Mamy Mistrzostwa Europy.
Większość mężczyzn śledzi te zmagania osobiście lub przed telewizorem, przy radiu lub w internecie. W zasadzie nawet ci, których nie interesuje piłka nożna nie mają dokąd uciec i mimowolnie także uczestniczą w tym wydarzeniu sportowym.

Niestety w miodku, który nas otacza jest też łyżka dziegciu. Niektóre kobiety, żony, partnerki - mogą nas doprowadzić do szewskiej pasji.
Czego więc nie robić podczas oglądania piłki?



po 1 - Nie gadać.

Ogólnie wszelkie niemądre i niedotyczące sportu pytania podczas meczu są inwazyjne.
Pytania naruszają naszą przestrzeń osobistą.
Mecz się ogląda!
A nie gada.

Można rzucać jakimiś fachowymi uwagami w stylu:
- "Sędzia kalosz! Gdzie ten matoł miał oczy?! To był ewidentny karny!"
albo
- "Szpakowski jesteś głupszy od mojego.... jak Ty komentujesz matole? Dudek grał 8 lat temu w Odrze Opole,  a nie w Odrze Wodzisław! Jak nie wiesz to się nie wypowiadaj!"
lub
- "Idziesz gościu idziesz...strzelaj, no strzelaj, no kurde...spartoliłeś sprawę!"

Mecz to emocje.
Nie powinno się im przerywać dojść do głosu!
Wszelkie pytania najlepiej załatwiać PO MECZU, a nie w trakcie.



W pytaniach mamy kilka PEREŁEK.

Klasyczne nieśmiertelne:
- "ile to jeszcze będzie trwało?"  czy - "do której jest ten mecz?".
Drogie Panie, każda z was słyszała , co najmniej kilka razy w życiu, że mecz ma 90 minut lub że są dwie połowy po 45 minut + oczywiście 15 minutowa przerwa. To jest naprawdę jest mega łatwe i może warto byłoby w końcu to zapamiętać?

Jeżeli wchodzimy do pokoju i spoglądamy na telewizor, a zawsze tak jest - to w górnym rogu, ewentualnie na dolnym pasku ZAWSZE jest podany czas. np. 36 minuta, czyli 45-36 daje nam 9 minut do regulaminowego końca 1 połowy + 15 minut przerwy + kolejne 45 minut = 69 minut

Jeśli jest 71 minuta znaczy 19 minut do końca meczu.
Proste?
Proste.

Facetowi obliczenie tego zajmuje ułamek sekundy.
Dlatego tak nas denerwują takie pytania.
Znaczy, że co?
Nagle nasza kobieta - członkini mensy z IQ (co najmniej 150) straciła szare komórki?
Nie umie sobie spojrzeć na cyferki i sama odpowiedzieć na to proste pytanie: - "ile jeszcze do końca ?". Skoro nam to zajęło max 1 sekundę, to dlaczego ona się głupio pyta?
To złośliwość?
Chęć przeszkodzenia w kontemplowaniu wydarzenia sportowego?
Jakiś test?

My wiemy, że macie swój intelekt.
Wiec po co te złośliwości?

Pytania w stylu:
- "Czy nie możesz tego nagrać?"
- "Czy możesz przełączyć na serial lub inne Opole?"
traktujemy jako brak szacunku dla naszego hobby.

Serial ma 1000 odcinków, jak nie obejrzymy 900, to i tak będziemy wiedzieli o co chodzi.
Wszystko tam jest proste i powtarzalne.
Mecz jest 1.
Trwa w tej chwili.
Jest często na żywo.
A więc co mamy go nagrać?
Cała Polska będzie wiedziała jaki był wynik.
Ba cały świat będzie wiedział, co i kiedy się wydarzyło.
Kto piłkę kopnął w 17 i 90 minucie.
Kto i jak zdobył gola.
Wszyscy o tym będą mówili, a my co - nie wiemy bo NAGRYWALIŚMY?
Bez jaj.



