Równo rok temu, pod koniec kwietnia, zdecydowaliśmy się na wycieczkę weekendową do Torunia. Nie była to taka zwyczajna wycieczka, ponieważ wybraliśmy się dość nietypowo - starym parowozem. Była to naprawdę fajna atrakcja! Tutaj o tym wspominaliśmy klik


Wybierając termin z większym wyprzedzeniem byliśmy przekonani, że kwietniowy weekend pod sam koniec miesiąca powinien dopisać pogodowo, ech.. trochę się sami zaskoczyliśmy. Pogoda była strasznie zmienna, chwilę słońce, chwilę deszcz, a momentami nawet drobny śnieg i wiatr, okropnie zimno. To spowodowało, że mam ogromny niedosyt, bo ciężko się skupić na zwiedzaniu, kiedy dygocze się z zimna! Byłam w tym mieście pierwszy raz i miałam ochotę zobaczyć jak najwięcej. Udało się to na tyle, na ile to było możliwe.




Po mieście oprowadzał nas przewodnik działający dla Urzędu Miasta. Każda grupa została przydzielona z góry do konkretnej osoby. My trafiliśmy kiepsko, ale szybko zorientowaliśmy się, że Pani, która nas oprowadza kompletnie nie nadaje się na przewodnika i "podpięliśmy" się pod inną grupę (ech, to nasze kombinatorstwo). To była najlepsza decyzja jaką wówczas mogliśmy podjąć. Nowy przewodnik spisał się na medal. Staliśmy i słuchaliśmy ciekawostek o mieście, Flisakach, Mikołaju Koperniku z wielkim zachwytem. Kochamy ludzi z pasją! :)



Toruń to miasto, które potrafiło zaciekawić nas nawet w takich okolicznościach pogodowych. Jest bardzo ładne, urokliwe, spokojne, a jego wąskimi uliczkami chciałabym jeszcze nie raz się przespacerować. I ta dodająca uroku cegiełka!







Prawie na każdym kroku było coś ciekawego, co przyciągało uwagę. A to kot na dachu, a to małe zakłady usługowe na Starówce, co jest już prawie niespotykane w naszych miastach (w Krakowie co najwyżej można spotkać banki).



Odwiedziliśmy Pierogarnię Stary Toruń. Miejsce smaczne i godne polecenia.


Nie zamawiajcie tam jedynie pierogów bajkowych, bo mimo ciekawego smaku są wybitnie za słodkie.

Natomiast bardzo rozczarował nas Browar Staromiejski Jan Olbracht. Kiepskie jedzenie i kiepska obsługa. Nie wiem czy tak akurat trafiliśmy czy to ich standard. Fajnie, że lokalne piwo można było kupić do domu ;)



Po samym powrocie mieliśmy mnóstwo odczuć i trochę żałuję, że tego od razu nie spisaliśmy. Pamiętam, że byliśmy zadowoleni, pozytywnie zmęczeni i nastawieni na to, że i tak tam na pewno jeszcze wrócimy.


Od kilku lat staram się celebrować wiosenny czas i wykorzystywać go na sto procent, a i tak mam poczucie, że przecieka mi przez palce. Z roku na rok czas jakby szybciej płynął. Tego nie zmienię, ale mogę w pamięci zachować chwile, obrazy i odczucia. Po latach wraca się pamięcią i sentymentem do miejsc i ludzi. Pamięta się emocje, które tym chwilom towarzyszyły.


Uciekam na długie spacery, kiedy tylko mam wolną chwilę. Bez reszty oddaję się tym wszystkim pięknym widokom. To takie banalne, a może przynieść wielkie szczęście!


Spacer jest dla mnie nie tylko formą relaksu i odpoczynku, ale też powala dostrzegać budzącą się do życia przyrodę i ferie barw. Tylko wiosną tak widoczne są różne odcienie zieleni! Najpiękniej wyglądają po deszczu. Do tego ten zapach unoszący się w powietrzu... 




