Blog Siedem Światów ma ROK.
Pomysł podsumowania tego roku wydał mi się oklepany dlatego postanowiłam poruszyć temat bardzo na czasie dotyczący zakupów, bowiem ruszyły już wyprzedaże, a poziom związanych z tym absurdów sięga dna.

Wchodząc na Facebooka, e-mail itd. atakują człowieka wpisy:
- "To już dziś, ruszyły wyprzedaże, mamy super promocje - 999%
- "Nadszedł najważniejszy dzień w roku !!!".

Kiepskiej jakości produkty najczęściej międzynarodowych marek sprzedawane są i tak ze sporym zyskiem. Na co dzień przesadzone, wywindowane ceny zostają obniżone tak, by dawały mniejszy ale pewny zysk. Pewny, bo manipulowany tłum kupi wszystko. Sprzeda się, jeśli będzie miało niską cenę.

fot. gazeta.pl

"Jesteśmy tym, co jemy. Jesteśmy tym, co wdychamy. Jesteśmy tym, co nakładamy na swoją skórę. Jesteśmy wszystkim tym, z czym mamy kontakt na co dzień. I stąd biorą się nasze problemy." 

Ten cytat pochodzi z książki "Świadome zakupy czyli co naprawdę kupujemy" i stanowi uzupełnienie wiedzy, którą posiada każdy z nas. Wiedzy, którą można poskładać sobie niczym puzzle, wystarczy obserwować i myśleć. Kupowanie z głową dla mnie jako konsumenta to analiza produktu PRZED, a nie po dokonaniu zakupu. Czytanie etykiet, interesowanie się skąd pochodzi produkt oraz jak został wyprodukowany. To wszystko może nas uszczęśliwić zamiast wpakować na minę.

Nie jestem wyznawcą czy fanką konkretnych marek. Jako konsument próbuję wielu rzeczy i staram się doświadczyć samej by wydać opinię na podstawie własnej praktyki. Cały czas i każdego dnia my wszyscy dokonujemy dziesiątek decyzji zakupowych, a stawiając na dobre produkty unikamy wielu wpadek.

Wielkie międzynarodowe koncerny rzadko sprzedają nam coś dobrego, zdrowego i równocześnie taniego.
Polska firma, niewielki rodzinny zakład w naszej okolicy często może nam zaoferować więcej niż wszystkie koncerny razem wzięte. Chleb z lokalnej piekarni (pieczony bez dodatków i polepszaczy), wędliny z lokalnego sklepu mięsnego, warzywa kupione od rolnika na ryneczku, nawet te same produkty kupione w normalnym spożywczaku (a nie w dyskoncie) są zdrowsze, smaczniejsze, czasami nawet tańsze.
Jako konsumenci mamy wybór. Nasze zakupy powinny być świadome. Kupując i zwracając uwagę na jakość składników (nie tylko na cenę) możemy wymusić na producentach by produkowali lepsze produkty. Kupując szajs utwierdzamy ich w przekonaniu, że "człowiek jest jak świnia więc wszystko zeżre".
To by producenci nie szli na skróty, by nie używali substancji, które nam szkodzą leży w naszym interesie.

Na noworocznych wyprzedażach nie spotkamy dobrych, zdrowych, wysokiej jakości produktów. One mają swoją cenę.  90% tego na co się natkniemy nie jest warta nawet tej super korzystnej ceny -70%. Wielu konsumentom sam napis "promocja" oraz kilka cyferek (-50 -90%) mózg wyłącza.

Kupujemy:
- bo się przyda,
- bo koleżanka miała i zapłaciła 100% ceny to chcemy pokazać, że my jesteśmy oszczędni, sprytni i kupiliśmy to samo taniej,
- bo uważamy, że to okazja,
- bo wydaje nam się, że później zamkną sklepy, zaprzestaną produkcji, wyłaczą światło i zostaniemy z ręką w nocniku,
- bo chcemy mieć dobrze wyposażone mieszkania, pełne niekiedy niepotrzebnych rzeczy.



