Torebkowa dzicz, czyli Wittchen w Lidlu

/
31 Comments
Dla większości społeczeństwa wygląd towaru ma znaczenie drugorzędne (wiem, wiem ludzie mówią jedno, a gdy przychodzi do decyzji zakupowych robią często coś innego). Pierwsze skrzypce zazwyczaj odgrywa to, aby towar miał odpowiednią metkę. Najlepiej znanej firmy czy znanego projektanta. Firmy doskonale o tym wiedzą, dlatego do granic możliwości to wykorzystują. Jedni korzystają z tej wiedzy ze smakiem - eksponując towar, podkreślając jego zalety - inni jadą po bandzie.
Liczy się duża sprzedaż - nie ważne jak, byle do celu.

Rok temu, będący (zdaniem ekspertów) w finansowych kłopotach Wittchen wszedł w komitywę w siecią Lidl. Alians obu firm był całkowicie logiczny. Pierwszy podmiot chciał pokazać, że ekskluzywne i drogie marki także sprzedają się w jego sklepach. Lidl to nie tylko: serek, garnki i papier toaletowy - to także drogie i rozpoznawalne marki.

Drugi podmiot to firma mająca przejściowe trudności w spłacie zobowiązań (tak na marginesie, to znane firmy zawsze mają "przejściowe" lub "całkowicie niewiarygodne" kłopoty finansowe). I tu firma potrzebuje sporo gotówki najlepiej na wczoraj ;)


Z finansowego punktu widzenia świetna sprawa dla obu firm. 
Wyprodukowanie takiej torebki + wszelkie inne koszty firmy to powiedzmy 100-140 złotych od sztuki, pozostała kwota to zysk + marża sklepu. Lidl chwali się 550 placówkami. Według informacji sieci do niektórych sklepów trafiło 30-50 torebek Wittchen, do innych nawet 100-200! W czasie akcji sprzedano łącznie kilkadziesiąt tysięcy! 

POLICZMY:
Jeżeli torebek sprzedało się przykładowo 20 000 to do kasy wpłynęło niemal 5 mln. Odejmując koszty, zysk i tak jest imponujący. Co więcej, Lidl zyskując 5 mln dodatkowego obrotu za jeden towar sprzedany jednego dnia - kasą pewnie poobraca zanim ją Wittchen w całości wypłaci. To norma w dużych sieciach, że płacą producentowi nawet kilka miesięcy. W każdym razie zysk był spory, więc nic dziwnego, że obie firmy postanowiły akcję powtórzyć.

Dalej to już jest pod górkę...
Po ostatniej akcji rok temu w prasie pojawiło się wiele artykułów i relacji z tej akcji - http://natemat.pl/77399,gdy-zly-pr-zaczyna-bolec-czyli-jak-lidl-strzelil-sobie-w-kolano-albo-w-torebke

Statystyczna klientka zainteresowana torebką miała do wyboru ustawić się o 5.00 czy 6.00 rano pod Lidlem, w wygodnych butach, by wraz z otwarciem rzucić się biegiem po upragnioną torebkę. Można też było kupić sobie taką torebkę na allegro i w setce innych serwisów ogłoszeniowych w cenie o 50-100% wyższej (a i tak tańszej niż w ekskluzywnych butikach). Przez prasę i liczne fora/portale internetowe przewinęła się masa komentarzy oburzonych osób, które nie kupiły "wymarzonej" torebki.
Przykładowo - http://www.hotmoney.pl/http://www.hotmoney.pl/Klienci-wsciekli-na-promocje-w-LidluTaki-wstyd-a32137
Lidl tłumaczył się co poszło nie tak - http://www.hotmoney.pl/nabiezaco/TYLKO-U-NAS-Lidl-tlumaczy-co-poszlo-nie-tak-z-ostatnia-promocja-a32149

Minął rok.
Czy coś się zmieniło?
Oczywiście.
Tylko nie to, o czym myślicie.
Niby zrobiono tu coś pod klienta?
Z A P O M N I J C I E
Zmiany były takie, że zamiast jednego fasonu mamy ich kilka. Zamiast 20 000 do sklepów trafiło powiedzmy 40 000 torebek. Klasyczna chciwość wzięła górę nad wszystkim. Ludzie znów czekali od 5.00 na torebki.
Sprzedaż wyglądała tak:


No i po raz kolejny głównymi kupującymi byli handlarze.

