Dzisiaj zabieram Was do Szczecina. Miasta w którym zieleń i woda zajmują ponad połowę jego powierzchni.  I od razu sprostuję - Szczecin nie leży nad morzem jak wiele osób sądzi. Odległość z centrum miasta do Morza Bałtyckiego w linii prostej wynosi 65 km.

Jest to trzecie co do wielkości miasto w Polsce.

Zwiedzanie zaczęliśmy od Trasy Zamkowej, która wiedzie nad Odrę i kieruje nas na lewobrzeżną stronę  miasta. Przed Wami Zamek Książąt Pomorskich. Niegdyś siedziba rodu Gryfitów, którzy władali Pomorzem.



Miejsce w którym wznosi się Zamek to najstarsza część miasta. Przyciąga on turystów nie tylko swoją renesansową architekturą, ale także legendą o Białej Damie, którą można zobaczyć w nocy spacerującą po tarasie zamkowym w zwiewnej, białej sukni.

Od 1965 roku istnieje tu Teatr Krypta. Teatr mieści się w dawnej gotyckiej krypcie książęcej, co nadaje mu specyficznego klimatu. Zobaczcie.

Zamek to miejsce imprez kulturalnych, warto wcześniej sprawdzić czy nie odbywają się np. pokazy teatralne czy muzyczne.




Starówka.
Stare Miasto zostało zbudowane na ruinach przedwojennego Szczecina.


Bardzo miło było pochodzić wąskimi uliczkami.  Na zdjęciu charakterystyczna dla ulic Szczecina żeliwna pompa (zapasowe źródło wody dla mieszkańców) z drugiej polowy połowy XIX w. Do dziś zachowało się ich około 30.


W sercu Starego Miasta stoi Ratusz Staromiejski, w którym znajduje się Muzeum Miasta Szczecina.

fot. zachodniopomorskie.regiopedia.pl

Szczecin charakteryzuje się wielkimi rondami i ulicami, wzdłuż których stoją wysokie kamienice. Ten gwiaździsty układ urbanistyczny porównywany jest do Paryża. Polecam obejrzeć miasto z góry z  kawiarni Caffe 22 mieszczącej się przy Placu Rodła.

Miasto w czasie II wojny światowej zostało w dużej mierze zniszczone. Wciąż można zobaczyć stare kamienice na których jeśli się przyjrzymy dostrzeżemy ślady kul.


Zaś prawdziwą ikoną Szczecina są Wały Chrobrego. Tarasy widokowe mają 500 metrów długości i leżą 19 metrów nad poziomem brzegu odrzańskiego. Dziś Wały Chrobrego są kultowym miejscem spacerów oraz imprez masowych m.in. Dni Morza odbywającymi się w czerwcu każdego roku.


Reprezentacyjna promenada jest jednym z ładniejszych miejsc tego miasta. Warto wspomnieć, że na terenie Wałów rozgrywała się akcja filmu "Ławeczka".
 

Na Wałach zlokalizowane są: Wyższa Szkoła Morska, Muzeum Narodowe, Teatr "Współczesny" oraz Urząd Wojewódzki.


W Szczecinie zachowały się fragmenty fortyfikacji i umocnień miejskich jak Bramy – Królewska i Portowa czy Baszta Siedmiu Płaszczy. Baszta Siedmiu Płaszczy. Nazwa tego zabytku wiąże się z legendą. Książę Bogusław X zlecił uszycie 7 płaszczy dla swojej żony Anny Jagiellonki. Krawiec jednak nie wywiązał się z obowiązku, przez co został umieszczony w baszcie.

 Jak już wspomniałam Szczecin jest jednym z najbardziej zielonych miast Polski. Spokojnie można powiedzieć, że jest to miasto zieleni. Potwierdzają to liczne parki, aleje i skwery. Takie miejsca jak: Las Arkoński, Puszcza Bukowa, Park Żeromskiego, Park Kasprowicza są "płucami miasta". 

Swój spacer rozpoczęłam od Parku Kasprowicza. Spacerując alejkami warto zejść w dolne partie parku, gdzie znajduje się jeziorko Rusałka. Na Rusałce znajduje się romantyczny mostek, który pary wybierają na spacery. Dalej w głębi znajduje się Teatr Letni. 

W lecie jest miejscem wielu imprez lokalnych i koncertów. Następnym miejscem gdzie warto na chwilę przysiąść jest Ogród Różany "Różanka", który mieści się na skraju Parku.


Rośnie tam blisko 10 tysięcy róż! Nie muszę chyba nikomu mówić jak tam pachnie :) Najchętniej spędziłabym tam cały dzień. Moją uwagę przykuła także "Ptasia Fontanna".


Mam niedosyt tego miasta. Szczecin to miasto wyjątkowe. Znajduje się w nim tyle atrakcji i pięknych miejsc, które nie sposób zawrzeć w jednym poście. Mam jednak nadzieję, że narobiłam Wam trochę smaku na jego odkrywanie. Ja wrócę tam na pewno!


