powody się znajdą.
Facetom będzie się podobała - mała, ładna, cicha myszka, którą ON wprowadza w świat seksu, jest jej nauczycielem, a ona grzecznie robi co do niej należy. Ta rola jest tak dobrze zagrana, że przypuszczam, że aktorka pokazała nam swoją prawdziwą naturę, przez co idealnie wpasowała się w tę rolę.

Grey - co tu powiedzieć? Męski koszmarek? Dziwne "coś" zwane głównym bohaterem?
Wydaje się jakby aktor nie potrafił grać - na pewno rola przerosła wykonawcę. Główny bohater jest sztuczny, płaski, drętwy, totalnie niespójny. Zero głębi. Jak coś robi, to tak jakby istniał tylko jeden wymiar. Miał być samiec alfa - wyszedł melancholijny, skrzywiony psychicznie biznesmen.
Teksty w stylu -"ja się nie kocham - ja się pieprze" albo -"czy mogę cię dotknąć?" brzmią tak, jak gdyby Pingwiny z Madagaskaru deklamowały wiersze Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej.

Tak się zastanawiałem nad rolą Greya i kiedy dodałem 2 + 2 wyszło mi, że to popapraniec.
15 letni chłopak zostaje podnóżkiem dominy (koleżanka jego mamy). Ta go bije, przypala, męczy i dręczy. Naście lat to ważny okres, to początek seksualności. Te wszystkie skrzywienia, molestowania, pedofilie, gwałty w tym wieku, doświadczają ludzi na całe życie. A więc i jego wypaczono. On nie umie kochać, on nie uprawia seksu - on się pieprzy. W słowach. Bo w czynach tego nie widać. To taka gra słów. Słów, które Grey zna. Zostały wyryte przez dominę w jego głowie. 
Rola w filmie wymaga dominanta. Aktor nie dorósł do roli, a więc mamy pastisz seksu BDSM.

Kate - koleżanka i współlokatorka głównej bohaterki. Blondyna gra postać drugoplanową tak, że spokojnie można byłoby uznać jej rolę za 4-planową. Bez wyrazu, bez treści.

W kategorii - Momenty:
Kate ma zrobić wywiad z Greyem, opisywanym jako przystojny kawaler, miliarder do wzięcia.
Która kobieta by to przepuściła? Chora, kulawa, żonata  - większość z samej czystej ciekawości poszłaby (nawet z ręką w gipsie) na takie spotkanie. Wyjście poprzedziłaby wizyta w galerii (zakupy), fryzjer, kosmetyczka, może jakieś SPA.
W wersji skromniejszej second hand, obdzwonienie wszystkich koleżanek w sprawie pożyczenia kiecki, minimum godzina lub dwie przez lustrem i w wannie. W filmie słyszymy, że Kate jest chora, a Anastasia ją zastępuje. Idąc na spotkanie z miliarderem Anastasia ubiera się tak, jak gdyby szła do warzywniaka na drugą stronę ulicy.
Kiedy Anastasia wraca z wywiadu, Kate cudownie ozdrowiona biega po mieszkaniu wyszykowana tak, jak gdyby grała w Modzie na Sukces.  Spójność i rzeczywistość na poziomie minus 10.

Rozmowy-relacje koleżanek.
Kobiety rozmawiają. Wszędzie na każdy temat, na okrągło. O wszystkim.
O ciuchach, facetach, lampie na wystawie, sukience, którą widziały 2 lata temu na wyprzedaży, o randkach, o tym co im smakowało, a co się podobało. Nie ma szans, by dwie młode kobiety w wieku "szukam prawdziwej miłości" nie zamieniły ze sobą przynajmniej 777 zdań na ten temat. Jak było, co było, kiedy było, a co on zrobił, jak ona to zrobiła...Tu tego nie ma. 
Wszelkie pytania są nieme. Jedna spojrzy na drugą i to niby ma znaczyć, że coś sobie przekazały. W filmie mamy dwie, niczym nie związane ze sobą aktorki. Jedna gra główną rolę i się stara, druga jest zapchajdziurą, wystrojem wnętrz, meblem. No i tu się trochę zgadza, bo kto z nas gadałby z szafą?
Relacje to całkowicie niewiarygodna i pominięta część filmu.

