Polańczyk

/
27 Comments
Jak już wiecie z poprzedniego wpisu, byłam w sierpniu nad Soliną. Ten urokliwy rejon Polski jest słabo znany dla większości rodaków. Tym razem za centrum wypadu wakacyjnego obrałam Polańczyk (miejscowość wczasowo-uzdrowiskowa). Ostatni raz byłam tam osiem lat temu.  Moje wspomnienia odnośnie tego miejsca okazały się sporo różnić od teraźniejszości. Ale może od początku.

Ten wyjazd był spontaniczny i w dużej mierze uzależniony od pogody. O ile z pobytem trafiliśmy w "okienko pogodowe", o tyle przyjechaliśmy z deszczem i wyjeżdżaliśmy z deszczem. Mój M. był tam pierwszy raz, więc chciałam pokazać mu Polańczyk z jak najlepszej strony. 
Już w pierwszy dzień, późnym popołudniem, jak tylko przestało padać wyszliśmy na spacer. Taki "na czuja", bez planu, ot po prostu rozejrzeć się po najbliższej okolicy. Krążyliśmy po coraz to innych zaułkach zabudowanych głównie domkami letniskowymi. Tam, gdzie kiedyś były piękne zielone łąki, teraz pyszniły się wybudowane bez ładu i składu domki. Jedne w prawo, inne w lewo, jeszcze inne otoczone z każdej strony płotem z iglaków. 
Mój M. skomentował to ironicznie: "jezioro, góra, piękne widoki, a ktoś otoczył turystyczne domki tujami by goście czuli się jak u siebie w domu. Z każdej strony tuje - to brzmi jakże swojsko :) Brawo dla właścicieli za pomysł :)"
Kiedy w końcu zeszliśmy nad wodę, niestety od strony portowej naszym oczom ukazał się "pięknie" zagospodarowany teren pełen automatów do gier i fast foodów.
Piękne widoki i kicz ogólnopolski stanowiły spory negatywny kontrast.


No dobra. Pomyślałam. Chodźmy może coś zjeść, ale nie tutaj. Wybraliśmy się ul. Zdrojową (główna, handlowa ulica w Polańczyku). Ku mojemu zdziwieniu pomimo, że zapadł zmrok ulica była nieoświetlona. Po kilometrze brnięcia w tych ciemnościach (było mokro, chłodno i mglisto) zawróciliśmy.
Uznaliśmy, że jak na pierwszy dzień wystarczy wrażeń i zjemy pstrąga na krzyżówce Wiejska-Zdrojowa-Bieszczadzka (czyli w samym centrum miasta, tuż obok urzędu gminy).
Dla zainteresowanych krzyżówka wygląda tak: mapa google
Pomiędzy kioskiem z mapami, a urzędem gminy mieści się "restauracja" dumnie obwieszczająca, że można tu zjeść pstrąg wędzony i różne inne wiktuały. Jeżeli komuś z Was przyjdzie kiedyś ochota na odwiedzenie Polańczyka nawet nie próbujcie zamówić w tym przybytku herbaty!
To co tam podają grozi zatruciem!
Frytki na przepalonym milion razy tłuszczu czuć było pleśnią, zaś tzw. pstrąg był rybą owiniętą w folię aluminiową, włożoną do zamkniętego "grilla", gdzie drewno polewane było trującą podpałką do grilla - by ryba szybciej dochodziła.
Tak na marginesie nie wiem czy większość z Was wie, że tzw. podpałki do grilla to silnie rakotwórcze, chemiczne substancje, które nie powinny mieć absolutnie żadnego kontaktu z żywnością.
Nasze dania w owej "restauracji" poszły do kosza. Po tak felernym początku pobytu, później musiało być już lepiej.


Kolejnego dnia, nie nastawiając się jakoś specjalnie, postanowiliśmy wykorzystać ładną pogodę. Udało się znaleźć kilka pozytywów tego miejsca,  choć przy ładnej pogodzie nawet i ten sam widok wygląda tak jakoś bardziej optymistycznie.