Kolejne kosmiczne pytania to:
- "Którzy to nasi?"
Kurde niby proste pytanie, a jakie niesie problemy.
No bo jesteśmy w Polsce, mamy orła w koronie, flagę biało- czerwoną, wszędzie na 1 czy 3 maja, nie mówiąc o 11 listopada, mają chorągiewek nawieszane.
Grają biało - czerwoni z żółtymi, niebieskimi lub zielonymi.
A Wy się pytacie którzy to nasi?
No nie.
Wyjdę z papci i stanę obok.
Kurde, nawet jakby mieli inny kolor koszulek, to czy Błaszczykowski to Irlandzkie nazwisko?
Czy Lewandowski brzmi po rumuńsku?
5 sekund obserwacji, 2 komentarze dziennikarza i już wiemy kto jest kim.
Wystarczy popatrzeć!

Wkurzające:
- "Ten mecz to już chyba był. Znowu oglądasz to samo?"
Taaa...
Był.
80 lat temu.
Teraz lecą powtórki.
Dzięki, że mi przypomniałaś.

I wreszcie:
- "Czy to ważny mecz?" i wszelkie możliwe klony tego pytania.
Tak.
Bardzo ważny.
W tej chwili najważniejszy.
Gramy o 3 punkty, o awans, o przejście do następnej rundy.
Jasne, że to ważne.
Mistrzostwa to ciąg kilku - kilkunastu meczy.
Każdy mecz albo prowadzi nas na szczyt, albo ściąga na dno.
Jak sama nazwa wskazuje - Mistrzostwa to maraton, a nie bieg na 100 metrów.



po 2 - Nie zasłaniać
Doprawdy nie wiem jak panie to robią?
Podczas meczu musicie przejść kilka do kilkunastu razy przed telewizorem.
A to podlać kwiatka, który musi akurat być podlany W TYM MOMENCIE.
A to zabrać kosmetyk, którym musicie się akurat "wypaćkać".
A to sięgacie po książkę, która stała i się kurzyła 2 lata i właśnie was naszła ochota na jej przeczytanie.

Co by to nie było - scenariusz jest taki sam.
My - wasz spacer - ekran.
Dla nas to jak reklama podczas filmu.
Wrrrrrr...


W zasadzie jest tu jeden jedyny wyjątek.
Jakbyście przeszły nam przed oczami nago lub w seksownej bieliźnie, to taka rundka tylko uatrakcyjniłaby sportowe przedstawienie. Byłoby na czym oko zawiesić i może nawet skończyłoby się to miłą przerwą.
Tak.
To jedyna rzecz, która nam by się mogła spodobać.
I wyniosłaby wartość partnerki na piedestały.

po 3 - Nie okazywać braku zrozumienia dla gadżetów.
Gadżety mogą być różne: szalik, koszulka, piwo, orzeszki, wuwuzela...
Niezależnie od tego, jakie gadżety są z nami podczas oglądania meczu - są one dla nas ważne.
Podnoszą range wydarzenia.
Mamy coś swojego.
Coś, dzięki czemu, lepiej wczuwamy się w atmosferę piłkarskiego święta.

Jakie to słabe, kiedy latem słyszymy "- po co ci ten szalik?"
- "możesz nie hałasować ta trąbką?" czy inne tego tupu komentarze.
Rekwizyty Drogie Panie są nieodłączną częścią zabawy.
Kiedyś używało się mieczy i zbroi.
Często ktoś podczas takich rozgrywek ginął.
Teraz mamy sportowe igrzyska.
Faceci biegają z piłką po boisku, a my widzowie zamiast zbroi zakładamy koszulkę, zamiast hełmu szalik - miecz zastąpiła butelka zimnego browaru.
Czy to nie bezpieczniejsza forma spędzenia czasu niż iść na wojnę i zginąć?

Zastanówcie się nad tym, zanim poddacie krytyce owe rekwizyty.



po 4 - Szanować Hymn.
Jak grają hymn to się np. stoi.
A przynajmniej śpiewa.
Na głos lub w myślach.

Pod Grunwaldem rycerze śpiewali "Bogurodzicę".
Nie, nie dlatego, że im się piosenka podobała.
To była melodia mówiąca: - "to my, mamy po swojej stronie boga i naród polski, jest nas miliony więc uważajcie Krzyżacy bo będzie z was mokra plama".
Hymn mówi o tym, kto kim jest.
Tu my - tam oni.
Mecz to starcie - stroje, gadżety, muzyka podkreśla przynależność do jednej ze stron.

