Sklepowe zjawy

/
28 Comments
Dzisiejsze zakupy zainspirowały mnie do napisania tego posta. Zacznę może od miejsca, które wszyscy "uwielbiamy". Poczta Polska. Idąc na pocztę często można zaobserwować taki obrazek. Kolejka (10-20-30) osobowa, długa, zirytowana i zakręcona. Jedno okienko otwarte, a w nim pani przystawiająca cztery pieczątki na sekundę. Harująca jak wół, uczynna, można powiedzieć "pracowita jak mrówka". Obok cztery inne okienka w których siedzą cztery mamałygi. W okienku dumna karteczka "nieczynne", a mamałygi udają, że pracują. Wpisują (zdaje się patrząc z boku) jedną literkę na minutę. Długo i dokładnie szukają na klawiaturze następnego znaku. Wyraźnie widać, że praca je męczy. Tłum klientów nerwowo drepce z nogi na nogę. Ale to poczta. Czas na poczcie zwalnia. To inna czasoprzestrzeń.
Świat dookoła pędzi, zmienia się, przeistacza.
Tam trwa wooolnaa, wytężona praaaaaca.

Inny wariant tej rzeczywistości oferują różne sieciowe drogerie. "Super-zastanawiam się-Pharm" oraz "nie jestem od tego-HEBE". Powiedzmy, że idziemy kupić szminkę czy inny kosmetyk. Przy stoisku z tymi produktami czają się gotowe do skoku gepardy. Pięć sekund po spojrzeniu na półkę już nas atakują z pytaniem "czego nam potrzeba", "jakiego koloru szukamy" czy też pospolite "w czym mogę pomóc?"
Pół kosmetycznego wszechświata dalej, wybieramy szampon. Pytanie do przechodzącej ekspedientki brzmi "czy macie szampon na wypadanie włosów xxx?"
Słyszymy odpowiedź:
- "a co to jest xxx ?"
- "ja nie jestem z tego działu"
- "nie znam się, ja jestem od karty lifestyle" :)

fot. twoje-wiesci.pl

Niezrażone prosimy o skierowanie do specjalistki do spraw szamponów. I czekamy, czekamy, czekamy, czekamy. Dziewczyny nie ma co się irytować... - To musi potrwać!
Specjalistka ds. szamponu jest na ogół najbardziej zapracowaną osobą w sklepie. Mamy 90% szansę, że właśnie siedzi na kasie. I klika, klika, klika. Milion produktów na godzinę potrafi skasować (znaczy "zczytnikować") i NIE PODEJDZIE do nas, zanim nie obsłuży kolejki. To logiczne. Ja bym nie chciała podchodząc do kasy z zakupami spotkać wybiegającej ekspedientki, która pędzi na koniec sklepu odpowiedzieć komuś na pytanie. Dlatego cierpliwie, czekając na obsługę, idziemy do działu farb i pytamy się o farbę do włosów. 
Słyszymy:
- "ja jestem tu stażystką"
- "ja jestem z działu kremów i analiz"
lub pospolite "jak nie ma na półce to nie mamy".

No dobra, to może dział szczotek.
- "Przepraszam, czy ta szczotka jest z prawdziwego włosia, czy sztucznego?" (to oczywiście my).
Ekspedientka mierzy nas czujnym, taksującym wzrokiem, jakby po ubraniu chciała ustalić czy nas na to stać.... Na prawdziwe włosie szczotkowe, of course :) Po czym bierze do ręki szczotkę, czyta etykietę, brwi wędrują w górę ze zdziwienia, że tam nie jest to napisane. Kiedy naciskamy - improwizuje "wygląda na prawdziwe, ja nie wiem, ja tu się zajmuję kosmetykami do pielęgnacji.... może koleżanka (w domyśle ta zapracowana na kasie) będzie wiedziała".

Nie wiem jak to się dzieje, ale czasami mam wrażenie, że w niektórych sklepach pracują tylko:
a) robo-copy na kasie
b) stażyści
c) pracownicy wybitnie pierwszy dzień w pracy
d) panie z jakiegoś absurdalnego i niepotrzebnego nam w tym momencie działu.