Witam Was Kochani!
Podczas gdy za oknem szaro, buro w moim sercu tęcza. Postanowiłam przemycić dzisiaj trochę kolorów :) 

Często tęcza witała mnie w jakimś nowym miejscu. 
Kiedy poznaliśmy się z M. prawie za każdym razem widzieliśmy tęczę :)


Po jakimś czasie zaczęłam jej wypatrywać i wierzyć, że niebo mi sprzyja.


 To był zawsze dobry znak. Tak myślę do tej pory.


Tęcza witała mnie w Szkocji, Krakowie, Poznaniu, Warszawie, w górach i wielu innych miejscach.




Kiedy za oknem przewija się taka pogoda jak dziś - tęsknię za latem, tęsknię za tęczą...



Do napisania tego postu tchnęła mnie dzisiejsza zabawna sytuacja z naszymi kotami.

Kocisława.


Kocisława je mało, pokarm starannie obwąchuje i co by jej nie podać, zawsze wybierze suchą karmę. Próbowaliśmy ją karmić w przeróżnych konfiguracjach. Nawet świeża ryba ma spore problemy z pokonaniem suchej karmy. Kocisława najbardziej ceni sobie markę Purina.

Moryc je wszystko jak leci.


Jego mottem jest "mięsko - dużo, więcej, najwięcej".
Jest jak odkurzacz.
Pochłania jak leci.
Rano wystarczy, że usłyszy kogoś z domowników - zaczyna się "miauuu". Im dłużej ktoś nie zwraca uwagi na niego, tym "miauu" jest głośniejsze. Morysia trzeba wtedy natychmiast nakarmić :) W ciągu dnia Moryc robi "wypady jedzeniowe". Wystarczy uchylić drzwi, a Moryc natychmiast ląduje na naszej stopie, albo przeciska się przez najmniejszą szparę w drzwiach byle dostać się do miski. Wybredny nie jest, ale za to wiecznie głodny.

Swego czasu oglądaliśmy słynny już filmik na temat tataru z Sokołowa. Można go obejrzeć nadal w wielu miejscach w sieci  np. tu. Reakcja Sokołowa na ten filmik oburzyła wiele osób. Straszenie blogera sądem sprawiło, że usunął filmik. Niewiele to jednak dało. Film żyje własnym życiem i co więcej, pojawia się wiele zabawnych remake'ów. Mój ulubiony to piosenka Ad Bustera, którego lubię choćby za to, że mieszka parę km ode mnie ;) Osobiście miałam na temat marki Sokołów zdanie neutralne. Po tym jednak jak się zachowali, przyglądam się ich produktom. Uważam, że każdy konsument ma prawo do wyrażania własnych opinii. Jeśli jakaś firma tego zabrania, to budzi to mój konsumencki sprzeciw.

Dwa dni temu mój M. kupił kiełbasę Sokołowa. Ładnie zapakowana (po 2 sztuki), droższa niż inne kiełbasy i podobno smaczna. Wykorzystaliśmy ją do bigosu. Jak wiadomo bigos im więcej ma rodzajów mięsa tym dla niego lepiej. Po jego przygotowaniu został mi kawałek kiełbasy, który postanowiłam dać kotom. Kotom przydaje się zróżnicowana dieta. Jeśli pokarm mają zbyt monotonny, to podobnie jak ludzie "jedzenie im się nudzi".

Pokroiłam kiełbasę Sokołów w drobne kawałki i wrzuciłam im do miski. Pierwszy wystartował Moryc. Podskoczył do miski, powąchał i popatrzył na mnie z wyrzutem. Moryc pokręcił się wokół miski, nawet spróbował kęsa. Na tym jednak się skończyło. Cóż, uznałam, że widocznie nie jest głodny.
Kocisława pojawiła się kwadrans po nim. Podeszła do miski, spróbowała, odwróciła się tyłem i poszła szukać szczęścia dalej. Hmm.. koty widocznie nie były głodne.

Mija kilka godzin.
Moryc chodzi po pokoju i co jakiś czas zerka na mnie porozumiewawczo. Kocisława kiedy jest głodna spogląda i macha niecierpliwie ogonem. Sokołów leży w misce i pachnie. A kociaki nic.

Mijają kolejne godziny.
Moryc w końcu nie wytrzymuje, podchodzi do krzesła, wspina się na nie i słyszę: "miauuu". Wbija pazury w kolano i domaga się reakcji. Myślę sobie: "przecież nie wyrzucę dobrej kiełbasy". Postanawiam użyć sposobu. Kiedy koty nie zjadają resztek i coś zostaje w misce, udają, że jest pusta. By zjadły trzeba im dosypać nowej karmy lub z czymś wymieszać. Zrobiłam więc takową potrawę: saszetka Whiskasa (kurczak w galarecie) + drobno pokrojona kiełbasa Sokołów, całość wymieszana, połączona ze sobą. Nie będą mi tu koty grymasić ;)

Moryc pierwszy wystartował do miski, Kocisława za nim. Po chwili patrzę, a tam sajgon przy misce. Kocisława wylizuje brzegi, zaś Moryc wyciąga kawałki kiełbasy. "Rzuca" je na podłogę, po czym wylizuje "kurczaka" i galaretkę. Kawałki kiełbasy walają się po podłodze, a kociaki w najlepsze zjadają resztę. Szok.
Hmm...
Szczerze powiedziawszy zastanawiam się czy z bigosem nie zrobić podobnie....
Zwierzęta są bliżej natury. Wierzę, że mają instynkt co powinny zjeść, a czego nie. Wcale, ale to wcale nie spodobał mi się fakt, że kiełbasy z Sokołowa nawet kot nie ruszy.