Hymn to nie ta chwila, gdy lecisz w przerwie do kibla.
To nie ten moment, gdy się gada ...przeszkadza.
Hymnu nie trzeba lubić - hymn trzeba śpiewać!
Głupie uśmieszki czy inne tego typu zachowanie jest obrazą dla wspólnoty, którą rodzi śpiewanie hymnu. Nawet w myślach, to nadal jest melodia określająca naszą tożsamość i to po której stronie gramy.



po 5 - Nie planować nic w dniu meczu.
Jeżeli gra Polska, to nie powinniśmy planować spotkania ze znajomymi, wspólnych zakupów czy innego rodzaju aktywności/wyjazdu. Zero ogródka, sprzątania czy innych czasochłonnych zadań.
Dzień meczu to dzień meczu. Cała otoczka zaczyna się długo przed pierwszym gwizdkiem sędziego.
Oczekiwanie, że facet zrobi z nami zakupy i wpadnie do domu w trakcie meczu jest nieporozumieniem. Nikt nie lubi zostać łosiem, który spóźni się na mecz bo np. stał w korkach lub partnerka go gdzieś zabrała. Wszelkie "atrakcje" w stylu: przyjechali rodzice, odwiedziła nas koleżanka itd. są niemile widziane. No chyba, że goście przyszli na wspólne celebrowanie mistrzostw i razem z nami w skupieniu będą oglądali.

po 6 - Lodówka jest do piwa.
Ewentualnie do innych magicznych napojów. Wszelkie inne zakupy nie muszą tam leżeć.
No chyba, że ktoś otworzył opakowanie serka czy napoczął jakąś wędlinę.
No jak już musiałyście to jeść to ok - zgadzamy się.
Może coś tam leżeć obok piwa.
Jakoś się zmieścimy.



po 7 - Nie złościć się.
O cokolwiek.
Jeżeli coś nam się przypomni - np, że facet miał wynieść śmieci 2 dni temu czy przybić nam obrazek do ściany - to na pewno nie jest to do dobry moment na fochy.
Inny niż w TV hałas podczas oglądania meczu jest niewskazany.
Irytacja na faceta nie jest fajna.

Okazywanie złości z jakiegokolwiek powodu przeszkadza w odbiorze. Mężczyźni albo chcą z partnerkami przeżywać takie chwile jak mecz ulubionej drużyny, albo chcą świętego spokoju.
To coś pięknego, jeżeli partnerka to rozumie.







To nasza nowa cudowna miejscówka na mapie Edynburga.
Tak już mamy, że w każdym mieście nieodmiennie przyciągają nas tereny zielone.
Jak zielono,  mało ludzi,  a do tego jeszcze jest to jakaś górka (w tym przypadku kolejny wygasły wulkan), to już nam gra gitara i miejsce się podoba.



Blackford Hill odkryliśmy buszując w poszukiwaniu stylowych gadżetów w sklepach na Morningside Road. Szliśmy coraz dalej i dalej i dalej i tak natrafiliśmy na kolejne wzgórza Edynburga.





Park, kolorystyka, piękna łąka i ogródki działkowe nas urzekły.


W środku leżącego daleko na północy miasta, czuliśmy się jak na sielskie, polskiej wsi.


Dopiero kiedy wdrapaliśmy się na wierzchołek wzgórza (164 metry) okolica zmieniła się w piękną szkocką scenerię. Klify, podniebne łąki, kwiaty, trawa, panorama Edynburga z jego wzgórzami, w oddali wody zatoki i wyspy. Z wszystkich 7 wzgórz Edynburga to najbardziej mnie urzekło swoim pięknem i prostotą.





Blackford Hill to 149 hektarowy rezerwat. Na wzgórzu znajdują się resztki starożytnego fortu, nadajnik policji, stacja pogody oraz Królewskie Obserwatorium. W 1884 prywatna korporacja Edynburg zakupiła ten teren od wielu drobnych właścicieli, by w 1938 przekazać w zarządzanie miastu. Teren ma od tego czasu służyć dobru obywateli. Rada miasta Edynburg zachowuje prawo własności w parku i jest odpowiedzialna za jego utrzymanie.




