Był zimny listopadowy dzień. Właśnie zaczął prószyć pierwszy tej zimy śnieg. Pod nasz dom przyszedł wygłodzony, zmarznięty, mały kotek. Był taki mały i bezbronny, więc postanowiliśmy przyjąć go pod nasz dach i dać mu taki prawdziwy, ciepły dom.
Ktoś tego kotka musiał wyrzucić. Był bardzo przestraszony, dziki i nieufny.
Na powitanie w ramach samoobrony wbił M. w dłoń swoje zęby jak w kawałek salami.
Pierwsze dni kotek spędzał przy grzejniku, pod stołem chowając się przed ludźmi.
Bał się wyjść ze swojego schowka na otwartą przestrzeń.
Minęło już kilka miesięcy, a naszej koci to chowanie się po kątach zostało :)

Schronienie


"Wyjść z bazy czy nie wyjść?" - oto pytanie :)


  Z czasem było coraz lepiej. Coraz więcej zabawy, zaufania.

Nasza Kocisława na swojej ulubionej karimacie


Błogi odpoczynek po zabawie


Ta mała kotka zmieniła nasz dom.  Sprawiła, że z radością patrząc na siebie mruczymy z zadowolenia :)




Wychodzimy z domu na spacer. Wieczór. 
Do ulicy parę kroków pod górkę.Wchodzę na chodnik, M za mną.
Jakaś dziewczyna prawie wpada na nas i mówi do M: "Cześć!" .
Ja na to: Znasz ją?
M. zdziwiony: Nie.
Po chwili...
Ja: Jak to nie???
M: Wiesz co, ona powiedziała "cześć" bo ja idąc kiwałem głową! :)






Dziś z przerażeniem w oczach mówię do mojego M:
"Matko, tu mi się mnożą nowe foldery na pulpicie. Zaraz mnie zakopią!" ;)

Nastała wiekopomna chwila - czas na ich porządkowanie.
Nie lubię tego, wrrr. Nawet nie wiadomo kiedy, a znów jest bałagan.
Ale dzięki temu znalazłam trochę inspiracji na wnętrza z pomysłem. Oto one.


Ach te kolory! Potrafią zbudować nastrój!

Pepitka inaczej...czemu nie?

Urok surowego drewna.

Lustro ♥

"Drugie życie".

Nie tylko dla rowerzystów ;)
/fot. pinterest.com/


Ja zakochałam się w tej łazience! Uwielbiam jazdę na rowerze, a ten pomysł jest niesamowity w swej prostocie. Co sądzicie?




Uwielbiam kawę. Mniam, mniam, mniam :)
Jej zapach, smak, aromat oraz tą przyjemność delektowania się. Moja kawa nie może być nudna. Podobnie jak i w mojej kuchni tak i w kawie musi się coś dziać. Dlatego bardzo często eksperymentuję. Ostatnio klasyczne latte z warstwami z dodatkiem cynamonu, ale zwykle tą porą roku króluje u mnie rozgrzewająca kawa z kardamonem.

Kawa z kardamonem przyprawia mnie o "kolorowy zawrót głowy". ;)
Taka kawa nie tylko rozgrzewa, ale także pobudza, poprawia nastrój, jest też afrodyzjakiem.




Kardamon poprawia pamięć i koncentrację, wzmacnia mięsień serca, poprawia trawienie, korzystnie wpływa na funkcjonowanie wątroby.


Jak taką kawę przygotować?

Należy kupić ziarenka kardamonu, najlepiej w całości (w ten sposób nie straci on swego aromatu i smaku). 
Z suchych, zielonych strączków starannie wybieramy małe, czarne ziarenka. 
Kawę (sypaną) parzymy w dzbanku, dosypując do niej rozgnieciony kardamon. 
Proporcje: dwie czubate łyżeczki kawy i ziarenka z 2-3 strączków kardamonu na duży kubek kawy.
Kawę parzymy przez 5 minut. W tym czasie w małym garnuszku podgrzewamy mleko. Zaparzoną kawę przelewamy do dużego kubka (albo grubej szklanki np. do latte), dolewamy mleka do pełna.
Kawę można dodatkowo posłodzić miodem.




