Czasem jest tak, że to co mamy pod nosem jest nam nieznane. Wyjeżdżamy daleko by szukać pięknych miejsc. A wystarczy pójść na dłuższy spacer, wskoczyć na rower, pojechać przed siebie i zachwycić się przyrodą. To ostatnio nasz najczęstszy sposób na odkrywanie nowych miejsc.


Tym razem wybraliśmy się w niezwykle malowniczy teren wokół Jezior Babskich. Na terenie leśnictwa Jezierce w gminie Pobiedziska podążaliśmy przed siebie ścieżką przyrodniczo-leśnią, która przebiega głównie lasami, łąkami leśnymi, nad jeziorami. A jezior Ci tam dostatek.


Teren ten jest oddalony od Poznania tylko 33 km. Z uwagi na tą bliskość, w sezonie wakacyjnym są tam tłumy, ale o tej porze roku przejażdżka tam była samą przyjemnością!




Jeziora: Ósemka (4,5 ha), Ula (9,06 ha), Baba (3,9 ha), Cyganek (2,26 ha) i Okrąglak (3,0 ha) to jeziora polodowcowe, prawdziwe turystyczne bogactwa otoczone lasami.

Jezioro Baba

 Po intensywnej przejażdżce przez las (ałć - komary!), można odpocząć w wigwamie.

I dalej w drogę, mijając malownicze łąki z kwitnącymi makami i bławatkami.


























Myślę, że mogę to już głośno powiedzieć - odkryłam swoje miejsce na ziemi.


Czas mija mi niesamowicie szybko i gdyby nie uwiecznione na zdjęciach chwile zastanawiałabym się gdzie się podział kwiecień i ponad połowa maja. A ponieważ wiosna jest moją ulubioną porą roku staram się na nią nacieszyć ile się da.

Od tej kwitnącej gruszy nie mogłam oczu oderwać. Na tle błękitu wyglądała jak królowa ogrodu.


Było dużo spacerów i wiele pięknych widoków prawie na końcu świata.



Nie zawsze pogoda była tak łaskawa. Czasem musiałam uciekać przed burzą.


1:0 dla burzy. Tym razem dorwała mnie podczas biegania.


Nie zostało suchej nitki. Za to później niebo dało piękny spektakl wynagradzając całą resztę.


Zakwitły bzy.


W ogrodzie widać pierwsze zielone owoce. Nie mogę się doczekać czereśni!


Szczęście odnalazłam w... trawie :) Jak widać, chodzi parami.


W odwiedziny przyszli do nas goście.


Domowe zwierzaki poczuły się jak na wakacjach. Pełen relaks.


Moruś próbował zwrócić na siebie uwagę robiąc akrobacje do głaskania.


A Neli grzecznie czekała pod płotem na powrót pani z biegania :)


W podróży zachwyt wywołały mijane pola rzepaku choć szkoda, że tych podróży ostatnio zbyt mało.


Do następnego!


Zdrowy styl życia towarzyszy mi już od dłuższego czasu. Pełnowartościowe posiłki plus aktywność fizyczna wpłynęły korzystanie na ciało, cerę, umysł. Czuję się lepiej, nie jestem już notorycznie zmęczona, mam mnóstwo energii. Ćwiczenia stały się dla mnie takim samym nawykiem jak codzienne mycie zębów. Bez nich nie wyobrażam sobie dnia. 

Po moich wcześniejszych, kiepskich doświadczeniach z dietetykami, postanowiłam sama się w tym temacie doszkolić. Przeczytałam już mnóstwo na ten temat. Jakiś czas temu trafiłam na bloga Małgosi, na który serdecznie zapraszam osoby, które chcą zmienić swoje życie na lepsze. Inspirując się jej przepisem powstała pyszna, chrupiąca granola.


Trochę ją zmodyfikowałam pod siebie i powstał całkiem niezły zapas na szybkie, ale wartościowe śniadania.


Nie należy jednak przesadzać z ilością (jest kaloryczna). Pysznie smakuje ze świeżymi owocami. Nie mogę się już doczekać truskawek, bo z nimi będzie rewelacyjna.


Lubicie granolę? Kupujecie gotową czy sami robicie?