Blackford Hill to stary nieczynny wulkan, zbudowany ze skały wulkanicznej oraz piaskowca.
W północnej części wzgórza znajdują się ogródki działkowe oraz Staw Blackford - idealne miejsce rodzinnych wycieczek z dziećmi. Wzgórze jest uwielbiane przez wszelkiej maści biegaczy oraz spacerowiczów z psami. Tyle psów co tutaj, nie widziałem nigdzie w Edynburgu.

Z szczytu rozciąga się widok na całe miasto, szczególnie pięknie wyglądają Pentland Hills na południu oraz zamek na północy. Widok na klify Arturs Seat jest bajkowy.

(fot. widok na Arturs Seat)
(fot. widok na Pentlandy)

Blackford Hill jest wyjątkowym miejscem, które omijają rzesze turystów. Tak oblegane Hoolyrods Park czy Carton Hill mają swój urok. Jeśli jednak chcemy, by urzekło nas to miasto, to z 7 wzgórz Edynburga wybrałbym Blackford Hill właśnie za jego piękno, widoki i prostotę.


Będąc w Edynburgu na pewno warto to miejsce odwiedzić :)
 

Równo rok temu, pod koniec kwietnia, zdecydowaliśmy się na wycieczkę weekendową do Torunia. Nie była to taka zwyczajna wycieczka, ponieważ wybraliśmy się dość nietypowo - starym parowozem. Była to naprawdę fajna atrakcja! Tutaj o tym wspominaliśmy klik


Wybierając termin z większym wyprzedzeniem byliśmy przekonani, że kwietniowy weekend pod sam koniec miesiąca powinien dopisać pogodowo, ech.. trochę się sami zaskoczyliśmy. Pogoda była strasznie zmienna, chwilę słońce, chwilę deszcz, a momentami nawet drobny śnieg i wiatr, okropnie zimno. To spowodowało, że mam ogromny niedosyt, bo ciężko się skupić na zwiedzaniu, kiedy dygocze się z zimna! Byłam w tym mieście pierwszy raz i miałam ochotę zobaczyć jak najwięcej. Udało się to na tyle, na ile to było możliwe.




Po mieście oprowadzał nas przewodnik działający dla Urzędu Miasta. Każda grupa została przydzielona z góry do konkretnej osoby. My trafiliśmy kiepsko, ale szybko zorientowaliśmy się, że Pani, która nas oprowadza kompletnie nie nadaje się na przewodnika i "podpięliśmy" się pod inną grupę (ech, to nasze kombinatorstwo). To była najlepsza decyzja jaką wówczas mogliśmy podjąć. Nowy przewodnik spisał się na medal. Staliśmy i słuchaliśmy ciekawostek o mieście, Flisakach, Mikołaju Koperniku z wielkim zachwytem. Kochamy ludzi z pasją! :)



Toruń to miasto, które potrafiło zaciekawić nas nawet w takich okolicznościach pogodowych. Jest bardzo ładne, urokliwe, spokojne, a jego wąskimi uliczkami chciałabym jeszcze nie raz się przespacerować. I ta dodająca uroku cegiełka!







Prawie na każdym kroku było coś ciekawego, co przyciągało uwagę. A to kot na dachu, a to małe zakłady usługowe na Starówce, co jest już prawie niespotykane w naszych miastach (w Krakowie co najwyżej można spotkać banki).



Odwiedziliśmy Pierogarnię Stary Toruń. Miejsce smaczne i godne polecenia.


Nie zamawiajcie tam jedynie pierogów bajkowych, bo mimo ciekawego smaku są wybitnie za słodkie.

Natomiast bardzo rozczarował nas Browar Staromiejski Jan Olbracht. Kiepskie jedzenie i kiepska obsługa. Nie wiem czy tak akurat trafiliśmy czy to ich standard. Fajnie, że lokalne piwo można było kupić do domu ;)



Po samym powrocie mieliśmy mnóstwo odczuć i trochę żałuję, że tego od razu nie spisaliśmy. Pamiętam, że byliśmy zadowoleni, pozytywnie zmęczeni i nastawieni na to, że i tak tam na pewno jeszcze wrócimy.


Od kilku lat staram się celebrować wiosenny czas i wykorzystywać go na sto procent, a i tak mam poczucie, że przecieka mi przez palce. Z roku na rok czas jakby szybciej płynął. Tego nie zmienię, ale mogę w pamięci zachować chwile, obrazy i odczucia. Po latach wraca się pamięcią i sentymentem do miejsc i ludzi. Pamięta się emocje, które tym chwilom towarzyszyły.