Jeżeli jest tu jakaś osoba, która i tym razem torebki nie kupiła i pomstuje na to na facebooku, forum, blogu, to szkoda czasu.

Tak to już jest, że ktoś wyprodukuje dany produkt, który ma mieć swoją cenę i być ekskluzywny. Firma promuje markę, wydaje kupę (ściągniętej z klientów) kasy na reklamę, towar dostępny jest w wygórowanej cenie, w zamkniętym kręgu sklepów. To wszystko po to, by był to pożądany produkt NIEMASOWY (czytaj ekskluzywny). Klient ma płacić 500-1000-2000 za sztukę i cieszyć się z tego, że ma coś "pięknego" "jedynego", "wyjątkowego". Ludziom najczęściej umyka to, że dostają podobny do innych towar, różniący się głównie metką i ceną. Motto niektórych firm zdaje się brzmieć: "Płać ile chcemy i spadaj bo inni w kolejce czekają".

Kiedy firma swoje już zarobiła, a koszty przerastają zyski, wrzucamy towar do dyskontu i wychodzimy znowu na swoje. Te Panie, które dały 500 i 1000 i 2000 za torebkę, to już przeszłość. Już się nie liczą. To pojedyncze sztuki. Nas interesuje klient hurtowy, ten który jeszcze nam nie zapłacił. Niechaj klienci walczą o nasz produkt, niech stoją po nocy pod sklepem czekając na otwarcie. Dobrze jest jeszcze opłacić jakiegoś dziennikarza. Tak na marginesie, amerykanie mają to dopracowane do perfekcji. Dzięki temu, my dyskretnie i z udziałem osób trzecich wysyłamy w świat informację, że nasze produkty są tak "boskie", że kobiety się tratują w pogoni za naszą torebką.
- "Oh yeah ! Jesteśmy po prostu zajebiści!".

Lidl ma jeszcze fajniej.
To pod ich sklepami ustawiają się kolejki. To ich firma wyprzedziła konkurencję o jedną całą długość. Tematyczne oferty, modny fit, gotowanie i rower to za mało. MY MAMY U SIEBIE "DROGIE" MARKI.
Jesteśmy dyskontem dla każdego. I dla babci co by wyżyć z emerytury chodzi tam, gdzie o 5 groszy taniej i dla zapracowanej klasy średniej. Taki fast food dla mas. Niech od świtu czatują na otwarcie, niech się kobitki tratują w wyścigu po towar - dla nas to najlepsza (i darmowa) reklama.

Kompulsywne zakupy przez psychologów są porównywane do narkotyku.
Kto ogląda serial "Narkotyki" na antenie National Geographic Channel wie, że ten dealer, który da towar po którym ćpun umiera -  ma później najlepsze na mieście branie. Znaczy, że sprzedaje najlepszy, ekskluzywny, wyjątkowy towar i inni narkomani się o jego działkę zabijają.

We współczesnym świecie kolejki (często połączone z noclegiem), gdy tylko pojawią się nowe buty Nike Air czy nowy IPhone są "codziennością". Sklep/producenta nie interesuje to, aby ludziom było wygodniej kupić, by bez stresu, kolejki każdy mógł dostać to na czym mu będzie zależało. Bo i po co? 
- Dajmy ograniczoną ilość towaru, za taką cenę by kupiły to masy i niech ludzie śpią pod sklepami. 
Niech jak w USA się biją pod sklepem. Niechaj dzicz rzuci się na nasze towary.  My mamy i sprzedaż i reklamę, a tłumy ma swój chleb i igrzyska.

Moi drodzy, a czy tak wygląda "luksus" o który trzeba się bić?