Smacznego!!!

Z oknem niesamowicie biało, prószy drobny śnieżek, a ja zapragnęłam kolorów!
Wiem, że zima, że mróz i śnieg, ale nie mogłam oprzeć się magii tych zdjęć, które dziś znalazłam w moich starych folderach i które tak bardzo chcę Wam pokazać.
Przenieście się teraz oczami wyobraźni w ciepły wakacyjny wieczór i rozmarzcie się ze mną.
Cieplej, prawda? :)

Zdjęcia zostały zrobione na Dwudniakach (kompleks kilku zbiorników wodnych położonych kilkanaście km od ścisłego centrum Tarnowa). Miejsce dobrze znane Tarnowianom, ale mam wrażenie, że tylko im ;) 

Dwudniaki koło Tarnowa

Ciepły wieczór nad wodą

Człowiek i natura

Uchwycić chwilę

Ulotne pejzaże


Jak tam trafić? Bardzo łatwo.



...byle do wiosny :)

W ten wyjątkowy dzień zadaję sobie pytania:

Czy wystarczająco dbam o ludzi starszych? O moją kochaną babcię?
Czy poświęcam jej wystarczająco dużo czasu?
Czy nie zapominam o niej w natłoku codziennych spraw?


Trudno się z tym nie zgodzić. 


Moja babcia to najukochańsza osoba na świecie. 
Dziękuję za to, że Ją mam!



Zawsze gdy odwiedzam różne miasteczka wypatruję małych sklepików np. zielarskich. Nie tylko dlatego, że lubię pić prawdziwą herbatkę miętową, ale dlatego, że w takich miejscach zawsze znajdę coś ciekawego. Coś co przykuje moją kobiecą uwagę, coś czego nie znam i czego nie znajdę w sieciowej drogerii. 
Tym razem było podobnie. 
Moją uwagę zwróciły kosmetyki opatrzone znakiem „Iwoniczanka”. Do tej pory Iwonicz Zdrój kojarzył mi się z uzdrowiskiem dla osób w podeszłym wieku i oczywiście wodą mineralną oraz solankami. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z ich kosmetykami. Moje zdziwienie było dość duże jak zobaczyłam, że jest tego całkiem sporo.

Mój wybór padł na szampon do włosów (od czegoś trzeba zacząć).

Szampon zawiera leczniczą wodę z Iwonicza Zdroju bogatą w mikro i makro-elementy. Koszt 17,99 zł

Skład. Niestety zawiera SLS, więc będę go stosować raz w tygodniu.





Po przeglądnięciu kosmetyków do włosów przeszłam do pielęgnacji ciała. I tu skusiłam się na produkt, który już znam. Produkt, który przynosi ulgę zmęczonym nogom. 


Żel ma obkurczać naczynia krwionośne, koszt 15,90 zł


Skład: Aqua, Propylene Glycol, Glycerin, Polysorbate 20, Polyglyceryl-3 Methylglucose Distearate, Octylstearate, Paraffinum Liquidum, Dimethicone, Carbomer, Stearyl Alkohol, Triethanoloamine, Aescus Hippocastanum Extrakt, Plantago Laneolata Extrakt,Ginkgo Biloba Extrakt, DMDM Hydantoin, Allantoin, D’Panthenol, Parfum. 

Czy ten żel obkurcza rzeczywiście naczynia krwionośne to nie jestem w stanie stwierdzić, ponieważ po zużyciu jednego opakowania nie zauważyłam tego. Gdyby tak było ten produkt byłby zbawienny dla osób borykających się z "pajączkami" na nogach. Na pewno dam znać po skończeniu tego opakowania.