Uciekam na długie spacery, kiedy tylko mam wolną chwilę. Bez reszty oddaję się tym wszystkim pięknym widokom. To takie banalne, a może przynieść wielkie szczęście!


Spacer jest dla mnie nie tylko formą relaksu i odpoczynku, ale też powala dostrzegać budzącą się do życia przyrodę i ferie barw. Tylko wiosną tak widoczne są różne odcienie zieleni! Najpiękniej wyglądają po deszczu. Do tego ten zapach unoszący się w powietrzu... 




Chodzę, zachwycam się, obserwuje i delektuję się każdą chwilą, bo wiosna tak szybko mija.


Czasem słucham narzekających ludzi, widzę jak pędzą, albo - co gorsza - idą z nosem wlepionym w telefon i tyle ich omija. Często szukamy daleko, wyjeżdżamy daleko, chcemy przeżyć nie wiadomo co, a nie potrafimy się na chwilę zatrzymać, uśmiechnąć się bez powodu i odkryć, że nie tylko to, co odległe i często nie w naszym zasięgu, jest piękne. Otwórzmy oczy! Zachwyćmy się!



Spacery dają mi dużo energii i motywacji na co dzień. Cieszy mnie to, że jestem otwarta na ludzi i życie, które toczy się wokół mnie, a to wszystko staje się częścią mojego świata!





Jako entuzjasta zakupów przez internet uwielbiam zakupy w sieci. To wszystko przez dużą oszczędność czasu, pieniędzy no i takie kupowanie pozwala "chłodnym okiem" rozważyć transakcję.

Z okazji 50 zakupu w Tesco Sklep Internetowy powstał ten post. Zakupy w sieci mają swoje cienie i blaski, więc postanowiłem podzielić się ze wszystkimi wadami tego typu rozwiązań na wybranym przykładzie.

Jakiś czas temu dokonałem porównania pomiędzy 2 najczęściej przeze mnie wybieranymi sklepami spożywczymi on-line - tu mamy ten materiał
Dziś czas na mojego ulubieńca :)


Zaczynamy!

Na 50 transakcji w tym sklepie (od początku jego istnienia) 49 razy było coś nie tak. Tylko 1 transakcja była taka jak być powinna. Wiedziałem, że różowo nie jest, ale dopiero dziś podsumowując te "kilka lat razem" zdałem sobie sprawę, że wynik 49:1 powala.

Najpoważniejszy mankament eTesco to tzw. zamienniki.
Zamawiamy towar, a sklep go w danym momencie nie ma.
I co dalej?
Inne sieci dzwonią do klienta.
W Tesco to pozornie niemożliwe.
Znaczy dzwonić dzwonią, ale nie kluczowy dział pakujący zakupy :)

Zamienniki oferowane ZAMIAST zamówionego towaru są ZAWSZE gorsze. Bardzo często to towar made in tesco, a więc coś, czego zawsze staram się unikać. Firmowe produkty różnych sieci są w 90% kiepskiej jakości. To wyrzucanie pieniędzy w błoto. A więc wkurza mnie, kiedy sklep zamiast dobrego produktu oferuje mi coś, co nawet koło dobrego produktu nie leżało.


Co więcej, nie mam pojęcia czym się kierują osoby pakujące towar w wyborze zamienników?
Oto autentyczne przykłady ich inwencji twórczej:

Zamawiam Primavika Masło orzechowe bez dodatku soli i cukru 350 g - jako zamiennik przyjeżdża Gumiś Krem o smaku czekoladowym 200 g 

Możliwe, że masło orzechowe kojarzy się pracownikowi Tesco z kremem czekoladowym. 
A napis "bez soli i cukru" został uznany za fanaberie kupującego.
- "Co będzie sobie klient żałował?" Niech żre cukier z solą bo to bardzo zdrowe ;)

Zamawiam Ziemniaki sałatkowe 2,5 kg  -  jako zamiennik przyjeżdża Kamis Musztarda delikatesowa 185 g

Prawdopodobne myśli pakującego zamówienie:
- "Ale ta praca dziś mi się ciągnieeee! 
Już bym chciała do domu, dziś Andrzeja urodziny, to sobie strzelimy po kielichu :) 
Ostatnio byłam u koleżanki na imieninach i jadłam pyszną sałatkę z musztardą i majonezem. 
Muszę taką samą zrobić Andrzejkowi!
Ooooo, co za zbieżność - klient zamawia składniki na sałatkę.  Ziemniaki się skończyły, więc spakuje bidulkowi  musztardę, co by mu sałatka się udała. Niech ma na zdrowie."

