Czekam tylko na to, by pogoda się poprawiła i wróciła wiosna, aby wskoczyć na rower. To mój ulubiony środek lokomocji, poza własnymi nogami ;) Dlaczego tak bardzo lubię rower?

Czuję się wolna i szczęśliwa podążając przed siebie.


Lubię czuć wiatr we włosach!


Mijam wszystkie problemy i zostawiam je za sobą.


Pozwala mi spojrzeć na świat z innej perspektywy.


A dodatkowo, mogę zatrzymać się, gdzie chcę i ile chcę!

 Poprawia moje samopoczucie i wywołuje uśmiech. Czuję się seksi ;)

fot. pinterest.com, mowimyjak.pl






















Czy o czymś zapomniałam? Tak. Rower modeluje sylwetkę!



Neli rośnie jak na drożdżach. Nie odstępuje nas na krok. Jest wszędzie tam, gdzie coś się dzieje. Nic nie umknie jej uwadze.


Lepiej pilnuj swoich kapci bo zaraz będą moje :)


Niech Was nie zmylą moje oczka :) Teraz jestem już po prostu zmęczona.


Ale tak w ogóle, to jestem już duża!


Mam swoją koleżankę Sonię. Czasem się bawimy :)


Mam też duży ogród i fajnego pana, który chodzi ze mną na spacery.


Po męczącym dniu zasypiam przy pani nodze..


A teraz pokażę Wam jaka byłam kiedyś. Wtedy lubiłam spać z zabawkami.


Myślicie, że już dużo urosłam?



W podróży czas się dłuży.
Podróżując, zabieramy ze sobą często gazetę lub książkę do czytania. Gazeta szybko się kończy, a książka często zajmuje miejsce w bagażu, którego w życiu podrożnika ciągle brak. Postanowiliśmy problem ten rozwiązać zabierając w podróż e-booki. Oczywiście myśląc o e-bookach zaraz nasuwa się każdemu z nas czytnik e-booków. Sprawa jest jednak bardziej skomplikowana. Przecież te same funkcje spełniać może laptop czy tablet. Co więc wybrać? Jakie są plusy i minusy tych zakupów?

Tablet to kompromis pomiędzy wychodzącymi już z produkcji netbookami (mały laptop z przekątną najczęściej 8-11 cali) a smartfonem (wiadomo, że jaki by smartfon nie był, to nadal telefon, a więc funkcja dzwonienia kłóci się z funkcją wygodnego korzystania np. z mediów społecznościowych).
Obecnie sprzedaż tabletów jest większa niż sprzedaż komputerów osobistych, co mówi o dość dużej popularności tego urządzenia.

Czytnik e-booków to głównie narzędzie do czytania. Są oczywiście modele z wbudowanym 3G, większość ma WiFi, a więc teoretycznie mamy dostęp do wikipedii i innych internetowych udogodnień.

Co będzie lepsze w podróży? 
Początkowy wybór padł na tablet z uwagi na różnorodność zastosowań.

Plusy tego rozwiązania:
1) czytanie książek w pdf (większość mam w tym formacie)
2) duży 8-10 calowy ekran
3) słuchanie muzyki
4) oglądanie filmów w podróży
5) dodatkowy mobilny internet
6) można odczytać e-mail
7) dostęp do mediów społecznościowych.

Minusy tabletu:
1) szybko wyczerpująca się bateria - w najlepszym razie kilka godzin pracy
2) w podróży mogę go zniszczyć poprzez uderzenie w coś plecakiem
3) mała pojemność pamięci (nawet przy dodatkowej - szału nie ma)
4) instalacja wielu bajerów, programów od przeglądarek po program antywirusowy sprawi, że urządzenie, które i tak demonem szybkości nie jest - jeszcze bardziej zwolni.

Plusy nadal wydawały mi się ważniejsze niż minusy.
Przy okazji dowiedziałam sie, że tablet to uwaga: produkt sieciówkowy i najniższą cenę uzyskamy w znanych sieciówkach. Sklepy komputerowe/internetowe mają je w swojej ofercie, jednak od samego początku tablety były urzadzeniami stworzonymi do sprzedaży w dużych sieciach handlowych. To one oferują na co dzień największy wybór i najlepszą cenę.

