Dzisiaj na tapecie stolik kawowy. Miałam go już dawno w planach, ale jak to w życiu bywa, znalazły się pilniejsze sprawy na głowie. Właściwie to do tej pory nie podjęłam ostatecznej decyzji na który się zdecyduję. Chciałabym, aby stolik przykuwał uwagę i był taką wisienką na torcie. Z jednej strony skłaniam się w stronę stylu prowansalskiego, z drugiej lubię meble vintage w połączeniu z nowoczesnością.

Na ta chwilę biorę pod uwagę następujących kandydatów:


Stolik pochodzi z kampanii "Lato w Prowansji" z westwing.pl Wygląda solidnie i jest w całości wykonany z drewna.

Wpadła mi w oko też ława, ale obawiam się, że mimo iż zmieści się w zaplanowane dla niej miejsce, to wizualnie może być za duża. Ława wykonana jest z płyty MDF, do samodzielnego montażu. 

Sklep allegro "MBR"

Nie powiem jednak, żeby nie kusił mnie stolik wykonany z polerowanego aluminium. Fajnie wygląda, jest nowoczesny i stylowy, w klimacie art-deco. W tej aranżacji wydaje się dość mały, ale jego wymiary to 50x50x46.

Sprzedawca youngmouse, allegro

Podoba mi się także stolik na bazie krzesła Eiffel Wood. Blat wykonany z włókna szklanego, z nogami z litego drewna bukowego. Zniechęca mnie trochę to, że ten wzór jest "oklepany".

Sklep Quadre

Ostatni model jest opcją najtańszą. Wykonany z litego drewna i płyty laminowanej. Zastanawia mnie tutaj jego stabilność, szczególnie że u nas nie będzie stał bezpośrednio na podłodze.

wolowiec.com.pl

Może ktoś ma któryś ze stolików i podzieli się opinią? A może coś innego polecacie?



"Patrz oczyma, fotografuj sercem". 
Myślę że ten cytat odzwierciedla moje fotografowanie. I mimo, że nie zajmuję się fotografowaniem "na poważnie", to na pewno na zdjęciach utrwalam swoje emocje, które mi towarzyszą. Co więcej, gdyby nie ten blog, nie zastanowiłabym się pewnie nad tym :) Dziękuję!



Dziś zapraszam Was na magiczne i w stu procentach pełne oderwanie się od wszelkich przyziemnych spraw. Niczym niezmącona cisza, otwarta przestrzeń i spokój w górach dają poczucie prawdziwej wolności.


Poczuliście to?


Tym postem chciałabym zapoczątkować na blogu nową kategorię pt. "Dobre i polskie produkty". Ci co są tutaj ze mną od dłuższego czasu wiedzą, że podejmując decyzje zakupowe stawiam na jakość, nie na ilość. Nie można mnie zaszufladkować i powiedzieć, że jestem typową kobietą, która ma pięćset par butów i jeszcze więcej torebek. Nie jest mi to po prostu potrzebne. Jak już coś mam, to musi to być coś, co będę z wielką przyjemnością nosić i będzie praktyczne.

Zanim zdecyduję się na zakup (szczególnie droższych rzeczy) staram się to na spokojnie przemyśleć. Tak też było z Dzikim Józefem. Ich torebki przeglądałam kilka miesięcy. Co mnie w niej tak urzekło, że się na nią zdecydowałam? Prosta forma, bez zbytecznych ozdobników, o sporej pojemności, co dla kobiety, która jest ciągle w ruchu ma znaczenie.


Bardzo podoba mi się w niej jej surowość, prostota, a także to, że pasuje do wielu rzeczy. Ja wybrałam poziomą, wiotką, która mimo swoich gabarytów (34x39x11) jest całkiem zgrabna i lekka.

A tutaj jej wakacyjna wersja :)

W środku torebki znajduje się smycz na klucze i kieszonka na telefon. Nie ma przegródek, dodatkowych kieszonek. Dla mnie to plus, bo mogę w niej więcej zmieścić. Torebka ma długie rączki na ramię (leży idealnie).


Jedynym jej mankamentem, choć i z tym można sobie poradzić, jest brak zamykania. Przydałoby się chociaż zamknięcie na magnes. Ale odkąd noszę w niej organizer, to już nie stanowi to problemu.


























Torebkę kupiłam w marcu i stała się moim numerem jeden. Uwielbiam ją i ciągle ją noszę. Jest solidnie wykonana i nawet noszone w niej ciężary nic a nic jej nie zniszczyły.

A w tym kolorze strasznie mi się podoba:
Dziki Józef
Torba jest ręcznie robiona i pochodzi z Łodzi. Dla tych co mają blisko, polecam odwiedzić pracownię Pana Józefa, ja niestety, ze względu na odległość dokonałam zakupu on-line. Polecam!