Nie dla kota - Sokołów

/
22 Comments
Do napisania tego postu tchnęła mnie dzisiejsza zabawna sytuacja z naszymi kotami.

Kocisława.


Kocisława je mało, pokarm starannie obwąchuje i co by jej nie podać, zawsze wybierze suchą karmę. Próbowaliśmy ją karmić w przeróżnych konfiguracjach. Nawet świeża ryba ma spore problemy z pokonaniem suchej karmy. Kocisława najbardziej ceni sobie markę Purina.

Moryc je wszystko jak leci.


Jego mottem jest "mięsko - dużo, więcej, najwięcej".
Jest jak odkurzacz.
Pochłania jak leci.
Rano wystarczy, że usłyszy kogoś z domowników - zaczyna się "miauuu". Im dłużej ktoś nie zwraca uwagi na niego, tym "miauu" jest głośniejsze. Morysia trzeba wtedy natychmiast nakarmić :) W ciągu dnia Moryc robi "wypady jedzeniowe". Wystarczy uchylić drzwi, a Moryc natychmiast ląduje na naszej stopie, albo przeciska się przez najmniejszą szparę w drzwiach byle dostać się do miski. Wybredny nie jest, ale za to wiecznie głodny.

Swego czasu oglądaliśmy słynny już filmik na temat tataru z Sokołowa. Można go obejrzeć nadal w wielu miejscach w sieci  np. tu. Reakcja Sokołowa na ten filmik oburzyła wiele osób. Straszenie blogera sądem sprawiło, że usunął filmik. Niewiele to jednak dało. Film żyje własnym życiem i co więcej, pojawia się wiele zabawnych remake'ów. Mój ulubiony to piosenka Ad Bustera, którego lubię choćby za to, że mieszka parę km ode mnie ;) Osobiście miałam na temat marki Sokołów zdanie neutralne. Po tym jednak jak się zachowali, przyglądam się ich produktom. Uważam, że każdy konsument ma prawo do wyrażania własnych opinii. Jeśli jakaś firma tego zabrania, to budzi to mój konsumencki sprzeciw.

Dwa dni temu mój M. kupił kiełbasę Sokołowa. Ładnie zapakowana (po 2 sztuki), droższa niż inne kiełbasy i podobno smaczna. Wykorzystaliśmy ją do bigosu. Jak wiadomo bigos im więcej ma rodzajów mięsa tym dla niego lepiej. Po jego przygotowaniu został mi kawałek kiełbasy, który postanowiłam dać kotom. Kotom przydaje się zróżnicowana dieta. Jeśli pokarm mają zbyt monotonny, to podobnie jak ludzie "jedzenie im się nudzi".

Pokroiłam kiełbasę Sokołów w drobne kawałki i wrzuciłam im do miski. Pierwszy wystartował Moryc. Podskoczył do miski, powąchał i popatrzył na mnie z wyrzutem. Moryc pokręcił się wokół miski, nawet spróbował kęsa. Na tym jednak się skończyło. Cóż, uznałam, że widocznie nie jest głodny.
Kocisława pojawiła się kwadrans po nim. Podeszła do miski, spróbowała, odwróciła się tyłem i poszła szukać szczęścia dalej. Hmm.. koty widocznie nie były głodne.

Mija kilka godzin.
Moryc chodzi po pokoju i co jakiś czas zerka na mnie porozumiewawczo. Kocisława kiedy jest głodna spogląda i macha niecierpliwie ogonem. Sokołów leży w misce i pachnie. A kociaki nic.

Mijają kolejne godziny.
Moryc w końcu nie wytrzymuje, podchodzi do krzesła, wspina się na nie i słyszę: "miauuu". Wbija pazury w kolano i domaga się reakcji. Myślę sobie: "przecież nie wyrzucę dobrej kiełbasy". Postanawiam użyć sposobu. Kiedy koty nie zjadają resztek i coś zostaje w misce, udają, że jest pusta. By zjadły trzeba im dosypać nowej karmy lub z czymś wymieszać. Zrobiłam więc takową potrawę: saszetka Whiskasa (kurczak w galarecie) + drobno pokrojona kiełbasa Sokołów, całość wymieszana, połączona ze sobą. Nie będą mi tu koty grymasić ;)

Moryc pierwszy wystartował do miski, Kocisława za nim. Po chwili patrzę, a tam sajgon przy misce. Kocisława wylizuje brzegi, zaś Moryc wyciąga kawałki kiełbasy. "Rzuca" je na podłogę, po czym wylizuje "kurczaka" i galaretkę. Kawałki kiełbasy walają się po podłodze, a kociaki w najlepsze zjadają resztę. Szok.
Hmm...
Szczerze powiedziawszy zastanawiam się czy z bigosem nie zrobić podobnie....
Zwierzęta są bliżej natury. Wierzę, że mają instynkt co powinny zjeść, a czego nie. Wcale, ale to wcale nie spodobał mi się fakt, że kiełbasy z Sokołowa nawet kot nie ruszy.



You may also like

22 komentarze:

  1. A to heca, kotki nie zjadły takiej kiełbaski. Miały rację i ja kiełbasy nie lubię. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój syn szaleje jak widzi kota na zdjęciu hi hi , ostatnio podkarmiali jakies na osiedlu i jeden za nimi chodził , pewnego dnia chce wyjśc z domu do pracy otwieram drzwi a jeden wchodzi... myslałąm ,że dostane zawału hi hi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi strasznie! Dzięki Bogu, że my kiełbasę zawsze mamy swojską... ;)
    Pozdrawiam,
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  4. heeheh ano wiedzą co dobre a co nie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No niezła historia. Ja całe szczęście nie jadam od nich niczego, bo mi po prostu nie smakuje. Mam myśli, aby w ogóle rzucić mięso:)

    OdpowiedzUsuń
  6. No nieźle, jak nawet koty jeść nie chciały...