Chodzę, zachwycam się, obserwuje i delektuję się każdą chwilą, bo wiosna tak szybko mija.


Czasem słucham narzekających ludzi, widzę jak pędzą, albo - co gorsza - idą z nosem wlepionym w telefon i tyle ich omija. Często szukamy daleko, wyjeżdżamy daleko, chcemy przeżyć nie wiadomo co, a nie potrafimy się na chwilę zatrzymać, uśmiechnąć się bez powodu i odkryć, że nie tylko to, co odległe i często nie w naszym zasięgu, jest piękne. Otwórzmy oczy! Zachwyćmy się!



Spacery dają mi dużo energii i motywacji na co dzień. Cieszy mnie to, że jestem otwarta na ludzi i życie, które toczy się wokół mnie, a to wszystko staje się częścią mojego świata!





Jako entuzjasta zakupów przez internet uwielbiam zakupy w sieci. To wszystko przez dużą oszczędność czasu, pieniędzy no i takie kupowanie pozwala "chłodnym okiem" rozważyć transakcję.

Z okazji 50 zakupu w Tesco Sklep Internetowy powstał ten post. Zakupy w sieci mają swoje cienie i blaski, więc postanowiłem podzielić się ze wszystkimi wadami tego typu rozwiązań na wybranym przykładzie.

Jakiś czas temu dokonałem porównania pomiędzy 2 najczęściej przeze mnie wybieranymi sklepami spożywczymi on-line - tu mamy ten materiał
Dziś czas na mojego ulubieńca :)


Zaczynamy!

Na 50 transakcji w tym sklepie (od początku jego istnienia) 49 razy było coś nie tak. Tylko 1 transakcja była taka jak być powinna. Wiedziałem, że różowo nie jest, ale dopiero dziś podsumowując te "kilka lat razem" zdałem sobie sprawę, że wynik 49:1 powala.

Najpoważniejszy mankament eTesco to tzw. zamienniki.
Zamawiamy towar, a sklep go w danym momencie nie ma.
I co dalej?
Inne sieci dzwonią do klienta.
W Tesco to pozornie niemożliwe.
Znaczy dzwonić dzwonią, ale nie kluczowy dział pakujący zakupy :)

Zamienniki oferowane ZAMIAST zamówionego towaru są ZAWSZE gorsze. Bardzo często to towar made in tesco, a więc coś, czego zawsze staram się unikać. Firmowe produkty różnych sieci są w 90% kiepskiej jakości. To wyrzucanie pieniędzy w błoto. A więc wkurza mnie, kiedy sklep zamiast dobrego produktu oferuje mi coś, co nawet koło dobrego produktu nie leżało.


Co więcej, nie mam pojęcia czym się kierują osoby pakujące towar w wyborze zamienników?
Oto autentyczne przykłady ich inwencji twórczej:

Zamawiam Primavika Masło orzechowe bez dodatku soli i cukru 350 g - jako zamiennik przyjeżdża Gumiś Krem o smaku czekoladowym 200 g 

Możliwe, że masło orzechowe kojarzy się pracownikowi Tesco z kremem czekoladowym. 
A napis "bez soli i cukru" został uznany za fanaberie kupującego.
- "Co będzie sobie klient żałował?" Niech żre cukier z solą bo to bardzo zdrowe ;)

Zamawiam Ziemniaki sałatkowe 2,5 kg  -  jako zamiennik przyjeżdża Kamis Musztarda delikatesowa 185 g

Prawdopodobne myśli pakującego zamówienie:
- "Ale ta praca dziś mi się ciągnieeee! 
Już bym chciała do domu, dziś Andrzeja urodziny, to sobie strzelimy po kielichu :) 
Ostatnio byłam u koleżanki na imieninach i jadłam pyszną sałatkę z musztardą i majonezem. 
Muszę taką samą zrobić Andrzejkowi!
Ooooo, co za zbieżność - klient zamawia składniki na sałatkę.  Ziemniaki się skończyły, więc spakuje bidulkowi  musztardę, co by mu sałatka się udała. Niech ma na zdrowie."