Tak sobie myślę, że zamiast uczestniczyć w tych walkach gladiatorów i zakupach na czas, za te same (lub odrobinę większe) pieniądze możemy kupić produkt oryginalny, wyjątkowy i nie będzie to kosztowało nas straty czasu, nerwów i zdrowia (dochodziło do dantejskich scen: szarpanie się za włosy, popychanie, szturchanie).

Zamiast brać w tym udział proponuje - Relaks, Oryginalność, Wolność wyboru i Swobodę.




You may also like

31 komentarzy:

  1. Ja chyba w takim razie nie jestem w grupie docelowej, bo nawet o tej akcji nie słyszałam. I o dziwo wcale z tego powodu nie płaczę, nie żałuję, nie lamentuję. Jak wiemy większość tych turbopromocji to jeden wielki pic na wodę, więc masz rację wrzućmy na luz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest nas dwie. :) Ja to w ogóle zawsze jestem do tyłu, jeśli chodzi o takie akcje. Ale, jak tak o nich poczytam, to włos się jeży, a spokojniejszy człowiek zdrowszy. :)

      Usuń
  2. Mi o tych torbach koleżanka powiedziała jak byłyśmy na sobotnim dyżurze w pracy i od razu sobie przypomniałam akcję, jak LIDL rzucił Crocsy https://www.youtube.com/watch?v=ptsTG_Iu3zg . Nie umiem nawet tego skomentować, bo przekracza to moje zdolności logicznego myślenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też od razu pomyślałam o tamtej akcji i filmiku... Choćby nie wiem co miało być w tym całym Lidlu, w życiu się tam po to nie wybiorę, choćby ze względu na tą nieludzką dzicz! W głowie mi się nie mieści, że to może tak wyglądać, biegi, przepychanki, bijatyki? Matko święta... Ludzie do reszty powariowali ;]

      Usuń
    2. Powariowali, co najmniej jakby to za darmo rozdawali. Kiedyś zaglądałam do Lidla jak były akcje tematyczne, ale nie było to jeszcze tak popularne i ludzie się normalniej zachowywali. Teraz omijam z daleka.

      Usuń
    3. Ale te crocsy dodatkowo wcale nie były tanie! Tansze i bez koniecznosci wybijania komus zebow kupiam na zalando i w kauflandzie gdzie lezaly cale kosze i nikt nawet ich nie ogladal.

      Usuń
  3. Ludzie są śmieszni, mogę mieć niemarkową torebkę a obejrzeć wschód słońca na łące i cieszyć się rosą i nicią pajęczą i chwytać róż, który ucieka w niebo każdego ranka....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takich ludzi jest już coraz mniej... Dostrzegając te ulotne chwile i drobiazgi możemy czuć się naprawdę szczęśliwi.

      Usuń
  4. Ja nigdy jeszcze z nikim się nie przepychałam w żadnej kolejce, nie wiem, co to stres wyprzedażowy czy promocyjny, chyba jestem jakaś inna :P nie mam parcia na metki, jak się trafi, to kupię coś w galerii, a jak nie, to pójdę na bazar czy do secondhandu i też coś znajdę. To parodia tak się uganiać, bić, szarpać - jakby to o życie chodziło, a przecież to zwykła torebka... tak, wiem, dla niektórych niezwykła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tego nie jestem w stanie zrozumieć. Kiedyś nawet podobną akcję widziałam w secondhand. To był dla mnie szok ;)

      Usuń
  5. Na torebkach się nie znam. Mam portfel od Wittchena, ale czy ja wiem czy to super marka ekskluzywna itp. ? Mam kilka innych rzeczy od lepszych moim zdaniem firm. Jakoś szybko ten portfel zmarniał, jakość słaba. Po mimo, że kupowałem go w sklepie firmowym. A o tej sprawie słyszę drugi raz. Najpierw jak usłyszałem torebki w Lidlu to nie bardzo wiedziałem o co chodzi, ale teraz już wiem i to chyba aż zbyt przesadnie :) Cóż pozostawię te szalone zakupy bez komentarza. Wychodzę z założenia, że jak cię nie stać na coś markowego -- kupionego w dużym sklepie z wieloma markami lub sklepie tej konkretnej firmy to po co kupować i coś udowadniać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie uważam tej marki za ekskluzywną, ale to są słowa producenta, a nie moje ;)

      Usuń
  6. oglądałam filmiki na YT i aż nie dowierzałam. Nawet nie wiedziałam o tej akcji z wittchen . mieszkam na wsi i nie mam w pobliżu lidla.