Podróże na ekranie.
W jedną stronę helikopterem, w drugą tą samą trasę samochodem (domyślam się, że helikopter się zepsuł). Raz jedziemy z szoferem i zdajemy się nie umieć prowadzić, za chwile śmigamy swoim autkiem. Nigdzie w filmie nie ma wyjaśnień tego stanu.
W wielu firmach są sceny:
- "Alfredzie, przygotuj mi mój helikopter, będziemy za 10 minut"
- "Janie, nie będziesz mi już potrzebny, wrócę sam".
Budują one narrację.
A tu zero, przedmioty komunikacyjne sobie stoją - Grey na chybił trafi wybiera któryś, a później rekwizyt znika. Nie widać obsługi, nie trzeba zaparkować, wstawić do hangaru, po prostu są, a za chwile ich nie ma. Domyślam się, że kontakt Greya z tymi przedmiotami odbywa się telepatycznie.

"Biedna" studentka mieszka w lokalu, który wygląda jak z ostatniego katalogu Ikea. Wszystko gustownie urządzone na jedno kopyto. Kiedy w jednej z końcowych scen kamera najechała na charakterystyczną modną lampkę, robiąc kolejne lokowanie produktu - wybuchnęliśmy w kinie śmiechem.
Przerwaliśmy pełne skupienie widzów napadami wesołości w 5 rzędzie.

Anastasia siedzi pijana w knajpie, muzyka dudni, a ona rozmawia przez telefon, tak jakby siedziała właśnie w pustym kościele. Nie musi wychodzić, nikogo nie przekrzykuje, zero stresu, muzyka automatycznie cichnie, kiedy ona chce rozmawiać. Co więcej, Grey natychmiast ją odnajduje. Jak mniemam korzysta z jakiegoś szpiegowskiego programu namierzającego GPS w telefonie. Może dzwoni do znajomego policjanta, ten do sędziego, potem do urzędu telekomunikacji, a oni mu udostępniają dane abonenta?
Może Grey ma kogoś w tajnych służbach i ten po numerze telefonu od razu namierza nadajnik w okolicy? Jedzie do centrum, gdzie jest 100 lokali i po 2 godzinach szukania, które na filmie trwają jakieś 10 sekund - odnajduje w jednej z knajpek Anastasie. Możliwe, że ona "biedna" studentka ma też smartfona z odpowiednią apką, która wysyła wszystkim znajomym info: "jestem tutaj, wpadnij, wypijemy drinka". To wszystko oczywiście domysły, film tego nie wyjaśnia, ot Grey natychmiast ją namierza i ratuje od kaca.

Takich dziur i niespójności jest całe mnóstwo.
Rozumie narrację i myśl przewodnią, która mówi - ten film jest o stosunkach...jakie by one nie były, międzyludzkie czy łóżkowe. Diabeł tkwi w szczegółach, jeśli nastrój nie jest budowany, jeśli brak kilkusekundowych scen, zdań, które nas naprowadzają, elementów, które wyjaśniają całość - to wszystko po prostu nie trzyma się kupy.
Pięćdziesiąt twarzy Greya to po Harry Potterze, Władcy Pierścienia & Hobbicie, Zmierzchu - kolejna odsłona filmu, który ma być cykliczną maszynką do zarabiania pieniędzy. Moda na lekkie, erotyczne opowiastki dla znudzonych kobiet sprzedają się w księgarni, czas więc i na kino.
3 dni i 240 mln dolarów wpływów. Publika znów kupuje kota w worku.

Wyjaśnienie tytułu filmu wyryte jest w jednej ze scen, gdzie Grey ni z gruszki ni z pietruszki mówi, że ma 50 twarzy. Nie wiemy dlaczego nie 18, 77 czy 334. Po prostu 50 i tak ma być.
Ot cała kwintesencja filmu.

Dzień przed seansem czytaliśmy profesjonalne recenzje krytyków. Zjechali film jako niewiarygodnie prostacki i fatalnie nakręcony.
Ok - ich zdanie to ich zdanie, nasze bilety były już zakupione, dzień zaplanowany, a więc daliśmy uwieść się temu komercyjnemu świętu. Celowo i z zamysłem zabawy obejrzeliśmy film.
Aż do granic nudy. W kinie cisza, ludzie chłonęli obraz niczym pączki w tłusty czwartek.
Na zakończenie nie było często spotykanych po seansie śmiechów, chichów, wesołych rozmów, flirtu pomiędzy parami. Wyglądało to tak, jakby widzowie dostali nagle niestrawności.
I w ciszy i w skupieniu nie chcąc się nią dzielić opuszczali kino.

Dlatego dobra rada, jeśli macie ochotę iść - to proponuje nie na trzeźwo.