W Polańczyku są według mnie dwa miejsca, które zasługują na uwagę. Pierwsze to "Łysa Polana", punkt widokowy z którego rozciąga się malowniczy widok na Jezioro Solińskie. Ten "szczyt" to Sawin (516 m n.p.m) i znajduje się pomiędzy ulicą Zdrojową i Bieszczadzką - kamerka widokowa



Drugi punkt widokowy znajduje się obok parkingu do którego dotrzemy idąc ul. Zdrojową w kierunku Cypla. Jest tam taka piękna, dzika łąka z widokiem na jezioro. Tylko patrzeć jak ktoś wybuduje tam jakieś szkaradne domki, psując cały efekt tego miejsca. Na tą chwilę miejsce to jest rewelacyjne na biwak w trawie z widokiem na piękną Solinę.



Idąc dalej na samym Cyplu nic szczególnego już nie znajdziemy...
Pseudo-plaża, horrendalnie wysokie ceny, począwszy od choćby przejażdżki na zaporę, po godzinny mini rejs po Jeziorze Solińskim.



Polańczyk to doskonały przykład na to jak piękne, urokliwe miejsce mogą ludzie schrzanić..
Jak to możliwe, że samorządowcy z urzędu gminy sprzedając ludziom działki na prawo i lewo nie umieją nawet wyegzekwować tego by tzw. domki dla turystów stały w jednym równym rzędzie. Każdy buduje się tam jak chce. Całość sprawia wrażenie bałaganu architektonicznego, nieprzemyślanych działań (płoty z iglaków zamiast pięknego widoku!). Ceny miejscami powalają, a na stoiskach dla turystów króluje chińska tandeta, zaś wymarzony rejs po jeziorze jest szybkim 50 minutowym kółkiem.

Piękne widoki, pobliska zapora i wspaniałe jezioro to kapitalny potencjał, który jednak nadal nie został wykorzystany.
Polańczyk obecnie to perła rzucona w błoto.





You may also like

27 komentarzy:

  1. Szkoda tego Polańczyka, niestety takich perełek rzuconych w błoto jest w Polsce sporo... Pozdrowienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. A Jezioro Solińskie takie piękne... niestety, liczy się kasa i nawet góralskie ciupagi lepiej opłaca się zamówić w Chinach... ja już dawno nie kupiłam sobie żadnej porządnej pamiątki z miejsca, w którym byłam na wczasach. Za tydzień jedziemy z mężem do Lądka Zdroju - ciekawe, co tam zastaniemy :) zdam relację na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasa musi się zgadzać. Chętnie do Ciebie zaglądnę, bo w Lądku jeszcze nie byłam.

      Usuń
  3. Solina jest zawsze piękna. Nawet jak pada:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Solina tak, ale jak pada, to nie ma tam na dłuższą metę co robić.

      Usuń
  4. Podpisuję się pod Twoją opinią w pełni! Niestety jedna z najbardziej nieciekawych miejscowości, jakie spotkałam na naszym letnim wypadzie do wschodniej Polski, niestety.
    Wyjechaliśmy z Polańczyka wcześniej niż założyliśmy, bo tak nas załamał tamtejszy tandetny klimat. Niestety widoki nie były w stanie tego wyrównać, tym bardziej że nie bardzo dopisała nam tam pogoda.
    Miłej niedzieli!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A szkoda, bo Polańczyk naprawdę ma potencjał, ale kierunek w którym się rozwija woła o pomstę do nieba.

      Usuń
  5. Widoki piękne, ale szkoda, że tandeta i paskudne jedzenie zepsuły Wasze wrażenia z pobytu w Polańczyku.
    Słonecznej i przyjemnej niedzieli:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoki piękne i one uratowały ten wyjazd.