Zamawiam Zott Natur Jogurt typ grecki 330g - jako zamiennik przyjeżdża ser żółto-podobny Tesco Value Grecki kanapkowy 250 g

- "Krycha, Krychaa, Krychaaaaaaaa co mamy greckiego, bo klient to ma w zamówieniu.....??
Aaa, to ja nie wiem co on by chciał.....daj coś z greckiego, by się w zamówieniu zgadzało..."

Zamawiam Higio Żwirek dla kota silikonowy 3,8 l - jako zamiennik przyjeżdża Foxy Jedwab Papier toaletowy neutralny dla skóry 8 rolek

- "Stefan, ty zobacz jak ludziom się w głowach poprzewracało - facet kupuje żwirek dla kota droższy od flaszki wódki. Zupełnie jak w wersalu. Oglądałeś trzech muszkieterów ?? Tam pies srał do wiadra.
- Hehehe nie ma go.
- Tyyy, damy kotu śrajtaśme :D hehe, jak wersal to wersal, no nie?"
 

A to moje ulubione:
Zamawiam Ziemia z nawozem Osmo 5 litrów  -  jako zamiennik przyjeżdża Topdrive Zimowy płyn do spryskiwaczy 4 l 

Co autor miał na myśli, nie wiem ????????????

W sieci znalazłem kilka fajnych przykładów na radosn twórczość eTesco.

Zamiast szałwii hiszpańskiej autor otrzymał kaszę jaglaną.
Zdjęcie z opisem pochodzi z bloga eshlox.net

Kolejna rada to "Licz towar".
Zamawiam zakupy, w tym 15 zgrzewek wody mineralnej.
Dzień 1
Zakupy przejeżdżają, pomagam wypakować, płacę, kierowca odjeżdża, a ja zabieram się do rozmieszczania zakupów w mieszkaniu. Wody mineralne daje na sam koniec. Liczę 1 raz, liczę 2 raz. Brakuje 3 zgrzewek. W tym zamieszaniu inne produkty policzyłem, a wody nie.
Dzwonię na infolinie. Minęło kilkanaście minut - może jest w okolicy i podjedzie z brakującym towarem? Pani na infolinii informuje, że skontaktują się z kierowcą i oddzwonią. Mija kilka godzin.
Infolinia informuje, że nie dodzwonili się do kierowcy, więc wyjaśnią sprawę i się odezwą.


Dzień 2
Infolinia dzwoni i informuje, że zwrócą mi pieniądze za te 3 zgrzewki. Pytam się co się stało, czy kierowca zapomniał wypakować, czy za mało mu towaru wydali? Pani na infolinii nie wie. Ma tylko mi dać znać, że oddadzą kasę. Mówię, że nie chce by mi oddawali pieniędzy, zamawiałem wodę, więc chcę wodę.
W odpowiedzi słyszę, że to niemożliwe.
Skoro wody nie dostałem, to chcą zwrócić pieniądze.
Nadal chcę wodę, termin dowolny, po prostu jeśli jakiś klient w okolicy zamówi towar, to niech mi podrzucą wodę, nawet za tydzień.
Nie mogą, ale skoro nalegam to oddzwonią.

Dzień 3
Cisza.