    OdpowiedzUsuń
  7. Kurde, jaka dzicz...

    OdpowiedzUsuń
  8. Raz jedyny brałam w czymś podobnym udział...to był rok ok 85, ja miałam jakieś 10 lat i stałam w kolejce za chińskim piórnikiem, wtedy szczyt marzeń. Wyszłam z kotła z chińską ...gumką do gumowania ;) :)
    W Niemczech raczej takiej kooperacji nie było, przynajmniej nie dotarło do mnie.
    Post super, podoba mi się to rzeczowe podejście do sprawy:) Podzielam Twoją opinię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam chińskie piórka. Też nie miałam ;) Dziwi mnie fakt, że jest teraz taki wybór produktów, a ludzie rzucają się bo "taniej", nie sprawdzając, że za tą cenę mogą mieć czasem nawet dużo lepszy produkt kupiony gdzie indziej.

      Usuń
  9. Hm, ja o torebkach nie słyszałam i nie żałuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przejmuj się, bliżej mikołajek usłyszysz o portfelach w Lidl na bank ;)

      Usuń
  10. Anonimowy5:17 PM

    W czym widzicie problem? Jest towar jest okazja niech każdy się rządzi swoim portfelem i swoim rozsądkiem! Ktoś ma ochotę na torebkę Wittchena w Lidlu, niech kupuje! Rety ludzie sami to nakręcacie. Gdybym miał iść do salonu kupić auto za połowę ceny wyjściowej to chyba tylko idiota nie rzuciłby się na taką okazję ;) Zasady logicznego myślenia. Wcale się nie dziwię że pracodawcy tak Was wykorzystują nie pozwalając zarobić normalnych pieniędzy. Nie szanujecie swojej pracy i swoich pieniędzy. Ot całe narzekanie Polaków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy6:59 PM

      hahahaha co za porównanie :D:D
      Auto za poł ceny :D:D
      Różnica jest taka, że samochód to produkt kooperacji kilkunastu lub kilkudziesięciu firm.
      Nikt sobie nie może pozwoli na taka "promocje" i straty...Stopa zwrotu to kilka-kilkanascie %.
      Torebka to prosty produkt, który zrobi średnio zdolny rzemieslnik sam i to w warunkach nawet domowych. Stopa zwrotu to 100-1000%
      Niech materiał kosztuje 50, drugie 50 to wykończenia. Mamy torebke za 100, wystawiamy cene na allegro za 500, a co sie nie sprzeda upychamy gdzie sie da z 50% rabatem. I tak to sie kręci :D

      Usuń
    2. Anonimowy7:24 PM

      Przykład ;) Przeczytaj definicję przykładu ;) Psychologii handlu naprawdę nie musisz mnie uczyć;) natomiast firma pt. Wittchen wchodząc w układy z lidlem mocno nadwyręża swoją reputację, w związku z czym nie może sobie pozwolić na zaniżenie jakości oferowanych produktów licząc się z tym, że produkt trafi do dalszej dystrybucji ;) Jeżeli nie potrafisz zrozumieć przesłania przykładu znaczy, że jesteś biednym człowiekiem śmiejącym się umiejętności oszczędzania przez ludzi zamożnych poprzez odpowiednie inwestowanie ;) Zadaj sobie pytanie czemu Renault nie wypuścił Logana pod swoim Logo tylko zreaktywował Dacie? Tak duży koncern nie może sobie pozwolić na kojarzenie się z autami "dla ludu" dlatego wznowiono produkcję Dacii. Podobnie VW itd. Przykładów na rozdzielenie produkcji niskobudżetowej na potrzeby większych obrotów tworząc nową markę jest wiele. Wittchenowi nie zależy na tworzeniu tańszych produktów pod inną marką. Sam ma portfel Wittchena, który kupiłem za ok. 200 zł a jakiś czas temu w gazetce Lidla widziałem podobne połowę taniej. Taki to myk na podniesienie obrotu ;)