      Usuń
  6. Racja,że to mało znany region. Nie zmienia to jednak tego, że jest tam bardzo ładnie i urokliwie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest, ale nie w samym Polańczyku. Zdecydowanie bardziej wolę klimat Wetliny czy Ustrzyk Górnych :)

      Usuń
  7. Kurcze, tak sie tam wydaje byc ładnie, ze aż szkoda, że tak źle to wszystko zagospodarowane czy wykorzystane...
    Z tą restauracją - nie zazdroszczę :(
    Mam jednak ochote na wiecej Bieszczad! :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie więcej :) Zaglądnij też do wcześniejszych wpisów o Bieszczadach. Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Anonimowy10:03 PM

    Mieszkam bardzo blisko Soliny i Polańczyka i niestety muszę się zgodzić. Gospodarowanie gminy przekracza ludzkie pojęcie. Wszędzie tandetne pamiątki, tłok, ciasnota, ceny z kosmosu. Co z tego, że miejsce jest piękne, skoro jest zasłonione przez tonę kiczu? Widzę, że turystom się tu po prostu nudzi, bo ileż można chodzić po zaporze? Popływać nie można, bo brudna woda, poopalać nie, po nie ma nawet plaży. Szkoda.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam Polańczyk z dawnych lat. Byłam tam jako dziecko, później jako nastolatka, a ostatnio 8 lat temu i o wiele bardziej wolałam Bieszczady takie jakie były kiedyś - dzikie i piękne. Nie mam nic przeciwko temu by te region się rozwijał, ba nawet bardzo mnie to cieszy, ale ten kierunek w którym to wszystko zmierza zakłóca mi tą piękną przyrodę i obcowanie z nią.

      Dziękuję za komentarz i pozdrawiam!

      Usuń
  9. Mam nadzieję, że piękne widoki chociaż w części rekompensowały pozostałe niedogodności. Z nieprzemyślaną infrastrukturą tak zazwyczaj jest - psuje wszystko. Ja jestem za tym, żeby miejsca tak piękne jak to objęte były zakazem zabudowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście zrekompensowały ;) Szkoda, że taki zakaz nie ma racji bytu, bo w dzisiejszym świecie liczy się kasa.

      Usuń
  10. Bieszczady są tak piękne i różnorodne, i jest w nich tyle urokliwych noclegów, jadłodajni i terenów rekreacyjnych, że faktycznie szkoda czasu na takie nijakie i brzydkie miasteczka. Z drugiej strony- gdyby nikt nie przyjechał do brzydkich domków i nikt nie kupił chińskich pamiątek, to w kolejnym sezonie już by ich nie było...
    pozdrawiam,
    m.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście jeszcze nie wszędzie wdarł się ten kicz. Trudno się jednak nie zgodzić z faktem, że jest spora grupa osób, której to nie przeszkadza, a może nawet stanowi to pewnego rodzaju atrakcję, bo przecież Polańczyk jest w sezonie bardzo oblegany...

      Usuń
  11. Szkoda, szkoda. Byłam w Polańczyku zimą, więc tym bardziej dramat. Zapamiętałam sanatoria, popeerelowskie ośrodki wczasowe i jakby czas się zatrzymał. Za to straganów z pseudo pamiątkami od Iwana :/
    Za to u Was przynajmniej widoki cieszą oko.
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  12. To prawda, mało znany rejon, ale przez to bardzo ciekawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Góry, góry, góry - o każdej porze roku są fascynujące :)

      Usuń
  13. Nigdy tam nie byłam i pomimo bałaganu architektonicznego żałuję, bo zdjęcia b. ładne:)

    OdpowiedzUsuń
  14. Anonimowy3:51 PM

    Rzeczywiście to idzie w złą stronę, a potencjał tego miejsca jest niewykorzystany. Mimo wszystko można fajnie spędzić tu czas, pooddychać bieszczadzkim powietrzem, a dobrze się wyspać świetnie zjeść można w pensjonacie Alkmena i nie jest to reklama. Polecam świeże domowe i zdrowe jedzenie, na Zdrojowej śmierdzi przypalonym tłuszczem i nawet nie zaglądaliśmy do tamtejszych reatauracji.

    OdpowiedzUsuń
  15. jak zwykle na tym blogu fotki mistrzostwo świata. aż serce się rwie, odwiedź Wetlinę, Solinę, polecam gorąco: http://www.naszebieszczady.com/gdzie-sie-zatrzymac-w-bieszczadach/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i za komentarz!
Odwiedzam komentujących, więc nie ma potrzeby reklamować mi swojego bloga.