Tak się czasami zastanawiam czy pracowników można klonować? Wszystko na to wskazuje. Ten sam zestaw odpowiedzi nie może być przypadkowy! Oh my God! Słyszałam, że klonują owce, ale żeby ludzi? Zdecydowanie muszę więcej czytać. Dlatego z tego miejsca pozdrawiam nieliczne pracujące na cztery zmiany panie :) Nie pozdrawiam zaś wszelkich sklepowych wolnych elektronów, krążących bezwładnie pomiędzy nami/regałami/manekinami/szafkami w wielkiej sklepowej galaktyce. Nie ma się z czego śmiać... Taki wolny elektron to musi się sporo napracować by na nic nie wpaść... To cięęężka wytężona praca i wielka sztuka uników...

Ps. Jak to dobrze ze niedługo święta, później czas zwolni, łatwiej będzie coś kupić :)




You may also like

28 komentarzy:

  1. Ja nigdy nie mam z tym problemu, gdyż zawsze wiem po co idę : biorę to co mam kupić i nie pytam nikogo o zdanie w tej sprawie. 22 lata żyję i nigdy nie czułąm takiej potrzeby xD A panie w sklepie nie wiedzą takich rzeczy ponieważ znacząca ilość klientów moim zdaniem ma podobnie jak ja nie wypytując o takie rzeczy. Więc siłą rzeczy ich się takich rzeczy nie uczy, a jeśli one są tam dajmy na to z takiego powodu, że dostały tą pracę bo dostały a chciałby robić co innego więc nie dochodzą histori tworzenia i zastosowania każdego produktu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wychodzę z założenia, że jeśli lubi się to co robi to doskonali się swoją wiedzę by móc innym jak najlepiej doradzić bo chyba po to właśnie tam są. Ale pewnie masz rację, że dla większości to jest praca tymczasowa i nie wkładają w nią większego zaangażowania :(

      Usuń
  2. Ja widząc pędzącą do mnie anyylope w sklepie gotową wcisnąć mi cokolwiek ... zawsze mówię dziękuje. Zawsze sama do wszystkiego dochodzę i czytam i nawet nie chce czyjejś pomocy w sklepie. To mnie strasznie irytuje ... Lubie sama poszukać,sama poczytać i sama kupić ;) Jeden każdy jest inny i gdy potrzebuje pomocy personel powinien byc przygotowany ...
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie to także irytuje, ale jeśli już pytam to oczekuję fachowej porady. W końcu ja w swojej pracy zawsze staram się być profesjonalistą.

      Usuń
  3. ja zawsze mówię nie dziękuję jeśli chodzi o pomoc... bo jak z pomocy korzystam to niestety źle na tym wychodzę

    OdpowiedzUsuń
  4. hahhaahah ja się zazwyczaj nikogo nie pytam tylko sama sobie czytam i analizuję bo te za przeproszeniem "france po zawodówce" ( z całym szacunkiem dla osób z wyk. zawodowym) to mniej od przedszkolaka wiedzą. Stoi to takie biedne i się kręci, miota bo ona z innego działu, dokładnie tak jak piszesz.
    Znam te sytuacje, znam... I wiedz że to problem nie tylko polski.
    Chociaż jak się pójdzie do trochę "lepszego" salonu to jednak babki mają pojęcie i potrafią doradzić, a nie koniecznie wepchnąć produkt. W moim miasteczku gdzie się wychowałam była tylko jedna dziewczyna w drogerii (nie sieciowej) która od samego początku (pamiętam jak zaczynała staż) interesowała się tym co ma na stanie. Potrafiła w miarę rozsądnie doradzić, odradzić, polecić, przeanalizować, nie wybałuszała oczu na kwasy hialuronowe, kolageny i inne vitaminy. Dzisiaj (dekada później) jest kierownikiem działu, szkoli innych pracowników... Więc okazuje się że jak się chce to jednak można. Tylko tego chciejstwa niestety często brakuje!

    pozdrawiam Cię serdecznie!! // k

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, smutne jest to, że ludzie sami nie chcą się uczyć, rozwijać, że tkwią w pracy, która ich nie interesuje/nudzi/męczy. Nieraz widzę minę cierpiętnicy i z takiego sklepu szybko wychodzę. Najgorsze jest to wzdychanie gdy trzeba coś pokazać, przynieść itp. Mało jest osób zaangażowanych, z ambicjami, które od sprzedawcy potrafią dojść do kierownika działu czy sklepu. Prawda jest taka, że wszędzie da się wybić jeśli się tylko chce. Jakież te zakupy mogłyby być przyjemne gdyby z taką panią dało się wymienić kilka wartościowych zadań..

