Reni-kurde felek-erki czyli mikołajkowe zakupy męskim okiem

/
16 Comments
Cześć wszystkim :)
To ja "Trajbajowy" Święty Mikołaj.
Jak już pewnie wiecie, odpowiadam za część poprzedniego posta (tą skarpetkową oczywiście). Moja kobieta ma obecnie nową pasję. To zamiłowanie nazywa się teraz "Reniferkomania". Trajbajowa otacza się renifero-gwardią, a Wy Drodzy Czytelnicy, jak widzę, jeszcze ją w tym dopingujecie. Pod poprzednim postem w komentarzach padło pytanie: "gdzie te piękne, ciepłe i niepowtarzalne skarpety kupiłem?".

fot.loveit.pl

Mogę powiedzieć gdzie ich nie kupiłem. 
1) Nie kupiłem ich w galerii handlowej (tam zaglądam wyłącznie jeśli galeria handlowa stoi mi na drodze i by ją ominąć musiałbym nadrobić drogi). We wszelkich galeriach wyznaje zasadę 3 sklepów. Pierwszy wybrany do którego jadę coś kupić, drugi z podobnej branży gdzie mogę zajrzeć i trzeci kiedy coś wpadnie mi w oko. Później wychodzę. Niezależnie ile tysięcy ciekawych sklepów można by w takiej galerii odwiedzić, po pół godzinie zaczyna mnie to:
a) nudzić,
b) męczyć,
c) strasznie tam zawsze gorąco,
d) czuje te wszystkie sztuczne zapachy, które wypuszczają na klientów sklepy. Zapachy skomponowane tak by zwiększyć sprzedaż. Na szczęście na mnie jako na faceta one nie działają. Zapachy w galeriach są skomponowane głównie po to by pobudzić receptory zakupowe u kobiet, tym niemniej ja je czuję i mam ochotę wyjść.

2) Nie kupiłem renifero-skarpetek w sieciówce. Ubrania z sieciówek są na ogół kiepskiej, niemal "jednorazowej" jakości. Wszelkie dodatki, gadżety są mało odkrywcze, a ich cena jest w większości przypadków przesadzona. Nie za bardzo uśmiecha mi się także kupować rzeczy wytwarzane w Chinach czy Bangladeszu, szyte przez dzieci w obozach pracy, po to by jakiś koncern za podkoszulek wyprodukowany za 3 złote sprzedawał go później za 49 pln.

3) Nie kupiłem ich także w modnym sklepie internetowym czy stacjonarnym. Takie miejsca dla mnie po prostu nie istnieją. Kupuje daną rzecz jeśli mi się podoba. To, że sklep jest modny, czy też to, że połowa miasta zachwyca się danym produktem i w nim chodzi mnie raczej zniechęca. Jeżeli prezent ma być fajny trzeba go robić z sercem. 

Czasami idąc ulicą spotykamy różnego rodzaju małe sklepiki. Odwiedzany sklep nie zawsze kojarzymy z udanym zakupem. Zdarzyło mi się kupić odlotowe, kolorowe lampki na choinkę w sklepie narzędziowym. Jedwabny szalik w sklepie z czapkami (4 ściany od podłogi do sufitu nakrycia głowy + jeden unikalny szalik). Piękny azjatycki imbryk do herbaty w orientalnym sklepie z kosmetykami itd.

Tym razem było podobnie. Idąc ulicą zobaczyłem panią jakich wiele w polskich miastach. Sprzedająca ze stolika turystycznego wkładki do butów (dobrej jakości wkładki, takie na lata, nie zaś marketowy badziew), sznurówki (mocne, na co najmniej 1-2 sezony) + mega ciepłe reniferkowe skarpetki. 
Kupując patrzę często na jakość. Wolę zapłacić więcej i dostać więcej :) Wiem, że dobra jakość ma swoją cenę i tak było tym razem. Rozumiem, ze większość społeczeństwa zachłysnęła się wszelkimi modnymi miejscami, sieciówkami czy galeriami handlowymi. Spoko, takie miejsca też są potrzebne. Często jednak prawdziwe perły znaleźć można w sklepach, które o dany towar byśmy nie podejrzewali. Warto się rozglądać, mieć oczy szeroko otwarte i korzystać z okazji. Jeśli coś nam się podoba, jeśli uważamy, że ukochana osoba na to zasługuje - idźmy za głosem serca. Porzućmy chłodną kalkulację, racjonalizm czy wszędobylskie "jutro tu wrócę". "Jutro będzie futro" jak mówi mądre przysłowie ;)

Idealny prezent mikołajkowy/gwiazdkowy/imieninowy/urodzinowy powinien być efektem i przemyśleń i spontanicznych zakupów. Takie prezenty są najlepsze! :)



You may also like

16 komentarzy:

  1. Nie sądziłam, że za reniferowymi skarpetkami stoi cała, długa historia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Szczera prawda ...najlepsze może nas spotkać tam, gdzie wcale się tego nie spodziewamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to tym bardziej uważam skarpety za WYBITNE :)
    A z tym "jutro będzie futro" całkowita racja, bo zazwyczaj jutro jak już przemyślimy i dojrzejemy i na gwałt chcemy to ani futra ani nic ;/
    xoxo

    OdpowiedzUsuń
  4. Coś ze mną nie tak, bo na mnie sklepowe "zapachy" też nie działają. Tzn. działają tak, że wychodzę ;)

    Fajnie poczytać o reni-pierdu-ferkach z męskiej perspektywy :) Pozdrówka!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jakie fajnie może być czasem to męskie oko! :)))

    OdpowiedzUsuń
  6. a galerie są naprawdę męczące, głośne, wielkie i gorące błeeeeeeee :)
    się postarał Mikołaj :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Generalnie jest tak, ze gdy mamy coś w planie, to zazwyczaj nie udaje nam sie tego kupic, a gdy nic nie planujemy takie okazje i cukieraski sam nam w ręce wlatują i az się proszą o przygarnięcie ;)
    Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego ja już dawno przestałam planować :) Kupuję jak coś wpadnie mi w oko :)

      Usuń
  8. podpisuję się pod tym tekstem obydwoma rękami! w najbardziej nieoczekiwanych miejscach możemy spotkać najfajniejsze rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie i przede wszystkim mądrze napisane - pozdrawiam Pana Pani Trajbajowej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. po przeczytaniu tego posta pokochałam Twojego bloga! zgadzam się, że często w miejscach gdzie zupełnie sie nie spodziewamy znajdujemy prawdziwe perełki i są to oryginalne rzeczy! Zostaję na dłużej obserwując, pozdrawiam serdecznie :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie muszę podwójnie podziękować Mikołajowi :) Pozdrawiam ciepło! :)

      Usuń
  11. No i właśnie za to kocham te małe ( i wydawałoby się, że niepozorne) sklepiki! :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i za komentarz!
Odwiedzam komentujących, więc nie ma potrzeby reklamować mi swojego bloga.