Zamawiam Zott Natur Jogurt typ grecki 330g - jako zamiennik przyjeżdża ser żółto-podobny Tesco Value Grecki kanapkowy 250 g

- "Krycha, Krychaa, Krychaaaaaaaa co mamy greckiego, bo klient to ma w zamówieniu.....??
Aaa, to ja nie wiem co on by chciał.....daj coś z greckiego, by się w zamówieniu zgadzało..."

Zamawiam Higio Żwirek dla kota silikonowy 3,8 l - jako zamiennik przyjeżdża Foxy Jedwab Papier toaletowy neutralny dla skóry 8 rolek

- "Stefan, ty zobacz jak ludziom się w głowach poprzewracało - facet kupuje żwirek dla kota droższy od flaszki wódki. Zupełnie jak w wersalu. Oglądałeś trzech muszkieterów ?? Tam pies srał do wiadra.
- Hehehe nie ma go.
- Tyyy, damy kotu śrajtaśme :D hehe, jak wersal to wersal, no nie?"
 

A to moje ulubione:
Zamawiam Ziemia z nawozem Osmo 5 litrów  -  jako zamiennik przyjeżdża Topdrive Zimowy płyn do spryskiwaczy 4 l 

Co autor miał na myśli, nie wiem ????????????

W sieci znalazłem kilka fajnych przykładów na radosn twórczość eTesco.

Zamiast szałwii hiszpańskiej autor otrzymał kaszę jaglaną.
Zdjęcie z opisem pochodzi z bloga eshlox.net

Kolejna rada to "Licz towar".
Zamawiam zakupy, w tym 15 zgrzewek wody mineralnej.
Dzień 1
Zakupy przejeżdżają, pomagam wypakować, płacę, kierowca odjeżdża, a ja zabieram się do rozmieszczania zakupów w mieszkaniu. Wody mineralne daje na sam koniec. Liczę 1 raz, liczę 2 raz. Brakuje 3 zgrzewek. W tym zamieszaniu inne produkty policzyłem, a wody nie.
Dzwonię na infolinie. Minęło kilkanaście minut - może jest w okolicy i podjedzie z brakującym towarem? Pani na infolinii informuje, że skontaktują się z kierowcą i oddzwonią. Mija kilka godzin.
Infolinia informuje, że nie dodzwonili się do kierowcy, więc wyjaśnią sprawę i się odezwą.


Dzień 2
Infolinia dzwoni i informuje, że zwrócą mi pieniądze za te 3 zgrzewki. Pytam się co się stało, czy kierowca zapomniał wypakować, czy za mało mu towaru wydali? Pani na infolinii nie wie. Ma tylko mi dać znać, że oddadzą kasę. Mówię, że nie chce by mi oddawali pieniędzy, zamawiałem wodę, więc chcę wodę.
W odpowiedzi słyszę, że to niemożliwe.
Skoro wody nie dostałem, to chcą zwrócić pieniądze.
Nadal chcę wodę, termin dowolny, po prostu jeśli jakiś klient w okolicy zamówi towar, to niech mi podrzucą wodę, nawet za tydzień.
Nie mogą, ale skoro nalegam to oddzwonią.

Dzień 3
Cisza.