      Usuń
  5. a ja zazwyczaj nie pytam o radę, wchodzę wychodzę i po sprawie:) w ogóle to nie znoszę zakupów:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Starałam się kiedyś o pracę w jednej drogerii i to w sumie jest pracownikom narzucone z góry, takie atakowanie klienta (kierownic/szef tak każe i basta), ledwo stopę w sklepie postawi ;) Sama osobiście tego nie cierpię! Wychodzę z założenia, że jeśli będę się chciała czegoś dowiedzieć/poradzić to sama zapytam :) Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są zasady sztywno ustawione, ale zawsze da się je przystosować do zaistniałej sytuacji i zmienić swoją sztywną postawę na bardziej ludzkie podejście do klienta :)

      Usuń
  7. Również nie lubię, jak mnie ktoś pyta "moge w czymś pomóc?" - to takie irytujące. tym badziej, że jestem raczej osobą odważną w sklepie, więc jak mam problem to sama zapytam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale mogę się założyć, że jak już zapytasz to i tak nie otrzymasz satysfakcjonującej odpowiedzi, prawda? ;)

      Usuń
  8. I ja nie lubię, gdy tylko wchodzę i już widzę ten wzrok i czuję, że zaraz padnie pytanie "czy mogę w czymś pomóc ? " .Rozumiem, że te osoby są w pracy i wykonują ją między innymi w ten sposób, ale jest to niezwykle irytujące. Zwłaszcza, że naprawdę nie zdążysz się rozejrzeć a pytanie pada już. Poza tym jak mam problem to zawsze sam podchodzę i pytam, proszę o pomoc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może właśnie gdyby te osoby miały trochę wyczucia i nie pytały na wstępie to byśmy tego w ten sposób wszyscy nie odbierali, a tak efekt odwrotny od zamierzonego.

      Usuń
  9. I to nie tylko w sklepach ,ale iw restauracjach,na stacjach...W PL (NIE MÖWIE ZE WSZYSCY TAK ROBIA) spotykam sie z malo uprzejma obsluga.Najlepiej przeprosic,ze sie w ogöle cos chce...
    To przykre..bo otrzymuja za to pieniadze.To tak samo,gdyby piekarz nie dodal maki podczas üpieczenia chleba bo byl zdenerwowany,ze musi piec....
    Sa jednak mile ekspedientki...mile kelnerki i mily pan na stacji benzynowej...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale przypomniałaś mi polską rzeczywistość. Nie ma znaczenia, czy potrzebuję porady, czy nie, personel powinien być przygotowany na najbardziej zwariowane pytania najbardziej dociekliwej klientki. W Irlandii, przynajmniej tu gdzie mieszkam, jest inaczej. Podstawowa odmiennością jest fakt, że szef/właściciel pracuje na równi z personelem. W moim lokalnym sklepie (dość duży sklep samoobsługowy) właścicielka od świtu wykłada towar na półki, wita klientów (cóż, na wsi wszyscy się znają) i ma oko na personel. Jak chciałam kartki urodzinowe, które "kiedyś stały na stojaku, o tam, w tamtym rogu!", a które już wyscofano ze sprzedaży, to pani z kasy posłała stażystę, by przeszperał magazyn i przyniósł co znajdzie. Po kilku minutach wrócił z kilkoma kartkami, które nie sprzedały się i mogłam je kupić!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, za granicą jest inaczej i przyjemniej się robi zakupy. Zauważyłam też, że przychylnym okiem patrzy się na sklep w którym pracuje właściciel i dogląda wszystkiego. Jemu zawsze zależy! Bolączką przedsiębiorców w Polsce są właśnie pracownicy bo ciężko znaleźć takiego prawdziwie oddanego pracownika, który się będzie starał.