      Usuń
    3. Anonimowy8:34 PM

      Dlatego właśnie porównanie wyprzedazy Wittchena z autami za połowę ceny nijak sie ma do rzeczywistości :D
      Czepiam sie nietrafionego przykładu nie zaś sensu wypowiedzi :D
      Auto za poł centy to mrzonka.
      Koncern motoryzacyjny prędzej stworzy/reaktywuje tańsza markę niż będzie sobie psuł rynek 50% obniżkami.
      Pomimo nietrafnego przykładu z reszta się zgadzam :D - układ Wittchena z Lidlem nadwyrężył reputacje torebkowej firmy.
      Produkty Wittchena, torebki, portfele to produkt prosty, do jego produkcji mie potrzeba dziesiątek firm, know-how itd.
      Skoro firma najpierw sprzedawała produkty drogo, teraz robi sobie tani obrót :D:D
      Wittchen w zeszłym roku wycofał sie z emisji akcji (miał w planach zdobycie sporej ilości gotówki na restrukturyzacje zadłużenia). Nie wyszło, było za mało zainteresowanych, a może cena akcji za wysoka.
      Trzeba było szukac rozwiazań i propozycja Lidla dała im szybki deal oraz dostep do gotówki.
      Wittchen zrobił wiec masówke :D
      Dali produkty za pół ceny i tak sporo na tym zarabiając.
      A kobitki niech walczą o torebkę :D:D
      Obrót jest, kasa jest, wiec co tam klienci :D:D
      Klienci powinni by zachwyceni :D
      Metka się zgadza więc produkt MUSI byc wyśmienity :D
      hahaha :D

      Usuń
  11. Anonimowy5:25 PM

    ja w sobotę byłam w jednym z łódzkich Lidlów, pojechałam po coś zupełnie innego...
    Nie widziałam tłumów o których piszecie, owszem kilka pan, ba nawet panów trzymało po kilka torebek, ale mnóstwo jeszcze było w koszach, nawet w późniejszych godzinach (bo miałam i drugi epizod w tym sklepie)
    A same torebki? Nic szczególnego, nieciekawe wzory, nudne kolory i skóra jak papier :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anonimowy5:58 PM

      Ja narzeczonej kupilem oryginalnego wttchena za ponad 5stowek z rok temu teraz ona trafila torebke z lidla za mniej niz polowe i roznicy w jakosci nie widze... Serio ;-) czuje sie frajerem placac 2-3 razy wiecej ;-) za podobny produkt

      Usuń
  12. Problemem jest to, że niektóre firmy traktują klientów jak idiotów.
    - Kiepskiej jakości towar dostaje wysoką cenę po to by później sprzedać go z super atrakcyjną obniżką.
    - Inny przykład: dobra marka najpierw buduje swój przekaz na zasadzie wyjątkowości o ekskluzywności by później zaaranżować sprzedaż w dyskoncie, za kawałek wcześniejszej ceny.

    Sień handlowa zamiast starać się by sprzedaż odbywała się wygodnie i bezstresowo, by każdy zainteresowany kupił to co go interesuje za cenę na jaką go stać - woli zainicjować wyścig szczurów. Te szturmy na markety, nocne kolejki pod sklepami, poszturchiwania, tratowanie się w sklepie, kombinatorstwo i układy z pracownikami by część towaru trafiła do kupującego "na lewo".
    To celowe i podłe działanie wywołujące w ludziach najgorsze instynkty.