O ile kupując inne produkty elektroniczne unikam sieciówek, m.in ze względu na zawsze wygórowaną cenę, o tyle tu okazało się, że tablety są najtańsze. I tak to odwiedzając Saturna, zweryfikowałam swoje zapatrywania. Jeśli już tablet, to na pewno nie 10 calowy (to monstrum, a zabrać coś takiego w podróż, to za wiele). Druga zmiana dotyczyła obrazu. Otwierajac e-booka na tablecie zauważyłam słaby komfort czytania. Może tablety są dobre na filmy czy facebooka, jednak do czytania już nie.

Parę stoisk dalej wzięłam do ręki czytnik e-booków i się zakochałam w obrazie.


Jak się okazuje, czytniki e-booków korzystają ze specjalnego ekranu nazwanego e-tuszem. Ekran jest taki trochę szary i przypomina kartkę papieru. Zbudownay jest z kapsułek z płynem w dwóch kolorach: białym i czarnym. Za pomocą napięcia elektrycznego mikrokapsułki zmieniają się w taki sposób, że wyświetla się tekst. I choć podobno można budować te ekrany full kolor, większość czytników posiada tylko 16 odcieni szarości. Może ten techniczny opis Was nie zachęci, powiem Wam jednak, że czytnik pod względem komfortu czytania wart jest każdego wydanego centa.

Plusy czytnika:
1) bajeczna wygoda czytania!
2) niesamowicie leciutkie urządzenie (w moim przypadku 200 gram!)
3) obraz nie nuży, nie męczy oczu - ma neutralny charakter dla ludzkiego oka
4) ładnie wygląda tekst, wyraźnie widać litery,
5) ewentualna zmiana czcionki, odległości pomiędzy linijkami, wielkości liter sprowadza się do sekund (prostota!)
6) wybierając model z podświetlaniem mogę czytać nawet w nocy, przy czym regulacja oświetlenia ekranu jest tak doskonała, że w każdych warunkach, przy każdej pogodzie, ustawimy sobie jednym kliknięciem odpowiednią dla nas jasność. To praktyczne ułatwienie, którego nie da żaden komputer czy tablet
7) sprzęt się nie wiesza, jak to mają w zwyczaju telefony, smartfony, tablety, komputery
8) szybko i lekko działa
9) wielkość oraz waga pozwala spokojnie operować jedną ręką, drugą mamy zawsze wolną, co w warunkach podróży jest czasami dość ważne
10) posiada WiFi , a więc mamy dostęp do internetu w wszelkich hot-spotach
11) można trzymać dane w chmurze (jak dla mnie rewelacja)
12) posiadamy dostęp do polskich gazet oraz do wikipedii
13) czytając możemy zaznaczać sobie interesujące nas fragmenty tekstu, zaznaczyć go do późniejszego wykorzystania. Możemy tworzyć notatki, odnośniki, przypisy, etc.
14) wyłączając i włączając urządzenie czytnik zapisuje co robiliśmy ostatnio z tekstem, odpalamy i już jesteśmy na stronie na której się ostatnio zatrzymaliśmy
15) w moim modelu bateria trzymać będzie 40 dni! Prąd używany przez urządzenie pobierany jest tylko wówczas, gdy zmienia się wygląd strony lub podczas przechodzenia na inną stronę tekstu.

Minusy:
1) podobnie jak w tablecie minusem jest wielkość pamięci, nawet tej dodatkowej, a jeśli czytamy w pdf to  potrafi zająć sporo miejsca
2) ilustracje czasami bywaja nieczytelne, komiksów też na tym idealnie nie poczytamy
3) bardzo słabe wsparcie dla książek w pdf, to główna wada, przeszkadza brak odpowiedniego powiększenia pdf
4) czasami podczas serfowania w sieci wywala nam przeglądarka. Spowodowane to jest głównie tym, że polskie strony www przeładowane są reklamami i one masakrują przeglądarkę czytnika, dlatego najlepiej korzystać z wersji mobilnych stron www
5) w moim modelu brak polskiego menu.

/zdjęcie zrobione telefonem, nie oddaje jakości tekstu/
Podsumowując.
Jeżeli szukamy urządzenia idealnego i w domu i w podróży to tylko czytnik e-booków. Model i firmę należy dobrać sugerując się tym, gdzie i kiedy będziemy go używali. Czytniki lepiej kupować poprzez internet lub w sklepach komputerowych. Oczywiście najpierw obejrzeć go u kogoś, albo udać się do sklepu. Wszystkie są do siebie dość podobne, więc nie trzeba się martwić tym, że kupujemy przez internet model jednej firmy, a u znajomych widzieliśmy inny model, ponieważ różnice są naprawdę niewielkie. Na pewno warto zapoznać się przed zakupem z ich parametrami!

