Święta kojarzą mi się z zapachem korzennych przypraw od których pachnie w całym domu. Aż trudno uwierzyć, że już tak blisko do świąt. Pora pomyśleć o piernikach. Tradycyjne pierniczki według mnie są najlepsze, ale trzeba upiec je odpowiednio wcześniej by nabrały miękkości.

Przepis ten pochodzi z rodzinnego notesu :)






Składniki:
50 dkg mąki (najlepiej typu 500)
25 dkg miodu (użyłam miodu spadziowego z leśnych bartni)
20 dkg masła (najlepsze jest wiejskie)
5 dkg cukru
2 jajka (oczywiście jajka wiejskie, z ferm jajek nie kupuję)
2 łyżeczki sody oczyszczonej
Porcja gotowej przyprawy do piernika (lub 1-2 łyżeczki mielonych przypraw korzennych: imbir, gałka muszkatołowa, cynamon, goździki, czarny pieprz).

Do rondelka wrzucam masło, dodaję miód, cukier i przyprawy, podgrzewam, aż składniki się połączą i zarumienią. Do miski wsypuję mąkę, sodę, lekko przestudzoną masę z rondelka oraz 2 jajka. Mieszam, a następnie wyrabiam ciasto. Gotowe rozwałkowuję na grubość 1/2 do 1 cm i wycinam foremką wzory. Pierniczki układam na wysmarowaną tłuszczem blachę i wkładam do wcześniej rozgrzanego piekarnika (180 stopni). Piekę ok 10 minut. Nie należy ich piec za długo, bo gdy się przypieką to gorzknieją. Pierniczki można udekorować lukrem lub czekoladą, ale to już bliżej świąt.

Pierniczki proponuję trzymać w pudełkach. Do pudełka można dodać kawałek suszonego jabłka, wtedy szybciej nabiorą miękkości. Takie pierniki są świetnym pomysłem na prezent dla bliskich. Mogą też zawisnąć jako ozdoba na choince.



Dość dawno temu pisałam Wam o metamorfozie szafki, którą odświeżyłam za pomocą okleiny. Wpis znajdziecie tu. Zmiana była duża i jak najbardziej satysfakcjonująca. Pracy przy oklejaniu było sporo, ale efekt wynagrodził ten trud. Nowa szafka cieszyła moje oko, a portfel nie ucierpiał. Czego chcieć więcej?

Dla przypomnienia zdjęcia przed i po.

Wszystko było pięknie tak mniej więcej do roku czasu. Po tym czasie okleina zaczęła się brzydko odklejać na rogach co strasznie mnie denerwowało. Nie wiem czy była to wina samej okleiny i jej jakości, czy też po prostu ten sposób "odnawiania" jest tylko na chwilę. W każdym razie szukałam nowego sposobu by znowu nadać meblowi dobrego wyglądu. 

Prześledziłam fora, blogi, przejrzałam oferty sklepów. Szukałam sposobu na to, jak tu niedrogo i bez większego wysiłku (tzn. bez szlifowania) pomalować szafkę. Bałam się, że na tej okleinie farba nie będzie trzymać albo, że będzie ciężko ją malować, a mebel po moich eksperymentach trzeba będzie wyrzucić... Wszak nie mam zbyt dużego doświadczenia w tej dziedzinie. 

I wiecie co? Znalazłam rozwiązanie. Postanowiłam użyć wodorozcieńczalnej emalii akrylowej Beckers do drewna i metalu. Wybrałam białą półmatową.


Farba nie śmierdzi, bardzo ładnie pokrywa malowaną powierzchnię, nie tworzą się zacieki, szybko schnie, a jedyne co musiałam zrobić przed malowaniem (poza usunięciem okleiny), to oczyścić szafkę z kurzu i ją odtłuścić. Nie było konieczne szlifowanie (szafka nie posiadała łuszczących się elementów), ani gruntowanie (nie było to surowe drewno).
Do malowania użyłam wąski wałek, którym malowało mi się błyskawicznie. 
Nałożyłam dwie warstwy farby z zachowaniem 16-godzinnego odstępu czasu między jednym malowaniem, a drugim. Koszt farby wyniósł 56 zł za litr. Na cały komplet mebli zużyłam tylko 1/3 puszki.

Efekt oceńcie sami.


Z malowaną powierzchnią nic się nie dzieje, nic nie odpada, kolor jest jednolity, nie prześwituje. Szczerze polecam ten sposób. Ech, gdybym tylko to wiedziała wcześniej, nie mordowałabym się z oklejaniem!