      Usuń
  11. Ja bardzo nie lubię dwóch rzeczy: wspomnianego oblegania przez ekspedientki - nie zdążysz spojrzeć na stoisko i już oferowana jest pomoc (ja znam to z Douglasa akurat), patrzenie jak na potencjalnego złodzieja (głównie przez ochroniarzy, ale tam gdzie ich nie ma to przez ekspedientki - znam z Natury)...

    OdpowiedzUsuń
  12. To lubię w UK, że zazwyczaj obsługa jest super miła, a po odejściu od kasy w Sainsbury's czuję się jak Król Życia ;) niby mała rzecz a cieszy, zwykła grzeczność!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzeczność plus uśmiech i od razu czujemy się lepiej.

      Usuń
  13. Bardzo dobry wpis!
    Mi z kolei przypomniały się restauracje na Wyspach Kanaryjskich. Kelnerzy wyłapują przechodniów, kuszą, zachęcają. A kiedy już zajmiesz miejsce przy stoliku mają Cię centralnie w dupie. Okazało sie że mają premię za zapełnioną salę, im więcej stolików zajętych tym lepsza płaca.

    OdpowiedzUsuń
  14. Może dostają ściągawkę z odpowiedziami. Pamiętam jak kiedyś pracowałam z klientami w pewnej sieci komórkowej. Potwierdzając numer dowodu czy cokolwiek literując klientowi musiałam mówić te imiona, które uznawał nasz trener coache.. inaczej zabierali nam po premii 'za gafy'. Ale ja ostatnio takiej nerwicy dostawałam próbując klupić grzejnik. godzina w sklepie, 10 pracowników, nikt nic nie wiedział, bo zgubil się karton z opisem grzejnika..

    OdpowiedzUsuń
  15. przypomina mi sie scena z pretty women - w jakiej cenie ta sukienka ? Jest BARDZO DROGA!

    OdpowiedzUsuń
  16. Takie trudne pytania? No nie na ten czas. ... zdecydowanie nie na ten.
    Nie lubię jak mnie dopadają i nie lubię gdy muszę szukać ekspedientek by o coś zapytać. Jeszcze gorzej gdy nie potrafią odpowiedzieć na pytanie.
    Czy my za dużo wymagamy?

    Sytuacja pocztowa, nasuwa się wniosek, są ci co pracują i co udają że pracują.

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny wpis i interesujący blog. W całej masie nijakich modowo-kulinarno-"lajfstajlowych" blogów Twój jest po prostu ciekawy... :-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Niestety, rownie dobrze w brakujace miejsca mozna wstawic, zamiast Poczta Polska- Oficina de Correos; zamiast Super Cos Tam krotkie- Boots.
    Nie wiem co mnie drazni bardziej, baardzo moocno zajeta pani na poczcie czy panienka doskakujaca do mnie juz w drzwiach pytajaca w czym moze pomoc? Co sie tyczy pan z poczt calego swiata, to nie wiem na jakiej zasadzie sa dobierane, ale zawsze pasuja do roli idealnie, natomiast jesli chodzi o te pantery, ,zy gepardy, to owszem wiem, taka polityka firmy, panienka ma gleboko w ...mnie i to czy mi moze pomoc , ale agresywna polityka firmy kontoluje to jak i kiedy panienka odezwie sie do klienta. U mnie osobiscie pytanie: czy mozna mi w czyms pomoc w sekunde po wejsciu do sklepu, wywoluje atak paniki i odruch szybko stad uciec, co zreszta czynie z reguly. Na widok maila z .... (wstawic cokolwiek) zaczynajacego sie slowami: Monika, coc tam cos tam, zoladek podchodzi mi do gardla, bo okazuje sie ze jestem w wielkiej zazylosci z Amazonem, EasyJetem, VirginMedia i takimi tam. PS. Jutro robie kolejne podejscie do kupna prezentow swiatecznych, w ostatnia sobote sie poddalam i nie kupilam nic.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i za komentarz!
Odwiedzam komentujących, więc nie ma potrzeby reklamować mi swojego bloga.