Dzień 4
Infolinia dzwoni i mówi, że oddadzą mi pieniądze.
Kiedy kierowca ma podjechać (płaciłem kartą, więc zwrot będzie na kartę, więc muszą wysłać tego samego kierowcę co jeździ z towarem by dokonał zwrotu).
Tłumaczę znowu, że chcę wodę.
- "Wody nie ma" - słyszę.
Dziwię się. "- jak to nie ma Żywca??"
"Skoro nie ma niegazowanego, to dajcie mi gazowany."
Tesco nie ma Wody Żywiec wcale, ani tego ani tego.
- "No to proszę wymienić mi na inną wodę w tej samej cenie lub nawet tańszą, niech stracę, chcę wodę, bo zamawiałem wodę i nie będę dźwigał 3 zgrzewek ze sklepu, skoro są zakupy z dowozem."
- "nie możemy panu wymienić, zamawiał pan Żywiec niegazowaną, a takiej nie mamy, więc musimy zwrócić kasę, innej panu nie damy. Kiedy kierowca ma podjechać?"
To jakiś bezsens.
Kupiłem wodę, a czuję jakbym odbijał grochem o ścianę.
Zero zrozumienia klienta.
Zrezygnowany na tą głupotę ustalam z Tesco, że kierowca może podjechać w  dowolnej chwili.
Dzień i godzina nie ma znaczenia.


Dzień 5 i 6
Cisza

Dzień 7
Przyjeżdża kierowca z Tesco.
Na pace ma 3 zgrzewki wody. Podpisuje papier, że odebrałem reklamację.
Kierowca wypakowuje wodę z auta i bez słowa wyjaśnień odjeżdża.

Całość zajęła tydzień, kilkanaście telefonów, jałowe dyskusje z infolinią, na końcu dostaje towar, którego podobno nie było.
Czy jestem usatysfakcjonowany?
NIE
- Usłyszałem kilka razy, że się nie da.
- Wmawiano mi, że nie ma towaru, który był w sklepie (sprawdziłem skąd przyjeżdżają zakupy i woda była na sklepie),
- Nikt nie przeprosił za całe zamieszanie, ale co tam wymagać przeprosin, wystarczy by mi powiedziano co się stało?
Czy towaru nie spakowano, czy kierowca zapomniał wydać?
Jesteśmy ludźmi błędy się zdarzają, wystarczy tylko klienta poinformować.
- Powiedziano mi, że nie można wymienić wody na wodę co jest nonsensem.
- Miałem otrzymać pieniądze, a jednak woda się znalazła.
Dało się to załatwić?
Dało.

Choć pewnie gdybym się nie domagał - skończyłoby się na zwrocie pieniędzy i kolejnym zakupie.
A Tesco dowozi za pieniądze. A więc brak towaru i zamówienie tego samego drugi raz naraża mnie na dodatkowy wydatek.
Tego nikt tam nie liczy??



Po podobnych perypetiach E-zakupy Tesco traktuje jak jajko z niespodzianką.
Jeśli się zamawia, należy oczekiwać najgorszych opcji. Tego, że zamiast towaru przyjedzie coś kosmicznego, tego, że w sytuacji której nie przewidzieli, że się trafi - nic się nie da. 
I nikt nikomu nic nie wyjaśni.
Przy zakupach w eTesco powinien być napis:
"Zamawiasz na własne ryzyko."

Ps. Ogłaszam KONKURS
Osoba, która na fanpagu, w e-mailu lub komentarzu pod postem wyjaśni w racjonalny lub zabawny sposób - czym kierował się pracownik Tesco w wyborze zamiennika przesyłając "płyn do spryskiwaczy samochodowych" zamiast "Ziemia uniwersalna do sadzenia kwiatków" :) otrzyma nagrodę.


 Jeśli to będzie mężczyzna, będzie to Szampon i ampułki BiovaxMen. 
Funkiel nówka nieśmigana, mam 2 zestawy, chętnie wyśle komuś jeden. 
Jestem mega zadowolony z produktu, więc niech cieszy się tym ktoś jeszcze.
Co to i z czym się je można poczytać na Biovaxmen.pl

Jeżeli odpowiedź prześle kobieta, to otrzyma od nas Zestaw L'Biotica Professional Therapy (szampon + odżywka). To takie kosmetyki do włosów - fryzjerskie działające na zasadzie : "nie mam czasu" lub "jestem w podróży i chce wyglądać ładnie na wczoraj".
Moje Kochanie wszędzie to z sobą wozi, więc jakby co podzieli się rezerwowym zestawem z którąś z Pań. Zaklepane!
Nie można się wycofać ;) (- to do Niej, jak już przeczyta tego posta).