Wyprzedażami zarządza nie myślenie, nie racjonalne potrzeby, a emocje. Manipulowana marketingowo, sztuczna emocja. To przychodzi z zewnątrz - łapie nas w swoje kleszcze, trzyma i nie puszcza. Siedząc teraz przed komputerem i czytając ten wpis wielu z Was pewnie myśli: "to mnie nie dotyczy, ja daję radę".
Rozczaruje Was.
Świątynie zakupów (galerie handlowe) są tak zbudowane, tak urządzone, tak wielka armia specjalistów od wciskania kitu tam pracuje, że nawet idąc tam bez pieniędzy, z pustym kontem nie oprzemy się zakupom. Prędzej wrócimy do domu z bankowym czy "koleżeńskim" długiem niż wyjedziemy stamtąd na pusto. To nie jest uczciwa gra i szanse nie są równe.
Dlatego życzę Wam wszystkim byście potrafili oprzeć się temu szaleństwu. Aby czytelnicy tego bloga byli właśnie tymi, którzy kupują z głową. I oby kolejny rok istnienia tego bloga przyciągał właśnie takich świadomych czytelników.

Dziękuję, że jesteście!

Nasza rodzinka powiększyła się wczoraj o nowego członka rodziny. To Neli, suczka labrador retriever :)
Piękne biszkoptowe maleństwo, zresztą zobaczcie sami.










Tak dużo do kochania w tak maleńkiej istotce.. To będą jej pierwsze święta. Jedno jest pewne, na pewno będą niezapomniane!

Kochani,
wpadam tu dziś na chwilkę by Wam podziękować za tyle miłych słów, które od Was na co dzień otrzymuję. Wiem, że u Was, podobnie jak u mnie, przygotowania do świąt w pełni ale liczę, że w tak zwanym międzyczasie tu zaglądnięcie :)

Chciałabym życzyć Wam cudownych, rodzinnych, pełnych miłości Świąt Bożego Narodzenia. Niech się spełnią Wasze marzenia, duże i małe, te mówione na głos lub wcale.
























Niezapomnianych Świąt!


Chciałabym dzisiaj pokazać ozdoby, których zrobienie wymagało kilku godzin. Może nie są idealne, ale zrobione z sercem i co najważniejsze własnoręcznie. Nie wymagają jakichś specjalnych umiejętności (podstawowa umiejętność rysowania i szycia), więc może kogoś uda mi się jeszcze przed świętami zainspirować do zabawy igłą i nitką :)

Do wykonania ozdób potrzebujecie: filc o grubości 1 mm - najlepiej w dwóch kolorach (do kupienia w pasmanterii lub na allegro), nitkę (np. kordonek), sznurek (ja użyłam wędliniarskiego i z juty), tasiemek, koronek i innych elementów do ozdoby według uznania (np. guzików, cekinów, koralików), watę do wypełnienia, tekturę oraz oczywiście pisaka, linijki, cyrkla, nożyczek i igły.

Jak widzicie ja robiłam formy odręcznie, nie mogłam znaleźć linijki ani cyrkla (szkoła już dawno za mną), ale Wam radzę się zaopatrzyć bo praca będzie szła łatwiej i sprawniej.


Najpierw narysowałam formy na kartoniku, wycięłam je, a później odrysowywałam na filcu tak by stworzyć identyczne części. Najwięcej czasu zajęło narysowanie równej gwiazdy (bez linijki i cyrkla nie było to takie proste jakby się mogło wydawać). Wam z pomocą przyjść może ten rysunek:

fot. majsterkoman.pl

Jak już odrysowałam ozdoby zabrałam się za ich precyzyjne wycinanie.


To bardzo ważne by je równo wyciąć, inaczej będzie problem ze zszyciem rogów.


Następnie przygotowałam wszystkie niezbędne materiały by mieć je pod ręką, usiadłam wygodnie i zabrałam się za szycie.


Na pierwszy rzut poszły choinki.


Później serduszka. Wszystkie te ozdoby wypychałam watą.


Drobne elementy dekoracyjne przyszywałam cienką nitką by przeszycia nie były widoczne.


Rzut oka na ozdoby.

 
A to już efekt końcowy:


Jak się Wam podobają? Chcecie je zobaczyć na choince?

Dzisiejsze zakupy zainspirowały mnie do napisania tego posta. Zacznę może od miejsca, które wszyscy "uwielbiamy". Poczta Polska. Idąc na pocztę często można zaobserwować taki obrazek. Kolejka (10-20-30) osobowa, długa, zirytowana i zakręcona. Jedno okienko otwarte, a w nim pani przystawiająca cztery pieczątki na sekundę. Harująca jak wół, uczynna, można powiedzieć "pracowita jak mrówka". Obok cztery inne okienka w których siedzą cztery mamałygi. W okienku dumna karteczka "nieczynne", a mamałygi udają, że pracują. Wpisują (zdaje się patrząc z boku) jedną literkę na minutę. Długo i dokładnie szukają na klawiaturze następnego znaku. Wyraźnie widać, że praca je męczy. Tłum klientów nerwowo drepce z nogi na nogę. Ale to poczta. Czas na poczcie zwalnia. To inna czasoprzestrzeń.
Świat dookoła pędzi, zmienia się, przeistacza.
Tam trwa wooolnaa, wytężona praaaaaca.