Czy znacie te produkty? Dajcie znać.




Dzisiejsza rozmowa z M.
Ja piszę posta na FB i pytam: "utożsamia, przez jakie ż?"
M. na to odpowiada: "u otwarte".

My kobiety lubimy mówić. Codziennie wyrzucamy z siebie tysiące słów. Jak wyliczyli naukowcy, wypowiadamy ich dziennie od dwóch do ośmiu tysięcy! Cenimy słowa i traktujemy je jak nagrodę. Obsypujemy nimi, jeżeli czujemy się z kimś dobrze, w szczególności jeżeli darzymy tę osobę ciepłymi uczuciami. 

Mężczyźni mają inaczej. Oni wypowiadają słowa głównie wtedy gdy mają coś ważnego do przekazania, chcą coś osiągnąć czy załatwić z kimś daną sprawę. Dla nich mówienie jako forma okazywania uczuć, emocji - jest niczym daleki nieznany ląd.
Kiedy kobieta mówi, mężczyzna jej słucha i ocenia wagę usłyszanych informacji.
Jeśli to co mówimy jest trywialne i dotyczy oczywistych, potocznych spraw, nasi panowie zaczynają się wyłączać. Szczególnie jeśli są czymś zajęci. 
My kobiety skupiamy się na wielu drobnych sprawach równocześnie, mężczyźni rozwiązują naraz jeden duży problem. Skupiając się na pracy wygłuszają wszelkie nieprzydatne do rozwiązania problemu sygnały.
Jeśli przerwiemy swemu facetowi pracę, która w danym momencie wykonuje efekty mogą być różne.
Możemy otrzymać radę jak rozwiązać nasz problem (to, że się żalimy nie oznacza, że mają nam pomóc, ale oznacza, że chcemy się wygadać). Możemy być świadkiem złości, irytacji czy roztargnienia....




Ja otrzymałam dziś dużą dawkę humoru i uśmiecham się na samą myśl o tym od rana :)



    Nic tak nie cieszy w te zimowe dni jak polowanie na tani ciuszek. Kiedy wszyscy szaleją na wyprzedażach w Zarze i "korzystają" na przecenach typu "z 199 pln na 99" ja buszuję w ciucholandzie. Nie dlatego, że gardzę galeriami handlowymi i sieciówkami ale dlatego, że lubię w swojej szafie mieć coś bardziej oryginalnego i czego nie nosi pół miasta. Chciałabym też zwrócić uwagę na jakość tych ubrań w stosunku do ich ceny (oczywiście jeśli podczas zakupów zwracamy uwagę na jakość,
a nie idziemy na ilość).

Mam jednak kilka ważnych zasad, którymi kieruję się przy zakupie w second-hand.

1) Wybieram tylko rzeczy niezniszczone i warte zakupu. Jeśli mam jakąkolwiek wątpliwość - nie kupuję.
Nie kuszą mnie niskie ceny i nie myślę "wezmę bo to tylko 5 zł". Trzeba zadać sobie pytanie: "Czy ja tego potrzebuję"?
2) Nie nastawiam się, że idę tam po konkretną rzecz. Takie zakupy byłyby raczej nieudane, gdyż istnieje bardzo małe prawdopodobieństwo, że akurat na to trafię.
3) Chodzę w dzień dostawy. Im wcześniej tym lepiej. Czasem wchodzę też w dzień przed nową dostawą na wyprzedaż. Nawet wtedy trafiają się perełki :)
4) Nie zniechęcam się kiedy nic nie kupię.
5) Mam przewidziany na zakupy spory zapas czasu. Pośpiech nie jest naszym sprzymierzeńcem. 
Starannie przeglądam ciuchy, zwracam uwagę na kolory, materiały, a później na fasony.
6) Każdą rzecz przymierzam. Aby było łatwo mierzyć, wygodnie się ubieram.