You may also like

27 komentarzy:

  1. z tym przypalaniem to nie domina, a ktoś inny... w książce się wyjaśnia co jak i dlaczego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dobrze, że w książce to wyjaśnili. Tradycyjnie wygląda na to, że lepiej czytać niż oglądać, bo Hollywood robi coraz głupsze filmy.

      Usuń
  2. Nie oglądałam i zamiaru nie mam, nie przemawia do mnie szum medialny wokół tego wytworu.
    Szczerze to nie ma co oglądać! Czekam na Hous of Cards i mam nadzieje że Kevin Spacey nie rozczaruje w trzecim sezonie.(tam się gra!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hous of Cards to klasyka :) Nie wiem czy oglądałaś Skandal, o oczko gorszy, ale i tak można popatrzeć :)

      Usuń
    2. Dzięki za podpowiedź, zerknę ;)

      Usuń
    3. Ja też nie mam zamiaru oglądać '50 twarzy..." - totalnie do mnie nie przemawia...
      Ja też oglądałam House of Cards! :) Też czekam na cd. Jeszcze polecam - "Detektyw" (z M. MacConaughey i W. Harrelsonem) oraz "Breaking Bad" - to są dopiero emocje! :))

      Usuń
    4. No ba, i Detektwy obejrzany i Vikingowie, w końcu memu sercu teraz bliscy jak mało kiedy.
      A BB jeszcze nie... zerknę, dziekuję!:)

      Usuń
  3. Zastanawiałem się czy wybrać się na ten film czy nie, do tej pory jeszcze nie oglądałem. Spotykam się z większością negatywnych opinii, w skrócie, że nie warto. I raczej odpuszczę sobie kino, jeśli będzie wolna chwila może się skuszę na obejrzenie tego filmu w zaciszu domowym. Dzięki za ten wpis, przybliżyłaś mi jak to wszystko wygląda :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My lubimy chodzić do kina towarzysko, nawet na film, który się już widziało. Bardziej chodzi tu o zabawę niż sam film.
      Dlatego starannie dobieramy filmy, na co dzień w multi-pleksach leci taka sieczka, że oh my God !

      Usuń
  4. Rozważałam zabranie ze sobą butelki wina na seans. Teraz rozważam to jeszcze mocniej ;) Oglądając zwiastun byłam przekonana, że Dakota doskonale zagra swoją rolę. Zupełnie inne odczucie miałam, co do tytułowego "Greya". Możliwe, że celnie obstawiałam, ale o tym przekonam się w środę.
    Jednak nie rozumiem powielania stereotypu dotyczącego odbiorcy zarówno książki, jak i filmu. Może nie jest to arcydzieło literatury światowej, ale dlaczego oceniając dzieło ocenia się ludzi, którzy po nie sięgnęli? Dlaczego jest to utwór dla znudzonych kobiet? Czy przeprowadzano ankietę wśród czytelników?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt książka to nie arcydzieło, co nie oznacza, że nie można się przy niej dobrze bawić...
      Co do stereotypu to badania dotyczyły głównie czytelniczek cosmo i tak badającym wyskoczyło z komputerków, że głównie czytają to kobiety samotne poszukujące miłości, oraz panie domu. Tak było na zachodzie.
      Powieści tego typu jest sporo i ta wcale nie była nawet w pierwszej 10-tce napisanych i komentowanych. Jak głosi legenda książka spodobała się pewnej znudzonej i wpływowej angielce. Ona zaintrygowała nią swoje przyjaciółki z snobistycznego klubu, te zadzwoniły do koleżanek redaktorek. Kiedy napisali o tym w poczytnej kobiecej prasie, nagle okazało się, że wiele kobiet tez chce to przeczytać. Machina ruszyła.
      To raczej psychologia niż stereotyp. Jeżeli nawet wyszło to od znudzonych kobiet to później moda pojawiła się wszędzie. Czytać E.L. James stało się modne na zachodzie i przyszło to do nas. A u nas w Polsce mało jest takich wypindrzonych damulek co się tym podniecają w przerwie pomiędzy kawą a ciastkiem. Dlatego u nas czytają to ludzie ciekawi nowości, lubiący czytać, interesujący się wszelaka literaturą.