Inny wariant tej rzeczywistości oferują różne sieciowe drogerie. "Super-zastanawiam się-Pharm" oraz "nie jestem od tego-HEBE". Powiedzmy, że idziemy kupić szminkę czy inny kosmetyk. Przy stoisku z tymi produktami czają się gotowe do skoku gepardy. Pięć sekund po spojrzeniu na półkę już nas atakują z pytaniem "czego nam potrzeba", "jakiego koloru szukamy" czy też pospolite "w czym mogę pomóc?"
Pół kosmetycznego wszechświata dalej, wybieramy szampon. Pytanie do przechodzącej ekspedientki brzmi "czy macie szampon na wypadanie włosów xxx?"
Słyszymy odpowiedź:
- "a co to jest xxx ?"
- "ja nie jestem z tego działu"
- "nie znam się, ja jestem od karty lifestyle" :)

fot. twoje-wiesci.pl

Niezrażone prosimy o skierowanie do specjalistki do spraw szamponów. I czekamy, czekamy, czekamy, czekamy. Dziewczyny nie ma co się irytować... - To musi potrwać!
Specjalistka ds. szamponu jest na ogół najbardziej zapracowaną osobą w sklepie. Mamy 90% szansę, że właśnie siedzi na kasie. I klika, klika, klika. Milion produktów na godzinę potrafi skasować (znaczy "zczytnikować") i NIE PODEJDZIE do nas, zanim nie obsłuży kolejki. To logiczne. Ja bym nie chciała podchodząc do kasy z zakupami spotkać wybiegającej ekspedientki, która pędzi na koniec sklepu odpowiedzieć komuś na pytanie. Dlatego cierpliwie, czekając na obsługę, idziemy do działu farb i pytamy się o farbę do włosów. 
Słyszymy:
- "ja jestem tu stażystką"
- "ja jestem z działu kremów i analiz"
lub pospolite "jak nie ma na półce to nie mamy".

No dobra, to może dział szczotek.
- "Przepraszam, czy ta szczotka jest z prawdziwego włosia, czy sztucznego?" (to oczywiście my).
Ekspedientka mierzy nas czujnym, taksującym wzrokiem, jakby po ubraniu chciała ustalić czy nas na to stać.... Na prawdziwe włosie szczotkowe, of course :) Po czym bierze do ręki szczotkę, czyta etykietę, brwi wędrują w górę ze zdziwienia, że tam nie jest to napisane. Kiedy naciskamy - improwizuje "wygląda na prawdziwe, ja nie wiem, ja tu się zajmuję kosmetykami do pielęgnacji.... może koleżanka (w domyśle ta zapracowana na kasie) będzie wiedziała".

Nie wiem jak to się dzieje, ale czasami mam wrażenie, że w niektórych sklepach pracują tylko:
a) robo-copy na kasie
b) stażyści
c) pracownicy wybitnie pierwszy dzień w pracy
d) panie z jakiegoś absurdalnego i niepotrzebnego nam w tym momencie działu.

Tak się czasami zastanawiam czy pracowników można klonować? Wszystko na to wskazuje. Ten sam zestaw odpowiedzi nie może być przypadkowy! Oh my God! Słyszałam, że klonują owce, ale żeby ludzi? Zdecydowanie muszę więcej czytać. Dlatego z tego miejsca pozdrawiam nieliczne pracujące na cztery zmiany panie :) Nie pozdrawiam zaś wszelkich sklepowych wolnych elektronów, krążących bezwładnie pomiędzy nami/regałami/manekinami/szafkami w wielkiej sklepowej galaktyce. Nie ma się z czego śmiać... Taki wolny elektron to musi się sporo napracować by na nic nie wpaść... To cięęężka wytężona praca i wielka sztuka uników...