Na odpowiedzi czekamy w ciągu 10 dni. Wybierzemy najfajniejsze wyjaśnienie.
Jak zabawa to zabawa :)




Będąc częstym gościem "u Rzeźnika" (tak się mówi w Wielkopolsce na sklep mięsny sygnowany nazwiskiem rzeźnika) i widzę różnego rodzaju produkty wędliniarskie.
Stworzyłem pewnego rodzaju własną klasyfikację produktową biorąc pod uwagę skład, smak oraz zdrowotne walory produktu.

Klasyfikacja w dużym uproszczeniu wygląda tak:
- paczkowane wędliny lub ogólnie mówiąc tzw. mięso na tackach - syf, absolutnie nie tykać, im ładniejsze tym bardziej toksyczne dla organizmu produkty. Dziś lub jutro, może poza biegunką, nic nas nie spotka, ale kilka czy kilkanaście lat jedzenia tego typu produktów na bank kończy się chorobą pokarmową w 99% populacji, a więc chemicznym kurczakom i świnkom mówimy nie.

- wędliny sprzedawane na stoiskach mięsnych w dużych sklepach czy sieciówkach - kupuje tylko i wyłącznie w ostateczności, jak już naprawdę nie ma alternatywy, a produkt jest potrzebny, to taki gest w stylu - tonący brzytwy się chwyta.

- małe zakłady rzeźnickie - można spróbować
Wędliny są na pewno mniej toksyczne niż od tzw. "renomowanych producentów:" Niestety przez ostatnie lata poziom bardzo się wyrównał, to co w małych zakładach było rzadkie, teraz za sprawą przedstawicieli handlowych sprzedających i małym i dużym te same chemiczne dodatki do żywności.

- stoiska regionalne, jarmarki - polecane
Regionalni wytwórcy czasami mają swoje sklepiki, do tego obsługują różnego rodzaju imprezy - np. rynki, jarmarki, targi śniadaniowe, ostatnimi czasy moda na takie sezonowe stoiska jest w galeriach handlowych

- produkcja domowa - zazwyczaj rewelacja
Mamy w Polsce tysiące osób, które potrafią w warunkach domowych zrobić dobrą, zdrową wędlinę
i smak i zapach i walory odżywcze są wysokie, jedyną wadą może być wygląd, czysta bez chemicznych dodatków szynka jest po prostu szara.


Chemiczna szynka wygląda tak:


 Widać różnicę?

Poniższy przepis to domowa wersja szynki "na szybko".
Dla takich, którzy narzekają, że na nic nie mają czasu ;)

Składniki:
- 0,8-1,5 kg surowej szynki lub łopatki,
Kupujemy tzw. kulkę.
Szynka musi być jak najgrubsza, im bardziej okrągły kawałek tym lepiej.
Świńska łopatka jest płaska, poza jedną częścią tzw. kulą (to takie okrągłe zgrubienie), to najlepsza część mięsa, zaznajomiona z mięsem sprzedawczyni będzie od razu wiedziała o co chodzi.
Podana waga zależy od kawałka, można kupić ładny kawałek mający niecałe 1 kg, można trafić na większą dorodną porcję. Liczy się ładny kawałek, nie jego waga.