      Usuń
    2. Jakoś nie potrafię sobie połączyć czytelniczki "cosmo" z panią domu :) Jak dla mnie książka celnie mierzyła akurat w taką grupę odbiorców. Młode mamy, świeżo upieczone żony stały się ostatnimi laty bardzo pożądanym targetem. Stąd biorą się sukcesy między innymi takich portali jak pinterest, jednak nie każda pani domu musi być od razu sfrustrowaną i znudzoną. No, ale nie po to tu wróciłam ;)
      Wpadłam przeczytać jeszcze raz Twoją recenzję. Jestem już po obejrzeniu filmu oraz przeczytaniu wielu opinii na jego temat. I przyznam, że Twoja najbardziej do mnie trafia. Co prawda nie widziałam cudownego ozdrowienia, mieszkanie z katalogu Ikei ma swoje wytłumaczenie w książce (jednak nie każdy musi czytać książkę, więc mogli to wyjaśnić), a strój Any...haha...no cóż. W czasie studiów podejrzewam, że wparowałabym na takie spotkanie ubrana podobnie ;D Mniejsza o to. Grę aktorską oceniliśmy dość podobnie. U mnie po seansie nie było śmiechów (które dało się słyszeć na sali przez cały film) ani chichów, ale uwaga...brawa. Tak. Brawa...

      Usuń
  5. Świetna recenzja, by nie rzec, pasjonująca! Na film się nie wybierałam, a teraz żałuję, bo pozbawiłam się możliwości napisania równie błyskotliwo-złośliwego tekstu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Jak mi mój Skarb pozwoli to będzie jeszcze więcej takich tekstów :D
      Oboje lubimy patrzeć na świat takim jaki jest, a nie takim jak go ludzie rysują lub chcą oglądać.

      Usuń
  6. Mam wrażenie, że Grey za chwilę mi z lodówki wyskoczy:D Przyznam, sięgnęłam po książkę, przeczytałam 100 stron i odłożyłam, tego nie dało się czytać! I na tym skończyłam swoje zainteresowanie Greyem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie oglądałem i nie znam tematu. Jednak zdaje sobie sprawę z tego, że przed seansami trwała ogólna histeria wśród gimnazjalistek może licealistek a może i studentek czy, aby na pewno uda im się kupić bilet i obejrzeć ten film z drugą połówką. Taka masówka nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  8. Hihi, dobrze, że my jednak postawiliśmy na 'Ziarno prawdy';> Może film nie powalił, ale tragedii nie było:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Na szczęście wybiłam z głowy mojemu Mężowi pomysł pójścia na to do kina ;)
    Książki też nie czytałam i w sumie mnie nie ciągnie.
    Pozdrawiam ciepło,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha ha a ja ani nie czytałam książki ani się nie wybieram na film :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Nie oglądałam jak i nie czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Widzę coraz więcej takich recenzji. Nie ciągnęło mnie do poznania tego wątpliwego dzieła, a teraz już tym bardziej tego oglądać nie będę.

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytalismy ksiazke, ale filmu jeszcze nie widzielismy - jestesmy mega ciekawi jaki jest, a Twoj post jeszcze wzmógł ciekawosc :d

    OdpowiedzUsuń
  14. Dzięki za uchronienie mnie przed zmarnowaniem czasu ;) Niebawem zabieram się za przeczytanie książki, ale chyba po Bator, Zafonie i Wiśniewskim to będzie również totalna porażka... Tym bardziej, że po przekartkowaniu książki rzucił mi się w oczy zbyt egzaltowany styl, czego nie znoszę. Pozdrawiam - M.

    OdpowiedzUsuń
  15. Recenzja mi się bardzo podoba, choć w sumie nie mam zamiaru iść na ten film :) Utwierdziłeś mnie tylko w tym przekonaniu. Chociaż pewnie dziewczyna będzie mi marudzić żebym ją zabrał :P Wtedy chyba skorzystam z rady i pójdę tam nieco weselszy :D
    Dzięki za recenzje :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Książki szczerze mówiąc nie czytałam, ale też nie słyszałam o niej dobrych opinii. Cała ta historia to znów fabuła oparta na tych samych stereotypach - biedna, nieśmiała, zagubiona dziewczyna i tajemniczy facet, trochę bad boy wprowadzający ją w inny dla niej świat.... Znów wszystko to samo, ale po prostu w innej konwencji, w innej scenografii, pod innymi imionami. A świat wciąż to kupuje...

    Oglądanie filmu też sobie odpuszczę, a już zwłaszcza po Twojej recenzji wiem, że nie warto marnować czasu i pieniędzy.

    Pozdrawiam cieplutko ! :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Książka i film za mną, ale nigdy film nie dorówna książce, a w tym przypadku film można zrozumieć tylko po przeczytaniu książki, bo film jest uzupełnieniem treści - takie jest moje wrażenie :)
    Pozdrawiam Was :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i za komentarz!
Odwiedzam komentujących, więc nie ma potrzeby reklamować mi swojego bloga.