Jeżeli zaś poruszamy się po dużym mieście, pełnym miejsc dostępowych do internetu tzw. hot spotów, jeżeli jeździmy komunikacją miejską i przebywamy całymi godzinami w sieciach społecznościowych, to tablet będzie także dobrym rozwiązaniem. To urządzenie typowo dla mieszkańców dużych miast. Tablet najlepiej kupić w sklepach sieciówkowych, gdzie dobrą cenę dostaniemy i na co dzień i przy okazji jakiejś dużej kampanii promocyjnej.

Jeśli jesteście ciekawi co wybrałam to zdradzę, że mój wybór padł na Kindle Paperwhite 3G i jestem z tego zakupu bardzo zadowolona :)


Bieszczadzkie połoniny to najpiękniejsze górskie łąki jakie do tej pory widziałam. Największa frajda jest tam latem, kiedy można odpoczywać wśród szumiących, wysokich traw! Niestety stanowią one obok Tarnicy najczęstszy cel wypraw wobec tego jest tam tłoczno.
Na Połoninę Caryńską (1250 m) można wybrać się z Ustrzyk Górnych. Czerwony szlak przebiega z centrum tej miejscowości obok kempingu PTTK. Po około półtorej godzinie dość stromego podejścia jesteśmy już na połoninie i możemy wędrować jej grzbietem.

My zdecydowaliśmy wejść na Połoninę Caryńską z Brzegów Górnych czerwonym szlakiem. Szlak, który wybraliśmy jest kontynuacją odcinka Smerek - Połonina Wetlińska - Brzegi Górne.  Pogoda zapowiadała się dobra.


Początkowo szlak idzie łagodnie, ale później zaczyna piąć się mocno w górę. Z niewielkiej łączki obserwujemy widoki na Wielką i Małą Rawkę i jej okolice. I niestety widzimy, że słońce się gdzieś schowało, a nad Rawkami spore zachmurzenie.

Rzut oka w lewą stronę i idziemy dalej.. 

Po kolejnych metrach intensywnego podejścia dochodzimy do wiaty, gdzie możemy odpocząć. Zdążyliśmy w sam raz przed deszczem. 


W ciągu mniej więcej pół godziny temperatura z kilkunastu stopni spada do 2. Jesteśmy na to przygotowani, ale co niektórzy trzęsą się z zimna. Zastanawiamy się co dalej robić: wracać czy iść dalej? Nie pada mocno, leci mżawka, więc postanowiliśmy, że idziemy dalej. Pogoda się poprawiła, wyszło znowu słońce.

Kolejne metry idziemy lasem i wychodzimy na odkrytą przestrzeń.

 Już niedaleko na szczyt.


Dochodzimy do grani Połoniny Caryńskiej. Teraz intensywnie w górę i po kilkunastu minutach osiągamy grzbiet, którym szlak biegnie na najwyższy wierzchołek Caryńskiej.



 Zaczynają się piękne panoramy.

Cud, miód i orzeszki, gdyby nie to, że musimy się śpieszyć, bo nadchodzi burza. Nad Rawkami już pada.

 Osiągamy najwyższy wierzchołek (1297 m n.p.m.) i u nas też robi się nieciekawie.

Niestety nie udało nam się uciec przed burzą. Zastała nas na grani. Na szczęście burza przeszła bardziej bokiem, co nie zmienia faktu, że najedliśmy się strachu i byliśmy przemoczeni do suchej nitki.


Caryńska po burzy.
Kolory zrobiły się jeszcze bardziej intensywne, a powietrze rześkie i przyjemne.


To nie ostatnia burza tego dnia na Połoninie Caryńskiej. Schodząc w dół, widzimy znów gromadzące się burzowe chmury. Ostatnie spojrzenie już z dołu..

Idziemy się nieco wysuszyć :)

Wybierając się w Bieszczady pierwszy raz, lub jadąc na długi weekend, zastanawiamy się: gdzie się zatrzymać, co zobaczyć w pierwszej kolejności, który szlak wybrać, gdzie zjeść

Podpowiem Wam, że najlepszą bazą wypadową w góry są Ustrzyki Górne. Bardzo mała miejscowość, leżąca w samym sercu Bieszczadzkiego Parku Narodowego, przez którą przechodzą szlaki turystyczne:
- Szlak czerwony: Połonina Wetlińska - Brzegi Górne - Połonina Caryńska - Ustrzyki Górne - Szeroki Wierch - Halicz - Rozsypaniec - Wołosate,
- Szlak niebieski (graniczny): Kremenaros - Wielka Rawka - Ustrzyki Górne - Wołosate - Przełęcz pod Tarnicą - Bukowe Berdo - Widełki.