Tak, dobrze czytacie. Mój kot, mistrz pierwszego planu. Dosłownie na chwilę go zostawiłam, a on wskoczył na łóżko i jakby nigdy nic spojrzał na mnie wymownie. W takich warunkach odbywała się ta sesja zdjęciowa :)

Dzisiaj chciałabym podzielić się z Wami moimi kosmetycznymi odkryciami. Będą to produkty w większości polskich firm. Już na wstępie chce się rzec: dobre bo polskie! Przyznam szczerze, że ostatnim roku bardziej łaskawie przyglądałam się poczynaniom naszych rodzimych firm niż zagranicznym koncernom. Dzięki temu udało mi się odkryć prawdziwe perełki.

Tusz do rzęs

Wiadomo jak trudno trafić na dobry tusz do rzęs. Taki, który nie robiłby nam pod oczami pandy, nie kruszył się i nie osypywał. Dobrze gdyby też nasze rzęsy nie wyglądały jak pajęcze nóżki. Absolutnie nie może rzęs sklejać. Ten spełnia te warunki. Dodatkowo bardzo ładnie podkręca i unosi rzęsy. 
Producent: Wibo. Koszt: 9 pln


Serum do rzęs

Od jakiegoś czasu panuje moda na długie, podkręcone  rzęsy. Trudno się dziwić, nie znam żadnej kobiety, która o takich nie marzy. Dużo osób wybiera przedłużanie rzęs, które dość mocno niszczy i osłabia nasze naturalne włoski i po zdjęciu nie wyglądają już tak czarująco. Osobiście nie zdecydowałam się na zabieg przedłużania tylko skoczyłam po serum do apteki. Ten produkt wydłużył moje rzęsy i je zagęścił oraz wyrównał ich kolor na całości, dzięki czemu pozbyłam się jaśniejszych końcówek!
Producent: L'biotica. Koszt 13 pln


Puder

Moje odkrycie roku. Antybakteryjny puder zapobiegający tworzeniu się wyprysków. Posiadam w kolorze 02. Produkt ten przeznaczony jest do cery trądzikowej, z niedoskonałościami. Nie tworzy maski, ładnie wyrównuje cerę, nie zatyka porów, matuje skórę na dobrych kilka godzin. Ładnie się trzyma i utrwala makijaż.
Dystrybutor: Rossmann. Koszt 8 pln


Róż

Bardzo dobry róż. Daje lekkie, satynowe wykończenie, trudno z nim przesadzić. Róż ma idealną pigmentację, nie za lekką i nie za mocną. Formuła pozwala uzyskać jednolity, muślinowy kolor. Dostępny w pięciu odcieniach kolorystycznych. Trwały i wydajny.
Producent: Bell. Koszt 10 pln



Szminka

Ostatnio moje błyszczyki poszły całkowicie w kąt od kiedy odkryłam te szminki. Na pierwszy rzut idzie mój zdecydowany numer 1 - szminka Vitamin Coctail. Jest cudownie kremowa, w pięknym kolorze i bardzo dobrej jakości. Bardzo dobrze utrzymuje się na ustach nadając im delikatny połysk. Zawiera filtry ochronne UVA i UVB.
Producent: Hean, koszt 12 pln






Szminka 2
Nawilżająca pomadka do ust. Posiadam w kolorze 09 Flexy Rouge. Tutaj troszkę gorsza trwałość, ale nadal warta wypróbowania.
Producent: Pierre Rene. Koszt 15 pln




Krem

Effaclar Duo - krem eliminujący zmiany trądzikowe. Jest to najlepszy krem jaki miałam jeśli chodzi o zwalczanie niedoskonałości cery. Przy systematycznym stosowaniu pory są odblokowane, a zapalne zmiany zredukowane. Skóra jest gładka i oczyszczona. Krem długotrwale przywraca równowagę skórze.
Producent: La Roche Posay. Koszt ok. 40 pln







Dobrnęliśmy do końca i Moryc zasnął.




























Kochani, 
Witam serdecznie w Nowym Roku! Dziękuję za piękne życzenia i po cichu liczę, że się spełnią. Święta minęły szybko, a zaraz po nich ogarnęła mnie jakaś niemoc. Może z przejedzenia, a może to kiepski biorytm? Zwał jak zwał. Za to nasza mała Neli ma energii co najmniej za dwóch, ale jak widać i jej zdarza się słabszy moment ;)


A Wam jak rozpoczął się ten rok?