Ps. Jak to dobrze ze niedługo święta, później czas zwolni, łatwiej będzie coś kupić :)


Dni przelatują mi przez palce. Właśnie zdałam sobie sprawę, że tak niewiele czasu zostało do świąt. Okres przedświąteczny to dla mnie bardzo pracowity czas. Praca zajmuje mi 70% całego czasu. Bardzo chciałabym zdążyć ze wszystkimi zaplanowanymi działaniami. Powoli zaczynam robić dekoracje świąteczne. Większość rzeczy potrzebnych do ich wykonania zamówiłam przez internet. Dziś przyszła część z nich, jutro powinna dojść reszta. Myślę, że kilka własnoręcznie wykonanych ozdób pokaże Wam na blogu.

Nie mogę się też doczekać choinki! Będzie żywa, a na wiosnę wsadzimy ją do ogródka :) To ją w tym roku mam zamiar dopieścić i udekorować po królewsku. W związku z tym przemierzam internet wzdłuż i wszerz i oto kilka inspiracji z których może i Wy skorzystacie.

Na pierwszy rzut idą szyte ozdoby. U mnie będą one z filcu. Nie mniej jednak te mnie bardzo urzekły.

































Po drugie bombki. Nie wiem czy akurat takie, ale przyznacie, że to ciekawy pomysł.


Bardzo podoba mi się wykorzystanie gałązek w dekoracji wnętrz, a tym bardziej w takiej świątecznej odsłonie.

fot. zuhausewohnen.de

 Nie obejdzie się też bez szyszek, które zbierałam właśnie do świątecznej dekoracji. To prosty i szybki sposób na świąteczno-zimową atmosferę.

fot. zszywka.pl
fot. zszywka.pl




















Nie wyobrażam sobie także świątecznych dekoracji bez świec i świeczek. Nadają one niesamowicie ciepły klimat i jak dla mnie są nierozłącznym zimowym elementem.

fot.pinterest.com






















fot. pinterest.com

























Jeśli ktoś ma trochę więcej czasu to może pokusić się o wykonanie ozdób np.z masy solnej. Myślę, że by się świetnie sprawdziły w takim projekcie i pięknie ozdobiły wnętrze.

fot. zszywka.pl

Na koniec jeszcze cudne dekoracje stołu. 
Jeśli szukacie takiego sznurka to zajrzyjcie na allegro za sznurkiem wędliniarskim :) 

fot. zuhausewohnen.de
















Prezenty, prezenty...

fot.pinterest.com



















Kochani, życzę Wam twórczych dni!


Cześć wszystkim :)
To ja "Trajbajowy" Święty Mikołaj.
Jak już pewnie wiecie, odpowiadam za część poprzedniego posta (tą skarpetkową oczywiście). Moja kobieta ma obecnie nową pasję. To zamiłowanie nazywa się teraz "Reniferkomania". Trajbajowa otacza się renifero-gwardią, a Wy Drodzy Czytelnicy, jak widzę, jeszcze ją w tym dopingujecie. Pod poprzednim postem w komentarzach padło pytanie: "gdzie te piękne, ciepłe i niepowtarzalne skarpety kupiłem?".

fot.loveit.pl

Mogę powiedzieć gdzie ich nie kupiłem. 
1) Nie kupiłem ich w galerii handlowej (tam zaglądam wyłącznie jeśli galeria handlowa stoi mi na drodze i by ją ominąć musiałbym nadrobić drogi). We wszelkich galeriach wyznaje zasadę 3 sklepów. Pierwszy wybrany do którego jadę coś kupić, drugi z podobnej branży gdzie mogę zajrzeć i trzeci kiedy coś wpadnie mi w oko. Później wychodzę. Niezależnie ile tysięcy ciekawych sklepów można by w takiej galerii odwiedzić, po pół godzinie zaczyna mnie to:
a) nudzić,
b) męczyć,
c) strasznie tam zawsze gorąco,
d) czuje te wszystkie sztuczne zapachy, które wypuszczają na klientów sklepy. Zapachy skomponowane tak by zwiększyć sprzedaż. Na szczęście na mnie jako na faceta one nie działają. Zapachy w galeriach są skomponowane głównie po to by pobudzić receptory zakupowe u kobiet, tym niemniej ja je czuję i mam ochotę wyjść.

2) Nie kupiłem renifero-skarpetek w sieciówce. Ubrania z sieciówek są na ogół kiepskiej, niemal "jednorazowej" jakości. Wszelkie dodatki, gadżety są mało odkrywcze, a ich cena jest w większości przypadków przesadzona. Nie za bardzo uśmiecha mi się także kupować rzeczy wytwarzane w Chinach czy Bangladeszu, szyte przez dzieci w obozach pracy, po to by jakiś koncern za podkoszulek wyprodukowany za 3 złote sprzedawał go później za 49 pln.