Edynburg to miasto wygasłych wulkanów. 
Nazywany był też "Atenami północy" lub "Rzymem północy", gdyż podobnie jak "Wieczne miasto", wybudowano go na siedmiu wzgórzach:
- Castle Hill (mieści się tu zamek)
- Calton Hill (rzymskie-greckie ruiny w centrum miasta)
- Arthur’s Seat (o tym tu mowa)
- Corstophine Hill (niedaleko zoo)
- Craiglockhart Hill (to południowa dzielnica Edynburga)
- Blackford Hill (park z starożytnym fortem oraz obserwatorium)
- Braid Hills (głównie domki jednorodzinne oraz pole golfowe).

My zaczęliśmy wspinaczkę na szczyt od strony Parlamentu i Rezydencji Królowej.


Wszystkie wzgórza Edynburga mają wulkaniczne pochodzenie. Zbudowane są z twardej, wytrzymałej magmowej skały, która oparła się erozji lodowcowej. Krajobraz Edynburga ukształtowały małe wulkany oraz czwartorzędowe zlodowacenie. W Karbonie dzisiejsza Szkocja znajdowała się w okolicach równika i region ten był bardzo aktywny wulkanicznie.



Arthur’s Seat to najwyższy szczyt dzikiego, pięknego i rozległego Royal Park of Holyrood. Park stanowił w przeszłości królewskie tereny łowieckie i niewątpliwie jest jednym z symboli Edynburga. U stóp wzgórza, od strony północnej, znajduje się szkocka rezydencja królowej brytyjskiej.



Kompleks Holyrood Park składa się z trzech wzgórz: Whiny Hill, Salisbury Craigs i Arthur’s Seat. Ten wygasły wulkan ma obecnie 251 metrów (340 mln lat temu miał 730 metrów).


Royal Park of Holyrood to wspaniałe miejsce, które pozwala „oderwać się” od zgiełku miasta. 


Piękne, majestatyczne twory skalne, rozległe niezalesione łąki i malownicze jeziorka stanowią doskonałe miejsce do kontemplacji piękna przyrody, podglądania życia dzikiego ptactwa i relaksu. To wreszcie kultowe miejsce spektakularnych wschodów i zachodów słońca. 

Nad jeziorkiem St Margaret's Loch znajdują się ruiny Kaplicy Św. Antoniego (St Anthony's Chapel).


Na Arthur’s Seat można wchodzić przez cały rok. Oddalony jest zaledwie 1,5 km edynburskiego zamku. Nie można się tam zgubić ze względu na łagodne niezalesione stoki wzgórza. 

Z góry rozciąga się piękny widok na Pentlandy, o których przeczytacie we wcześniejszym wpisie.

Schodząc ze wzgórza od południowo-wschodniej strony dochodzimy do drogi królowej, tuż obok jeziorka Dunsapie Loch. 

Schodząc dalej schodkami w dół lądujemy w uroczym zakątku Duddingston Village i najstarszym pubie w Edynburgu, a może i całej Szkocji - The Sheep Heid Inn. 

Nazwa pubu nawiązująca do owcy wzięła się z tego, że od średniowiecza do obecnych czasów na stokach Holyrood Park hodowano owce. Mieszkańcy Duddingston Village specjalizowali się w owczej kuchni, zaś pub był znanym miejscem wśród szkockich górali. 

Do dzisiaj przez lokal ten przewijają się tłumy. Na dolnej sali spotkamy wielu wielbicieli piwa, zaś na górze całe rodziny zajadające się specjałami kuchni szkockiej. Za obiad dla jednej osoby zapłacimy około 20-30 funtów. I cena jest tego warta. Jeżeli chcemy poznać smaki Szkocji, zjeść pyszną rybę z frytkami to tylko tu.
Może nie jest to miejsce na codzienne posiłki, jednak dla wygłodniałych turystów, chcących poznać smaki
Szkocji, to miejsce szczególne.

Sheep Heid Inn posiada także historyczną kręgielnię, zbudowaną około 1870.


Do dzisiaj służy do gry i jeżeli kogoś interesują początki gry w kręgle, to musi tu zagrać. Pasjonaci będą mogli poczuć ducha tamtych czasów, doświadczyć tego jak gra ta wyglądała kiedyś, 100 czy 150 lat temu. Dotknąć historii i poczuć się jak w tamtych czasach.

Samo Duddingston Village jest bardzo urokliwe.

 Spokój, cisza, aż chce się tam spacerować!

Będąc w Edynburgu nie pomińcie tych miejsc.