No dobrze, to teraz czas pochwalić się zakupami :)

Tunika (no name), koszt 25 zł (jedwab)





Sukienka Atomosphere, koszt 15 zł

 Tunika w rockowym stylu, koszt 10 zł
Bluza DenimCo, koszt 6 zł (na kieszonki naszyłam koronkę)

Mam nadzieję, że ten wpis będzie przydatny dla początkujących lumpeksoholików ;)
Czy Wy też lubicie kupować w second-hand?

 
To gdzieś bardzo daleko, nie wiadomo dokładnie gdzie ;)
Często słyszymy takie stwierdzenie, ale czy to właśnie tam???
Gdy zabrałam tam pierwszy raz mojego M. usłyszałam, że to koniec świata.
Dla mnie jego początek!

W zimowej szacie

Rzeka Wisłoka

Otulone bielą

Zimowe ścieżki


"Tam gdzie diabeł mówi dobranoc wyspa skarbów granice ma".


Sobota to zdecydowanie mój ulubiony dzień tygodnia szczególnie gdy za oknem biało, a ja mogę dłużej poleniuchować w łóżku. Nie miałam na dzisiejszy dzień żadnych planów więc oddałam się całkowitemu nic nie robieniu. W moim przypadku jest to jednak bardzo trudne zadanie bo nawet gdy "odpoczywam" i wiem że nigdzie nie muszę się śpieszyć to już obmyślam co mam do zrobienia :)

Pracownia babcinej pościeli
Pierrot home design
Góralskie kapcie







A do zrobienia mam dużo szczególnie, że w najbliższych planach renowacja mebli. Tak, tak bardzo lubię meble z duszą z tzw. odzysku. Cieszę się jak dziecko wynajdując na strychu kolejne cudeńka. Na obicie czeka stary ale jakże wygodny fotel, na odnowienie duży obraz ze złotą rzeźbioną ramą, który będzie służył za lustro w sypialni oraz stara szafka jeszcze po prababci.
Bardzo lubię otaczać się ładnymi rzeczami, a w moim domu musi być ciepło i przytulnie. Stawiam na kolor (umila mi czekanie na wiosnę), miękkie materiały, koronki, ażury, drewno oraz dodatki: poduchy, miękkie nakrycia, wazony, doniczki,  lampki, lampiony itd.

W oczekiwaniu na wiosnę




Przeszukałam dziś foldery (systematycznie zapisuję zdjęcia ciekawych wnętrz)  w poszukiwaniu inspiracji.  Tymi ciekawszymi chciałabym się z Wami podzielić. /fot.pinterest.com/

Świetne wykorzystanie koloru
Prowansalskie klimaty




Klimatyczne wnętrze
Okno z moich snów

Puszeczki

Osobiście bardzo lubię mieszać style: nowoczesną prostotę z meblami, które mają swoją historię. Mam wrażenie, że wtedy tworzymy własną opowieść, własny klimat i styl.


To Ci dzień.
Przyszły moje wymarzone botki, tarammm...
Prezentują się tak:



 

Ooo, co to???



No, z tej perspektywy mogą być ;D


W Bieszczadach jest wszystko co kocham. Spokój, nieograniczona niczym przestrzeń, wolność, wspaniali ludzie i to uczucie w sercu, kiedy patrzysz w dal przed siebie i czujesz, że możesz latać.
Podobno Bóg stworzył Bieszczady, aby dać ludziom namiastkę nieba. I stwierdzam, że mu się to udało.
Zresztą zobaczcie sami!


W drodze...
na Połoninę Wetlińską
Po drodze zimowo
Góry, niebo i czego chcieć więcej?
Smerek
Szczyt Smerek wznosi się na wysokość 1222 m n.p.m.
Widok z Połoniny Wetlińskiej
"Okno na świat"
Wrócę wiosną!

W Bieszczady jedzie się tylko raz, a potem się wraca, wraca, wraca i tak bez końca :)