    Słyszał Pan o sprzedaży butów Nike w stanach ?
    O tym, że gangi zastraszają ludzi bronią w kolejce po buciki ? Czasem nawet ktoś w takiej kolejce ginie.
    Słyszał Pan o tym, że normalny klient ma małe szanse kupić te buty gdyż kolejki opanowały właśnie gangi.
    Ilość zaangażowanej w to policji to także spore koszty społeczne.

    Nie tak dawno za naszą zachodnią granicą pod sklepami ustawiały się kolejki za nowym IPhonem. Kto stał w tych kolejkach ?
    Głownie rosjanie, serbowie, białorusini, handlarze którzy przyjechali ze wschodu by nabyć kilka- kilkanaście IPhonów. Nawet niemieccy turcy zbierali się w kilkunastoosobowe grupy uzbrojone w różny niebezpieczny sprzęt by sobie swoje wystać.
    Całe szczęście, że to tylko kobieca torebka :P
    Tłum handlarzy jest niegroźny w porównaniu z bandą dresiarzy która mogłaby stanąć pewnego dnia pod sklepem Lidla w pogoni za inna "niesamowitą okazją".

    Szturmy na Media Markty i Saturny już w Polsce mieliśmy.
    Było wybijanie szyb, demolowanie drzwi wejściowych i ludzie mdlejący w potwornym ścisku...
    Można oczywiście obwiniać ludzi o to, że czasem są jacy są.
    Bądźmy jednak realistami.
    To firmy urządzające takie szopki za to co się dzieje odpowiadają.
    Jak już pisałam są firmy które potrafią zrobić promocje z wyczuciem, tak by klient czuł się komfortowo nawet kupując towar w o wiele niższej cenie.
    Tu mieliśmy do czynienia z tego odwrotnością.

    OdpowiedzUsuń
  13. Cóż, dzięki YT dowiedziałam się, że można rzucać się nie tylko na markowe torebki, ale i napoje Zbyszko, wiec chyba nic mnie nie zdziwi...

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja juz prawie zapomnialam o tej akcji kazdy wydaje pieniadze jak chce :) pomyslow na promocje jest sporo ja jestem za tanimi okazajami tak juz mam i juz, pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ci co dostali z łokcia pewnie do dziś pamiętają ;)

      Usuń
  15. A tam, przesadzasz ;) ja byłam, trochę się przebiegłam i torbę kupiłam. fakt - handlarze mnie denerwują niemiłosiernie, ale nic z tym nie zrobimy. tak było, jest i będzie. niby na wyprzedażach w galeriach handlowych jest inaczej? dokładnie tak samo, tylko asortyment większy. ale spójrzmy chociażby na zachodni boxing day. wyprzedaże zawsze przyciągały ludzi i będą przyciągać. zwłaszcza u nas w Polsce, gdzie zarobki są tak niskie, że tego typu promocje są jeszcze bardziej przyciągające. a że jakaś snobka ma za dużo w tyłku i nie pasuje jej, że więcej osób będzie nosiło takie torby? serio mam się przejmować takimi pustymi lalami? jak ona nie kupi, to wittchen znowu zorganizuje w Lidlu akcję i za rok może, przy pomyślnych wiatrach, kupię sobie następną skórzaną, dobrej jakości torebkę ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Dobrze gada! Dać jej wódki! :D Sytuacji w Lidlu i ludzkich zachowań jeśli pozwolisz nie skomentuję i będę się dalej wylaszczać z moją absolutnie oryginalną, kupioną co prawda bez walki, ale za ciężkie pieniądze w autoryzowanym salonie torbą sportową Nike, która jest wygodna i mega pakowna i w dodatku unisex i nikt na jej widok nie mdleje z wrażenia i dobrze mi z tym :DDD A co najważniejsze strasznie mi się podoba, w przeciwieństwie do produktów Wittchen czy LV i jej zdobycia nie musiałam okupić podbitym okiem :)
    xoxo

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i za komentarz!
Odwiedzam komentujących, więc nie ma potrzeby reklamować mi swojego bloga.