Mięso powinno mieć niejednorodny różowy kolor, poprośmy sprzedawcę by pokazał nam je z bliska. Sklepy często mają ładne, podświetlane specjalnym światłem lady, aby mięso (głównie wędliny) nabrało zdrowego wyglądu. Taką przejrzystą świecącą ladę od razu rozpoznamy, więc dobrze poprosić o pokazanie kawałka mięsa z bliska.
Mięso poprzecinane warstwami tłuszczu będzie bardziej aromatyczne i smaczne.
Jeśli sprzedawca się zgodzi - można mięso powąchać przed kupieniem.
Dobre mięso ma neutralną, lekko kwaskowatą woń, nie powinno pachnieć słodko, bo tak pachnie tylko cielęcina. Mięso odświeżane, myte w chemii, będzie miało wyczuwalny zapach. Zapach mięsa to główny wyznacznik świeżości.

Mięso najlepiej kupić u lokalnego rzeźnika. Mały, lokalny zakład lub mała sieć (najczęściej firmowana nazwiskiem rzeźnika) to gwarancja dobrego produktu.
Lepiej unikać mięsa kupowanego w kombinatach mięsnych (Duda, Animex, Sokołów, Łmeat-Łukow, PMB, Food Service, Agro-Handel, Mróz itp. molochy) oraz supermarketach (Biedronka, Tesco, Carrefour itd.)

- Przyprawy: 
kilka-kilkanaście kulek ziela angielskiego (zależy kto co lubi, ja lubię aromatyczne, więc daje kilkanaście),

2-3 sztuki liścia laurowego może być z paczki.
Z tym, że zwróciłbym uwagę na ważną rzecz - wielu Polaków wyjeżdża na wakacje do Grecji, Turcji, Chorwacji, Izraela, Egiptu itd. Ogólnie nad  Morze Śródziemne, będąc tam na wczasach polecam udanie się na targ i kupienie świeżych liści laurowych. Kosztują grosze - za to ten smak, ten aromat powala. Są tak lekkie, że nasz bagaż tego w ogóle nie zauważy, a w kuchni okażą się bezcenne,

kilka-kilkunastu ząbków czosnku, wszystko zależy od wielkości ząbków.
Czosnek kupujemy od hodowców, najlepiej na rynku lub w sklepach warzywniczych.
Unikamy supermarketów - sprzedają głównie chiński napromieniowany (długa droga morska sprawia, że trzeba produkt naświetlić rentgenem by zniszczyć to co może produkt popsuć, ta metoda niszczy szkodniki, pleśń, grzyby itd, ale także składniki odżywcze czosnku).
Polski czosnek w zależności od odmiany może mieć zabarwienie fioletowe, różowe lub klasyczne białe z elementami szarości. Nie ma co kupować tego największego, najzdrowszy jest drobny polski czosnek (często hodowany w przydomowych ogródkach i sprzedawanych przez babcie na tysiącach polskich rynków). Po rozkrojeniu czosnek powinien wydzielić trochę białego mleczka (wiemy wtedy, że jest świeży i posiada duże właściwości zdrowotne),

2x 1,5-2 łyżeczek soli najlepiej tą naturalną kamienną, my używamy różowej himalajskiej, jednak równie dobra jest polska kamienna sól z Kłodawy. Dobrze unikać w domu soli przemysłowej (to ta drobna sprzedawana w każdym sklepie o śnieżno białym kolorze).
Problematyczna jest także sól morska. Kiedyś była dobrą alternatywą, teraz przy zanieczyszczeniu wód i oceanów ściekami wielu naukowców twierdzi, że zawiera sporo rtęci czy ołowiu.

Sposób przygotowywania:
Mięso wkładamy do naczynia/garnka. Możne być kamionkowe, może być żeliwne, może być klasyczny metalowy garnek. Absolutnie nic w stylu plastikowej miski.
Zalewamy zimną lub trochę letnią wodą.
Solimy.
I tu są 2 możliwości: klasyczna czyli 1,5-2 łyżeczek soli lub wersja dla lubiących bardziej osolone produkty. W tym przypadku mówi się o 35 gramach soli na 1,5-2 kg mięsa.
Dla ułatwienia:
1 łyżka soli ma 19 gram, płaska łyżka ma 15 gram
1 łyżeczka soli gruboziarnistej to 8 gram, a drobnej 7 gram.