Dzień 4
Infolinia dzwoni i mówi, że oddadzą mi pieniądze.
Kiedy kierowca ma podjechać (płaciłem kartą, więc zwrot będzie na kartę, więc muszą wysłać tego samego kierowcę co jeździ z towarem by dokonał zwrotu).
Tłumaczę znowu, że chcę wodę.
- "Wody nie ma" - słyszę.
Dziwię się. "- jak to nie ma Żywca??"
"Skoro nie ma niegazowanego, to dajcie mi gazowany."
Tesco nie ma Wody Żywiec wcale, ani tego ani tego.
- "No to proszę wymienić mi na inną wodę w tej samej cenie lub nawet tańszą, niech stracę, chcę wodę, bo zamawiałem wodę i nie będę dźwigał 3 zgrzewek ze sklepu, skoro są zakupy z dowozem."
- "nie możemy panu wymienić, zamawiał pan Żywiec niegazowaną, a takiej nie mamy, więc musimy zwrócić kasę, innej panu nie damy. Kiedy kierowca ma podjechać?"
To jakiś bezsens.
Kupiłem wodę, a czuję jakbym odbijał grochem o ścianę.
Zero zrozumienia klienta.
Zrezygnowany na tą głupotę ustalam z Tesco, że kierowca może podjechać w  dowolnej chwili.
Dzień i godzina nie ma znaczenia.


Dzień 5 i 6
Cisza

Dzień 7
Przyjeżdża kierowca z Tesco.
Na pace ma 3 zgrzewki wody. Podpisuje papier, że odebrałem reklamację.
Kierowca wypakowuje wodę z auta i bez słowa wyjaśnień odjeżdża.

Całość zajęła tydzień, kilkanaście telefonów, jałowe dyskusje z infolinią, na końcu dostaje towar, którego podobno nie było.
Czy jestem usatysfakcjonowany?
NIE
- Usłyszałem kilka razy, że się nie da.
- Wmawiano mi, że nie ma towaru, który był w sklepie (sprawdziłem skąd przyjeżdżają zakupy i woda była na sklepie),
- Nikt nie przeprosił za całe zamieszanie, ale co tam wymagać przeprosin, wystarczy by mi powiedziano co się stało?
Czy towaru nie spakowano, czy kierowca zapomniał wydać?
Jesteśmy ludźmi błędy się zdarzają, wystarczy tylko klienta poinformować.
- Powiedziano mi, że nie można wymienić wody na wodę co jest nonsensem.
- Miałem otrzymać pieniądze, a jednak woda się znalazła.
Dało się to załatwić?
Dało.

Choć pewnie gdybym się nie domagał - skończyłoby się na zwrocie pieniędzy i kolejnym zakupie.
A Tesco dowozi za pieniądze. A więc brak towaru i zamówienie tego samego drugi raz naraża mnie na dodatkowy wydatek.
Tego nikt tam nie liczy??



Po podobnych perypetiach E-zakupy Tesco traktuje jak jajko z niespodzianką.
Jeśli się zamawia, należy oczekiwać najgorszych opcji. Tego, że zamiast towaru przyjedzie coś kosmicznego, tego, że w sytuacji której nie przewidzieli, że się trafi - nic się nie da. 
I nikt nikomu nic nie wyjaśni.
Przy zakupach w eTesco powinien być napis:
"Zamawiasz na własne ryzyko."

Ps. Ogłaszam KONKURS
Osoba, która na fanpagu, w e-mailu lub komentarzu pod postem wyjaśni w racjonalny lub zabawny sposób - czym kierował się pracownik Tesco w wyborze zamiennika przesyłając "płyn do spryskiwaczy samochodowych" zamiast "Ziemia uniwersalna do sadzenia kwiatków" :) otrzyma nagrodę.


 Jeśli to będzie mężczyzna, będzie to Szampon i ampułki BiovaxMen. 
Funkiel nówka nieśmigana, mam 2 zestawy, chętnie wyśle komuś jeden. 
Jestem mega zadowolony z produktu, więc niech cieszy się tym ktoś jeszcze.
Co to i z czym się je można poczytać na Biovaxmen.pl

Jeżeli odpowiedź prześle kobieta, to otrzyma od nas Zestaw L'Biotica Professional Therapy (szampon + odżywka). To takie kosmetyki do włosów - fryzjerskie działające na zasadzie : "nie mam czasu" lub "jestem w podróży i chce wyglądać ładnie na wczoraj".
Moje Kochanie wszędzie to z sobą wozi, więc jakby co podzieli się rezerwowym zestawem z którąś z Pań. Zaklepane!
Nie można się wycofać ;) (- to do Niej, jak już przeczyta tego posta).

Na odpowiedzi czekamy w ciągu 10 dni. Wybierzemy najfajniejsze wyjaśnienie.
Jak zabawa to zabawa :)