3) Nie kupiłem ich także w modnym sklepie internetowym czy stacjonarnym. Takie miejsca dla mnie po prostu nie istnieją. Kupuje daną rzecz jeśli mi się podoba. To, że sklep jest modny, czy też to, że połowa miasta zachwyca się danym produktem i w nim chodzi mnie raczej zniechęca. Jeżeli prezent ma być fajny trzeba go robić z sercem. 

Czasami idąc ulicą spotykamy różnego rodzaju małe sklepiki. Odwiedzany sklep nie zawsze kojarzymy z udanym zakupem. Zdarzyło mi się kupić odlotowe, kolorowe lampki na choinkę w sklepie narzędziowym. Jedwabny szalik w sklepie z czapkami (4 ściany od podłogi do sufitu nakrycia głowy + jeden unikalny szalik). Piękny azjatycki imbryk do herbaty w orientalnym sklepie z kosmetykami itd.

Tym razem było podobnie. Idąc ulicą zobaczyłem panią jakich wiele w polskich miastach. Sprzedająca ze stolika turystycznego wkładki do butów (dobrej jakości wkładki, takie na lata, nie zaś marketowy badziew), sznurówki (mocne, na co najmniej 1-2 sezony) + mega ciepłe reniferkowe skarpetki. 
Kupując patrzę często na jakość. Wolę zapłacić więcej i dostać więcej :) Wiem, że dobra jakość ma swoją cenę i tak było tym razem. Rozumiem, ze większość społeczeństwa zachłysnęła się wszelkimi modnymi miejscami, sieciówkami czy galeriami handlowymi. Spoko, takie miejsca też są potrzebne. Często jednak prawdziwe perły znaleźć można w sklepach, które o dany towar byśmy nie podejrzewali. Warto się rozglądać, mieć oczy szeroko otwarte i korzystać z okazji. Jeśli coś nam się podoba, jeśli uważamy, że ukochana osoba na to zasługuje - idźmy za głosem serca. Porzućmy chłodną kalkulację, racjonalizm czy wszędobylskie "jutro tu wrócę". "Jutro będzie futro" jak mówi mądre przysłowie ;)

Idealny prezent mikołajkowy/gwiazdkowy/imieninowy/urodzinowy powinien być efektem i przemyśleń i spontanicznych zakupów. Takie prezenty są najlepsze! :)

Dzisiejszy dzień był pełen niespodzianek bo jakby mogło być inaczej w Mikołajki. Już wczoraj z uśmiechem położyliśmy się spać i z równie dobrym nastrojem wstaliśmy rano. Mikołaj przyniósł mi ciepłe skarpety. Dziś za oknem wichura, a mi cieplutko! Chyba wyczuł, że mam lekką fazę na renifery ;)


Pogoda jest szalona ale sami przyznajcie, że kolorystycznie wpasowała się w dzisiejszy dzień. Nic tylko wskoczyć do łóżka. 


Lub usiąść z kubkiem gorącej herbaty z książką i spoglądać od czasu do czasu za okno na zamiecie śnieżne.


W domu robi się coraz bardziej świątecznie. Nie ma co prawda jeszcze choinki bo na nią jest jeszcze czas, za to akcenty świąteczne już są.


Wieczory umilam sobie świeczkami i pachnącymi woskami.

Wspaniałe ozdobne serduszko i woreczek od Wiesi z bloga "Dobre stare czasy"



A tu kolejne "umilacze" ale nie na dzisiaj bo zaraz będę ćwiczyć :)


















Jak Wam mija ten dzisiejszy wieczór?


Czy to jeszcze jesień, czy może już zima?
Na dole jesień:
 




Na górze zima :)


Wplotły się już zimy kroki.


























Piękny biały puch zasłania jesienne kolory.





Zima idzie, nie ma na to rady.


Pamiętam, kiedy jeszcze będąc małą dziewczynką rok w rok pisałam list do Świętego Mikołaja. Emocji, które temu towarzyszyły nie zapomnę do dziś, podobnie jak i najfajniejszego prezentu jaki dostałam. Były nim łyżwy! Aż dziw bierze, że w dzieciństwie tak na nich śmigałam, a teraz boję się, że nie umiałabym na nich jeździć. Muszę w tym roku to sprawdzić. Takich rzeczy chyba się nie zapomina. Jak myślicie?

