Nasza Kocisława

/
3 Comments

Był zimny listopadowy dzień. Właśnie zaczął prószyć pierwszy tej zimy śnieg. Pod nasz dom przyszedł wygłodzony, zmarznięty, mały kotek. Był taki mały i bezbronny, więc postanowiliśmy przyjąć go pod nasz dach i dać mu taki prawdziwy, ciepły dom.
Ktoś tego kotka musiał wyrzucić. Był bardzo przestraszony, dziki i nieufny.
Na powitanie w ramach samoobrony wbił M. w dłoń swoje zęby jak w kawałek salami.
Pierwsze dni kotek spędzał przy grzejniku, pod stołem chowając się przed ludźmi.
Bał się wyjść ze swojego schowka na otwartą przestrzeń.
Minęło już kilka miesięcy, a naszej koci to chowanie się po kątach zostało :)

Schronienie


"Wyjść z bazy czy nie wyjść?" - oto pytanie :)


  Z czasem było coraz lepiej. Coraz więcej zabawy, zaufania.

Nasza Kocisława na swojej ulubionej karimacie


Błogi odpoczynek po zabawie


Ta mała kotka zmieniła nasz dom.  Sprawiła, że z radością patrząc na siebie mruczymy z zadowolenia :)





You may also like

3 komentarze:

  1. Ale jest słodka :) Uwielbiam kociaki ! :D
    My również przygarnęliśmy kociaka jesienią bo gdybyśmy nie dali Gustawowi domu to pewnie już by nie żył... Jak to cudownie otwierać swoje serce na pomoc zwierzakom ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie! :) Nie mogliśmy postąpić inaczej. Teraz jest naszą radością :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ale piękny kociak ♥

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za odwiedziny i za komentarz!
Odwiedzam komentujących, więc nie ma potrzeby reklamować mi swojego bloga.