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz co też mi się coś takiego zdarzyło. Kupiłam kiełbasę na stoisku mięsnym, dlatego nie pamiętam firmy, bo kupowałam 'na wagę'. Kiełbasa była niedobra-tzn nie smakowała mi i postanowiłam, że moja wiecznie nienajedzona Frocia się ucieszy. Nie zjadła ani kawałka - tak samo jak Twoje kociaki - powąchała i odeszła od michy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, Gustaw też marudzi na kiełbasę, szczególnie na taką cienką, bo plastrami szynki czy polędwicy nie pogardzi, najbardziej jednak lubi kabanosy Tarczyński i kiełbasę podsuszaną krakowską :)
    :* :* :* A te buziaki to dla Ciebie jeden, dla Moryca drugi i trzeci dla Kocisławy ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. no i to jest przerażające. Co w tych wędlinach naprawdę jest?
    Historia podobna. Moja Zia dała mi na kilka tygodni swojego pupila, yorka rasowego, no i rzecz jasna dieta wskazana więc karmiłam wg wskazówek. Psina ciekawa nowych smaków, domagała się tego co ja jadłam, a to dałam jej w sekrecie plasterek szyneczki popatrzyła na mnie z wyrzutem, i uciekła trochę z żalem... przez kilka godzin nawet przyjśc do mnie nie chciała,
    Byłam w szoku, co w tych wędlinach jest?
    Od tamtego czasu jem jakby mniej wędlinowych i mięsnych potraw ;)


    OdpowiedzUsuń
  10. oooo ja też coś mogę o tym powiedzieć. jesli dobrze poczytasz w necie, to (nie chciałabym się tu nikomu narazić), ale ja sama czytałam o jakiejś aferze z wytwórnią wędlin Sokołów. na tym zakończę.
    nigdy za to nie zapomnę, jak w przydrożnej karczmie (nazwy nie podam, ale powiem, że istnieje pod Olkuszem) zamówiłam pierogi ruskie. dostałam z mięsem, ale spieszyło nam sie, byłam głodna, no to się kłócić nie będę. byliśmy tam w kilka osób. moi tesciowie zawinęli resztki (porcje były ogromne i zjeśc sie nie dało) aby dac w domu trzem psiakom, a my pojechaliśmy w podróż na Bałakany. całą noc było mi niedobrze, aż na Węgrzech nie wytrzymałam i.......
    za kilka dni dowiedziałam się, że psy pierogów ruszyć nie chciały przez 3 dni, więc teściowa je wyrzuciła.
    od tej pory jestem ostrożniejsza.
    jak te zwierzęta wyczują zepsute mieso!!! - do teraz jestem pod wrażeniem. natury nie oszukasz.

    OdpowiedzUsuń
  11. Super kocia recenzja! Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Przepraszam,ze taknie na temat... Napisalas w jednam z kom,ze polecasz ksiazke.."Swiadome zakupy.."kto jest autorem?...Przeczytalabym ja b.chetnie..
    Dziekuje))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pat Thomas. Warto przeczytać.

      Usuń
  13. Hmm coś tu ewidentnie "śmierdzi"! :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Niezła historia...Zwierzęta to najlepsi testerzy. Kociego i psiego nochala nic nie oszuka.

    OdpowiedzUsuń
  15. Bigosu jednak chyba trochę szkoda...:)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ja już od lat nie jem mięsa, dlatego nie jestem w stanie w żaden sposób wypowiedzieć się na temat jakości produktów marki Sokołów. Mogę tylko doradzić, by faktycznie iść za kocim instynktem. Ja też w wielu sytuacjach "słucham" wskazówek moich kociaków.

    OdpowiedzUsuń
  17. Hehe, no ładnie, to nawet whiskas lepiej wypada w porównaniu z Sokołowem. :D
    Twoje kociska podobnie ja moje. Starsza woli suchą karmę i papkę z saszetek, ale jak jest to kurczak w rosołku i z ryżem, alno rybka. Natomiast młodszy Brownie musi wszystko obwąchać co ludzie jedzę. Lubi bardzo jogurt kokosowy, białe sery no i oczywiście mięsko. Wyżarłby je z lodówki jakby mógł ją otworzyć. :D

    OdpowiedzUsuń
  18. To mi przypomina kota Teściowej :) Ona jak dostaje saszetkę wylizuje sos a mięsa nie tknie ;P Nie wiem czy ta kocica żyje, bo na pewno nie miłością - nie darzą się z Teściową głębokim uczuciem :P

    OdpowiedzUsuń
  19. Jak nie masz pewności co do jakości zapytaj kota :) Chemicznego i zepsutego nie ruszy.
    Przyznaję, że czasami wykorzystuję koty do przetestowania np.łososia, jak nie ruszą to co robić, zmieniamy menu :)
    Btw, smutne to i wkurzające :/
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  20. Super jest Twój blog, właśnie czegoś takiego szukałem. Mam nadzieję, że nie będziesz robić problemów z tego powodu, że dodam Cię do mojej listy blogów, na których się wzoruję. Czekam na następne, ciekawe wpisy, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i za komentarz!
Odwiedzam komentujących, więc nie ma potrzeby reklamować mi swojego bloga.