W tym roku stworzyłam swoją listę wymarzonych prezentów. Tak naprawdę zrobiłam ją, ponieważ zauważyłam, że jeśli spisuję pomysły, inspiracje, a nawet zwykłą listę zakupów to przybliża mnie to do realizacji tych małych marzeń.

Co znalazło się na mojej liście?

1. Ekspres ciśnieniowy do kawy Severin KA 5987 (duża ilość sprzętów, które w domu posiadam jest tej firmy i mogę Wam spokojnie polecić), 2. Światełka cotton ball lights (któż o nich nie marzy?), 3. Ozdobna świąteczna figurka (mam bzika na punkcie dekoracji), 4. Koszulka Visti Meva Fashion (ta wpadła mi od razu w oko), 5. Pikowany komin Bershka, 6. Futerał na telefon (nic specjalnego, ale jest mi przydatny by nie porysować telefonu np. kluczami).


Pisaliście listy do Mikołaja? Podzielcie się swoimi wspomnieniami.


Jeszcze tylko tydzień listopada i mamy grudzień. Aż trudno w to uwierzyć, że niebawem święta. Póki co zapraszam Was na typowo jesienne zestawienie. 

Uwielbiam listopadowe zachody słońca. Na niebie widzimy piękną paletę barw. Czy Wy też macie wrażenie, że te widoki są jakieś takie bardziej tajemnicze?






















Niektóre drzewa w listopadzie są już "łyse", ale moje ulubione brzózki właśnie w tym miesiącu wyglądają najładniej i mienią się kolorami w słońcu.






















Moje ukochane górki o każdej porze roku cieszą moje oczy.























Nie ma to jak w domku przy świetle świec. Nie wiem czy wspominałam, ale nie mam ręki do kwiatów, za to moja mama owszem. Tu widzicie jej chryzantemy.























Spacerując uwielbiam wyłapywać szczegóły. W moich galeriach zdjęć jest mnóstwo takich ujęć.



























Jak Wam mija listopad?


Dni są coraz krótsze, pogoda jak huśtawka. Codzienność, spadek formy i nieubłagana negatywna samoocena dopada nas w jesienne dni.  Co zrobić by się temu nie poddać?



Myśl pozytywnie.
Twoje myśli posiadają ogromną moc. Pozytywne nastawienie potrafi przenosić góry, daje siłę na zmiany i pokonanie wielu życiowych przeszkód. Nie od dziś wiadomo, że słowa mają moc sprawczą. Nie zadręczaj się więc negatywami, ale myśl o tym, jaka będziesz szczęśliwa, kiedy wszystko się uda.

Jeśli czytasz mojego bloga od dłuższego czasu to na pewno wiesz, że kocham Bieszczady. Jest jeszcze jedno wyjątkowe dla mnie miejsce i jest to Beskid Niski. Tam naprawdę wypoczniesz! Bez zgiełku, często bez zasięgu, z dala od  tłumów i zatłoczonych szlaków. Tam usłyszysz własne myśli i bicie serca. Jeśli natomiast twierdzisz, że nie lubisz gór to jestem przekonana, że nikt Ci ich jeszcze we właściwy sposób nie pokazał! Wybierając się w nowe miejsce (czy to w góry czy nad morze) zabierz ze sobą osobę, która to miejsce kocha. Uwierz mi, udzieli Ci się to! :)

Zabieram Was dzisiaj na wycieczkę w tereny, które ja kocham od dziecka. Może uda mi się Was nimi zainteresować. No to w drogę.

Dolina Wisłoki.

Cytadela to największy Park w Poznaniu o powierzchni 100 ha. Powstał na terenie Wzgórza Winiarskiego, gdzie kiedyś ciągnęły się winnice książęce, a niedaleko leżały wioski Bonin i Winiary. Po ich przeniesieniu w inne lokalizacje, w czerwcu 1828 roku rozpoczęła się budowa Fortu Winiary (Kernwerk). Wzgórze to, jako idealne miejsce na twierdzę wskazał Napoleon jednak to Niemcy podczas zaborów uczynili z niego twierdzę. Fort został zbudowany na planie wielokąta otoczonego na zewnątrz wysokim wałem i był jedną z największych fortyfikacji XIX wiecznej Europy.