Nawet nie mając samochodu, jesteśmy w stanie bez problemu dotrzeć na wybrany szlak. W sezonie kursują prywatne busy, dzięki czemu dość sprawnie dostaniemy się do bardziej oddalonych miejsc. Busy startują z centrum wioski. Zawiozą Was wszędzie. Kursują one m.in na trasie Cisna - Wetlina - Ustrzyki Górne.

 Uwaga: sezon zaczyna się od długiego weekendu majowego i trwa do końca września. W październiku, z powodu mniejszej ilości turystów, już trudno z nich skorzystać.

Wówczas własny samochód jest najlepszym środkiem transportu. Minusem jest to, że większość tras pieszych wędrówek nie kończy się w punkcie wyjścia. Dlatego jadąc w Bieszczady autem, najlepiej używać go wyłącznie by się tam dostać. Na miejscu korzystamy z nóg, roweru, bieszczadzkiej kolejki lub busa!





Gdybym pierwszy raz wybierała się w Bieszczady na pewno nie ominęłabym:
1) Połonin: Wetlińskiej i Caryńskiej,
2) Rawki: Mała i Wielka,
3) Tarnica i Halicz,
4) Bukowe Berdo (szczególnie jesienią!).

  Dla bardziej wprawionych piechurów polecam trasy:
1) Ustrzyki Górne - Tarnica - Bukowe Berdo. Długość trasy 12,8 km. Stopień trudności: średni.
2) Wołosate - Tarnica - Halicz - Rozsypaniec - Wołosate. Długość trasy: 20,7 km. Stopień trudności: średni.
3) Wołosate - Przełęcz Bukowska - Rozsypaniec - Halicz - Tarnica - Wołosate. Długość trasy 19 km. Trasa trudna.

Nasz ubiegłoroczny wyjazd w Bieszczady wczesną wiosną był zaledwie trzydniowy. Jeśli zastanawiacie się czy było warto na tak krótko, to odpowiadam: tak! :)
W pierwszy dzień wybraliśmy się na Rawki. Pogoda zapowiadała się ładna. Wyruszyliśmy z Ustrzyk Górnych niebieskim szlakiem w kierunku Wielkiej Rawki.

Na dole wiosennie.


Wyżej, bardziej jesiennie, nie ma jeszcze zielonych liści mimo, iż  to końcówka kwietnia.


Niestrudzeni idziemy dalej, by zobaczyć pierwsze widoczki. Suche trawy na tle tych błękitnych gór robią na nas wrażenie. Zdjęcia niestety nie oddają w pełni ich uroku.


Spoglądając w dół widzimy Ustrzyki Górne.

Grzbiet Wielkiej Rawki nie jest długi, mijamy charakterystyczne "skałki" i po pięciu minutach dochodzimy do szczytu.



Na szczycie chwila wytchnienia, czas na rozglądniecie się dookoła, a widoki są stąd bajeczne. Na górze mocno wieje, a słońce zachodzi za chmury, przez co nie zostajemy tym razem na dłużej.


Staramy się przez chwilę nacieszyć widokami. Z Wielkiej Rawki możemy podziwiać panoramy: Połoninę Caryńską w całej swej okazałości, Połoninę Wetlińską, Tarnicę, kawałek dalej Bukowe Berdo. Na południu Ukraina, oraz Słowacja.

Idziemy dalej. Mijamy duży betonowy słup, dawne stanowisko geodezyjne i podążamy w kierunku Małej Rawki.


Mała Rawka. 1272 m n.p.m. 
Tu znowu przywitało nas słoneczko i od razu zrobiło się cieplej. Siadamy na ławeczce i cieszymy się samotnością na szlaku. W lecie tutaj są dzikie tłumy.


Ostatnie spojrzenie w kierunku Wielkiej Rawki.


I schodzimy.


Na dole wstępujemy jeszcze do Bacówki Pod Małą Rawką, gdzie planujemy trasę na jutrzejszy dzień.


Dzisiaj żegna nas piękny widoczek na Połoniny.


 Na drugi dzień naszej wyprawy zapraszam w kolejnym poście :)