Posolone mięso, zalane wodą, zostawiamy w chłodnym pomieszczeniu na 6-24 godzin. Tu pełna dowolność. Chcemy na szybko to i 6 wystarczy, można zostawić na noc i też będzie dobrze.
Gospodynie zawsze używały chłodnych pomieszczeń typu skrytka, piwnica, spiżarka, strych. Kto tego nie ma - może wstawić mięso do lodówki, byle nie przesadzać z temperaturą. Optymalna jest taka trochę powyżej zera (np 2-8 stopni).

Po kilku godzinach wylewamy wodę, mięso przekładamy do garnka, znów zalewamy zimną wodą.
To ważne, bo są ludzie chcący sobie przyspieszyć pracę i zalewają produkty wodą gorącą lub wrzątkiem, a to jedna z tych rzeczy, których absolutnie przy mięsach nie należy robić!
No chyba, że to ma być produkt parzony.
Dodajemy 1,5-2 łyżeczek soli, ziele angielskie, liść laurowy i czosnek.
Czosnek musi być umyty, możemy go dokładnie obrać z skórki, albo obieramy z wierzchu, zostawiając wewnętrzną łupinkę. To da nam dodatkowego aromatu.

Gotować należy pod przykryciem tzw. na wolnym ogniu (czyli na niewielkim płomieniu w kuchence gazowej, przy kuchenkach indukcyjnych lub płytach nastawia się 2-3 przy podziałce 6 stopniowej lub 4 przy 10).
Czas gotowania to 1 godzina. Sprawdzamy nożem, widelcem czy innym szpikulcem czy szynka się ugotowała. Czasami warto przytrzymać mięso chwilę dłużej.
Maksymalny czas gotowania to 1,5 godziny.

Po ugotowaniu, można znanym naszym babciom sposobem, zostawić mięso w wodzie, aż powoli wystygnie lub od razu wyjąć je z wody. Spróbujcie sami w różnych konfiguracjach czasu gotowania i wychładzania, to zauważycie różnice.

Kiedyś, kiedy nie było lodówek, ludzie zawijali wędliny w liście chrzanu, kapusty, sałaty lub przechowywali mięso w umytych pokrzywach (zawierają kwas mrówkowy chroniący mięso przed zepsuciem).
Jeśli chcemy, aby szynka nie była zbyt sucha, można zawinąć ją w umyty liść kapusty, sałaty. Można kupić w zielarni paczkę pokrzywy lub po prostu zerwać ją gdzieś (byle z dala od drogi) i zanurzyć szynkę w tych ziołach. Na pewno wersja kapusta/sałata zawiera najmniej zachodu, w końcu oba warzywa są dostępne cały rok w naszych sklepach.
Następnie wkładamy ją do lodówki i możemy cieszyć się domową wędliną kilka dni. Choć to niestety na ogół niewykonalne. Z własnego doświadczenia wiem, że taka domowa szyneczka znika w przewodzie pokarmowym w ciągu doby.
Czego i Wam życzę :)
Smacznego!


- Powiedz mi jak mnie kochasz.
- Powiem.
- Więc?
- Kocham cię w słońcu. I przy blasku świec.
Kocham cię w kapeluszu i w berecie.
W wielkim wietrze na szosie, i na koncercie.
W bzach i w brzozach, i w malinach, i w klonach.
I gdy śpisz. I gdy pracujesz skupiona.
I gdy jajko roztłukujesz ładnie -
nawet wtedy, gdy ci łyżka spadnie.
W taksówce. I w samochodzie. Bez wyjątku.
I na końcu ulicy. I na początku.
I gdy włosy grzebieniem rozdzielisz.
W niebezpieczeństwie. I na karuzeli.
W morzu. W górach. W kaloszach. I boso.
Dzisiaj. Wczoraj. I jutro. Dniem i nocą.
(...)

K. I. Gałczyński